piątek, 6 marca 2015

Rozdział 26/Agnes

Poppy zaprowadziła Willow do innego pokoju, a Sibuna, Mara i Seth zeszli na dół. Jerome przytulał swoją dziewczynę. Kiedy weszli do saloniku zobaczyli, że Trudy wróciła.
- Cześć, gwiazdki. Wszystko w porządku? I gdzie jest... O, przepraszam, nie zauważyłam pana. Przyszedł pan do Mary?
- Tak. Wydaje mi się, ze wszystko już będzie w porządku, chciałbym jednak pobrać jej krew. Ale nie ma sensu ciągnąć jej do szpitala. Zrobię to tutaj - powiedział Seth uśmiechając się do Trudy.
- Skoro tak... No cóż, nie chcę panu przeszkadzać. Chyba wyjdę do siostry. Wróciłabym wieczorem. Poradzicie sobie, gwiazdeczki? - Wszyscy pokiwali głowami i z, trochę wymuszonym, uśmiechem pożegnali się. Chwilę później Trudy już nie było.
- Masz zamiar pogadać z Anubisem? - zapytał Jerome.
- Tak, ale nie wiem, czy teraz jest odpowiedni moment. Nie wiem, co się ostatnio dzieje z Anubisem. Nigdy nie chciał władzy, mocy. Nawet swojej w pełni nie wykorzystywał. A teraz... Nie myślcie, że nie próbowałem dowiedzieć się, co się stało, kiedy zaczął się tak zachowywać. Ale okłamywał mnie, wymyślał wymówki...
- Nie ma czasu. Jeżeli Willow powiedziała mu, kiedy chciała porwać Victora, to niedługo zorientuje się, że zawiodła. A co on wtedy zrobi z jej rodziną? - Mara wtuliła się w Jerome'a mówiąc to.
- Tak, ale najpierw muszę porozmawiać z Willow. Ta dziewczyna mogła doprowadzić do czegoś naprawdę strasznego...
- Zrobiła to dla rodziny. Nie możemy jej winić - powiedział ostro Jerome. Wiedział, że wszyscy uważają tak samo. Wiedział też, że Seth patrzy na wszystko inaczej. Znacznie mniej ludzko.
- Gdyby jej się udało, to ciekawe, czy z jej rodziny coś by zostało... Ale to na pewno jakaś okoliczność łagodząca - dodał , widząc spojrzenia Sibuny.
- Zostawmy to na razie, bo tata i tak nie da ci jej osądzić - powiedział Jerome. - Skupmy się lepiej na tym, by powstrzymać Anubisa. Wolałbym, żeby nie znalazł sobie kogoś innego.
- Dobrze... ale z Willow i tak muszę porozmawiać. Ona może wiedzieć coś, co nam się przyda. Ale poczekajmy jeszcze na Johna.
Jednak wcześniej drzwi się otworzyły i do domu wszedł dyrektor.
- Jerome! Ostatnio nie mogę cię złapać! - mówił mężczyzna, jednak nagle zauważył Satha. - Dzień dobry. Chyba nie jest pan rodzicem...?
- Nie, nie. Jestem lekarzem. Przyszedłem zbadać Marę. Ale właśnie kończę.
- Rozumiem, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Jerome, obiecałeś coś zorganizować, pamiętasz?
- Jasne, że tak. Tato, a nie mogłeś mnie zapytać? - powiedział Eddie, wyraźnie ratując Jerome'a. - Czekamy tylko na odpowiedź ostatniej szkoły. A potem wystarczy ustalić termin.
- Aha... Bardzo dobrze. Tylko pamiętajcie, że termin musicie ustalić również ze mną.
Dyrektor wyszedł, a chwilę później przyszedł John Clarke.
- Victor... no cóż. Przyjął to dość dobrze. Wydaje mi się, że to dlatego, że miał wcześniej do czynienia...
- Z eliksirem życia, wybraną, osirianem... - uzupełniła Joy.
- No właśnie.
- Chcemy porozmawiać z Willow. Ona może wiedzieć coć, co mi się przyda, kiedy odwiedzę Anubisa - powiedział Seth.
- Na pewno nie idziemy tam wszyscy. Ty, ja, Jerome i Mara. Reszta musi zaczekać. Potem Willow będzie mogła porozmawiać ze wszystkimi - powiedział spokojnie pan Clarke. Po chwili cała czwórka ruszyła na górę.
Willow siedziała na łóżku opierając się o ścianę. Kiedy zobaczyła Setha natychmiast wstała i opuściła głowę. Drżała.
- Usiądź - powiedział delikatnie Jerome. Dziewczyna niemal natychmiast usłuchała.
- Co mówił ci Anubis? - zapytał sucho Seth, a Willow wzdrygnęła się. Seth westchnął i podszedł do niej. Postanowił posłuchać Johna. Kucnął przed dziewczyną. - Spójrz na mnie - polecił, a kiedy podniosła wzrok, kontynuował. - Nie skrzywdzimy ani ciebie, ani twojej rodziny. Ale najpierw musimy ich uwolnić, a do tego potrzebujemy twojej pomocy. Chcemy tylko, żebyś powiedziała nam, czy Anubis mówił, albo robił coś, co mogłoby wskazywać, co go motywuje.
W oczach Willow zebrały się łzy, ale dziewczyna nie śmiała spuścić wzroku.
- Ja... nie wiem... naprawdę. On czasem zachowywał się, jakby... - Willow urwała wpół słowa. Przez chwilę szukała odpowiedniego słowa. - Jakby... był chory...
- Umysłowo? - upewnił się Jerome.
- Też.
- Opowiedz o tym - poprosił nadzwyczaj łagodnie Seth.
- On... Bywał tak, że w minutę zmieniał mu się nastrój. Najpierw mnie bił... oczywiście za pomocą tej magii... a potem jakby się budził. Wtedy stawał się delikatny, sprawdzał, czy jestem cała. Ale tak było na początku, potem to się zmieniało... - Poppy zauważyła, że dziewczyna jest bliska płaczu, więc siadła obok niej i ją przytuliła. Po chwili Willow uspokoiła się na tyle, by znów opowiadać. Teraz już nie patrzyła na Setha. - Uderzał coraz mocniej, co najwyżej sprawdzał czy jeszcze żyję. A potem przestał. Niedługo przed moją misją. Miałam odebrać pierścień. On stwierdził, że jestem już gotowa i zostawił mnie w spokoju. Kazał tylko ćwiczyć. A potem mnie wysłał do tamtej kobiety... Nie udało mi się i kiedy wróciłam...
Willow zacisnęła pięści, Poppy ponownie ją przytuliła. Wyglądało na to, że obecność młodszej koleżanki uspokajała ją.
- On obudził moją siostrę. I to ją uderzył. Rose... ona aż straciła przytomność. Uleczył ją, ale powiedział, że jeśli znowu zawiodę, to tego nie zrobi...
- Spokojnie... - Poppy mówiła przez łzy. Nie mogła wyobrazić sobie, żeby ktoś mógł zrobić coś takiego.
- A Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wielu rzeczy nie musiałam robić. Zniszczenie pokoju Mary... nie chodziło tylko o to, że chciałam tylko osłabić Jerome'a, przecież mogłabym zrobić coś innego. Ja to polubiłam. Tą moc, kontrolę. I... i ja...
Willow była naprawdę roztrzęsiona. Mara podeszła do Setha i dłonią wskazała mu drzwi. Zrozumiał. Po chwili w pokoju zostały tylko Poppy i Willow.
- I co o tym myślicie? - zapytał w końcu pan Clarke.
- Nie wiem, John, Gdyby był człowiekiem, powiedziałbym, że coś go opętało... albo, że zwariował.
- A ja i tak mogę stwierdzić że to wariat. Wariat sadysta - powiedział Jerome.
- Tak jakby się budził... - powiedziała Mara, a wszyscy na nią spojrzeli. - Chyba mam pomysł, ale najpierw powinniśmy pogadać o tym z Sibuną.
Zeszli na dół. Seth stwierdził, że najlepiej będzie, jeśli oni zobaczą i usłyszą wszystko tak jak on.
- Siądźcie wygodnie i zamknijcie oczy.
Wszyscy, oprócz tych, co byli u Willow, wypełnili polecenie. Seth zniknął.
Dokładnie po piętnastu minutach wszyscy otworzyli oczy, a Seth pojawił się. Eddie i Fabian zaciskali pięści, a oczy Alfiego mogłyby zabijać. Dziewczyny miały łzy w oczach.
- Maro, miałaś pomysł, prawda?
- Tak. Ja... czytałam trochę o...
- Mitologię? - domyślił się Jerome. - Chyba można to tak nazwać, bo ludzie naprawdę niewiele wiedzieli. Ale to, czego byli świadkami opisywali.
- Na początku to pisanie nie było, ale nie o to chodzi. Większość informacji można uznać za wiarygodną - uzupełnił Seth.
- No to, wydaje mi się, że tego pierścienia najbardziej chciałby Apopis. Może...
- Apopis byłby wystarczająco silny, gdyby był wolny - przerwał jej Seth
- Tak, ale najłatwiej zmanipulować dzieci - powiedział powoli pan Clarke. - Anubis może i małym dzieckiem nie jest, ale dopiero niedawno naprawdę zaczął robić coś na własną rękę, prawda?
- W sumie to tak, ale pierwsze dwadzieścia lat... nie działo się nic złego. Zaczęło się od kiedy urodził się Jerome.
Sibuna popatrzyła na siebie niepewnie. Nawet Mara nie rozumiała do czego to dąży.
- Według tych ich lat, Anubis jest nastolatkiem. Dopiero wchodzi w dorosłość. Ze względu na ich moc, dłużej tam patrzy się dzieciom na ręce. Dlatego Anubis dopiero niecałe czterdzieści lat temu mógł zacząć żyć w pełni samodzielnie - wyjaśnił Jerome, widząc niepewność na twarzach przyjaciół. - Jeśli dobrze rozumiem, to oni najwyraźniej uważają, że, nawet uwięziony, Apopis może oddziaływać na Anubisa. Ja jednak sądzę, że on po prostu taki jest.
- Też bym tak powiedział - zaczął pan Clarke - Jednak pamiętasz co mówiła Willow? Że Anubis jakby się budził. A to może oznaczać, że...
- Dobra, róbcie jak chcecie. I tak nie będziecie ryzykować rozmowy przed uwolnieniem rodziny Willow i zapewnieniem bezpieczeństwa Victorowi. Mnie i moich przyjaciół obiecał zostawić w spokoju, więc potem możesz robić co tylko chcesz - powiedział Jerome. Widać było, że ma już tego dość.
- Obawiam się, że jeśli chodzi o rodzinę Willow, to może to zrobić tylko Anubis. Ostatecznie wystarczającą moc miałby Ra, ale on... no cóż, nie chce się w to wszystko mieszać.
- A więc?
- Najpierw Victor. Potem Anubis - zdecydował Seth.
Z Victorem poszło nadzwyczaj szybko. Seth i pan Clarke wrócili już po piętnastu minutach. Zostawał tylko Anubis.



Miałam kończyć tę historię, a ona mi się coraz bardziej rozwija. Ale i tak do końca zostało już tylko kilka rozdziałó, pewnie dwa czy trzy. I przepraszam, że tak dawno nie pisałam, ale nie miałam czasu. Teraz jestem chora i siedzę w domu, więc znalazłam chwilę, żeby to napisać. A i to, że Jerome najpierw mówi tak, a potem inaczej wynika z tego, że ma już wszystkiego dość (piszę, żeby potem nie było, że nie pamiętam co piszę :) )

1 komentarz:

  1. Czy ja tu widzę powrót z opowiadaniami o Sibunie!? O nie...chwila...muszę najpierw trochę ochłonąć. Tak dawno nie spotkałam bloga, który jest o TDA i jest jeszcze prowadzony *_* Jejku...czekam na kolejne rozdziały. Kocham Jerom'a, mój ukochaaany! <3 Właśnie skończyłam czytać wszystkie rozdziały od nowa, bo trochę już tam zapomniałam :3 Ale okej...kiedy trochę przeczytałam pamięć wróciła.
    Szybciutko pisz kolejne! Życzę dużo, dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń