niedziela, 30 grudnia 2012

Bardzo ci dziękuję, wiesz anonimku? / Pauline ^^

Heeej ;**. Wiem, że piszę bardzo późno... Ale jakiś czas temu skończyłam pisać z osobą, która pisze te wspaniałe scenariusze do zakładki "Wasze scenariusze". I wiecie, czego się dowiedziałam? Paula.. chce z nimi skończyć! Powód? - anonim. Napisał on, że "pisze okropnie i lepiej, by nic już nie przesyłała na bloga, bo jest on zbyt wysokiej klasy". Wiecie co ona na to? Otóż zgodziła się z tym! Przecież ona pisze fantastycznie! Pewnie się ze mną zgodzicie, co nie? I teraz chce wszystko zakończyć przez jednego anonima.. Nie pozwolę na to! Kto jest ze mną? Przecież to karygodne i niedopuszczalne! Ja tego tak nie zostawię. Ktoś chce się dołączyć? Nie pozwólmy, żeby to się tak skończyło! Nie w ten sposób, nie teraz..
Ciekawostka: Wiecie, że Paula miała założyć bloga, gdy już się zakończą egzaminy gimnazjalne (ona jest 3 klasie gimnazjum)? I teraz wszystko ma legnąć w gruzach... Proszę, nie rób tego! ;( To ty mnie najbardziej wspierałaś w najcięższych chwilach i nadal to robisz. SMS-ujesz, dzwonisz, piszesz.. Co ja bym bez ciebie zrobiła? :( Teraz moja kolej, by wybić ci głupoty z głowy! Nie pozwolę na to i koniec.. Jeszcze zmienisz zdanie..
Wiem Paulinko, miałam (a właściwie cię ostrzegałam) tę notkę napisać po kościele, ale znalazłam chwileczkę... Więc.. tylko spróbuj to zrobić.. Jeszcze nie znasz potęgi bloggera. <uśmiech cwaniaka>

Your Pauline ^^

sobota, 22 grudnia 2012

To kto się cieszy? / Pauline ^^

Heeej ;**. Na początku notki poinformuję was, że nie wiem, kiedy pojawi się ode mnie scenariusz. Może prędzej niż myślicie, a może dopiero w styczniu czy lutym :P.
Ale przejdę do głównej części tej notki. Chodzi mianowicie o zakładkę "Wasze scenariusze". Paula xD w końcu nam coś przesłała! Prócz scenariusza pojawiły się także opisy dwóch nowych postaci. Niestety, nie mogłam wstawić zdjęć, bo były ciągłe komplikacje.. Nie chce mi się ich teraz opisywać... Tak czy siak zapraszam serdecznie do zakładki, by przeczytać kolejną pracę Pauli :). Kto się cieszy, że przesłała coś nowego? ;D

I trochę dobiegnę od tematu. Z okazji zbliżających się Świąt życzę wam wszystkim Wesołych Świąt spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze przy pachnącej jemiole oraz Szczęśliwego Nowego Roku. Żeby spełniły się wszystkie wasze marzenia - te realne i te nierealne :))

Piękną gwiazdkę przed nadchodzącymi świętami,
Niosę Wam razem z życzeniami,
Niech się spełni każdego marzenie,
W nachodzące Boże Narodzenie,
Jeśli taka Wasza ochota,
Sprawię, aby była gwiazdka złota,
Bo gdy widzicie spadającą z nieba,
Nie wypada nic innego, marzyć trzeba!
Jedna gwiazdka drugiej gwiazdce zamrugała,
I choineczka świeci cała,
Każdy wie, że marzyć trzeba,
Każdy chce tej piękne gwiazdki z nieba!








Niech Dzieciątko Boże, które się urodzi w Waszych sercach, przyniesie Wam wiele radości i miłości :))

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 15/Agnes

Rozdział 15
Na kolacji nikt z nikim nie rozmawiał. Alfie, Eddie i Jerome, mimo, że nie musieli przyzwyczaić się do faktu, że biologicznym ojcem Jerome'a i Poppy jest Anubis, nie mieli ochoty rozmawiać. Jedynie Willow, która o niczym nie wiedziała, co kilka minut próbowała zacząć rozmowę, jednak w końcu się poddała. Kiedy wszyscy zjedli poszli do pokoju Niny i Amber.
-OK, Jerome, opowiadaj dalej.-powiedział z uśmiechem Alfie, kiedy tylko drzwi się zamknęły.
-Tata pomagał mi, kiedy zorientował się co się dzieje i akurat nie był pijany...
-W takim razie dlaczego nie chciałeś nawet odwiedzić go, jak był w więzieniu?-zapytała Patricia
-Zwykle kiedy mi pomagał, byłem w bardzo złym stanie, następnego dnia nie pamiętałem już tego. Kiedy się urodziła Poppy, tata wmówił mu, że to on jest jego biologicznym ojcem. Anubis na szczęście w to uwierzył. Kiedy tata trafił do więzienia, mama wysłała mnie do szkoły z internatem, ale Anubis bez trudu znalazł mnie tam i zaczął niszczyć życie. Kiedy miałem 7 lat nauczyłem się, ukrywać, co potrafię i nie miał już tak łatwo. Eddie'go poznałem kiedy mieliśmy po 10 lat. Byłem bardzo zdenerwowany, a on był świadkiem tego co się stało. To było na jakimś obozie.
-Dlaczego nie powiedzieliście, że się znacie?-zapytał Fabian
-Nie poznałem go.-przyznał Eddie-A kiedy wreszcie przypomniałem go sobie, stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jeśli nikt nie będzie nic wiedział.
-To mniej więcej tyle.-powiedział Jerome-Jakieś pytania?
-Tak-powiedziała Amber-Rufus. Dlaczego nie zrobiłeś czegoś z nim, tylko dawałeś się zastraszyć?
-Nie byłem pewien, czy pamiętam jak użyć mojej... mocy odpowiednio. Zaskoczył mnie, a ja jednak nie chciałem zrobić mu większej krzywdy. Ale nie miałem też zamiaru pozwolić mu, skrzywdzić was. Kiedy, na balu, uwięził nas w tamtej klasie, przypilnowałem, żeby tamte moskity wam nie mogły zagrozić. To było... jak antidotum.
-W tamtym roku, również nie chciałeś się ujawniać?-zapytała Patricia
-Tak jakby. Anubis mnie szukał. A, szczerze mówiąc, wolałem mieć na karku Rufusa niż niego. Poza tym wiedziałem, że będziecie mnie szukać.
-Chodzi mi o Senkharę.
-Ona jest duchem. Jedyne co mogłem robić, to pilnować, by was nie zabiła. Zrozumcie, nie używałem praktycznie mocy od lat. Jedynie tarcza, żeby miał trudniej mnie znaleźć i ta, którą nałożyłem na was kilka miesięcy wcześniej.-Sibuna pokiwała głowami
-A z Marą zerwałeś, bo chciałeś, żeby była bezpieczniejsza?-dopytywała się Amber
-Tak, niestety to nie podziałało.-Jerome posmutniał
-Na dziś chyba wystarczy wyjaśnień.-powiedział Alfie-Siedzimy tu odkąd wróciliśmy ze szkoły, a Victor zaraz wyskoczy ze szpilką.
-Dopiero wróciliśmy z kolacji.-powiedziała Nina, a po chwili dodała-Ale faktycznie, siedzimy tu cały dzień. Jutro zebranie w przy wypalonym drzewie.
Jerome, Alfie i Poppy wyszli po chwili, a reszta kilka minut później.
-Gwiazdki! Chodźcie szybko!!
-O co chodzi?-zapytała Nina, kiedy weszła do salonu, a za nią Patricia, Eddie i Joy
-Mara czuje się już lepiej. Jest w stanie stabilnym, ale lekarze nie potrafią powiedzieć kiedy się obudzi.
-Co się stało Marze?-wszyscy usłyszeli głos... Micka.
-Mick! Co ty tu robisz?-zapytał Fabian
-Za tydzień urodziny Mary. Napisałem, że przyjadę.
-Całkiem o tym zapomniałam.-powiedziała Nina z przepraszającym uśmiechem-Mara straciła przytomność i wylądowała w szpitalu.
-Jutro po szkole Jerome do niej jedzie.-powiedział  nagle Alfie-Lekarz powiedział, że może odwiedzić ją tylko jedna osoba.
-Aha...-powiedział Mick, a Jerome rzucił Alfie'mu wściekłe spojrzenie. Kilka minut później Jerome i Alfie poszli do pokoju.
-O co ci chodzi?-zapytał Alfie-I tak musisz powiedzieć Marze i ją przeprosić. Hmmm... Tak właściwie, to głównie przeprosić.
-Masz rację.
Następnego dnia po szkole Jerome pojechał do szpitala.
-Nic jej nie będzie. On nie chciał jej zabić.-cicho powiedział do niego jakiś lekarz. Dopiero po chwili rozpoznał w nim Setha.
-Jak to?
-Nie wiem. Porozmawiamy później.
Jerome wszedł do sali w której leżała Mara. Siadł na łóżku obok niej i nie ruszał się przez godzinę. Później przyszła pielęgniarka i kazała mu wyjść.
-Doktor Wilianson powiedział, że musi zrobić jej jeszcze kilka badań.
-Doktor Wilianson? To ten nowy?
-Tak.
-Wydaje mi się, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zostanę.-powiedział chłopak, na co pielęgniarka wzruszyła ramionami i wyszła.

Kilka minut temu dowiedziałam się, że chcesz odejść Paulino. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W końcu ten blog bez Ciebie nie istnieje! Przynajmniej moim zdaniem.

Dylemat / Pauline ^^

Heeeej :(. Nie powiem, że jestem wesoła, bo bym skłamała :(. Ja niestety ze złą wiadomością. Jak zapewne wiecie, pod koniec listopada napisałam notkę o zawieszce, ale potem jednak wróciłam. Ale.. to nie było na stałe, tylko na próbę. Chciałam zobaczyć, czy dam sobie ze wszystkim radę. Nestety, tak się nie stało. Jestem w depresji, każdego wieczoru płaczę, codziennie spotyka mnie jakieś nieszczęście, wszystko mnie już załamuje, przez to blogowanie traci dla mnie sens. Ech, już nie chce mi się wszystkiego wymieniać. Więc... odchodzę. Przepraszam, nie dam rady. Blog jeszcze wszystko mi bardziej utrudnia. Jeśli nie wierzycie, że to zrobię, to spójrzcie na blog Patrycji - Fabina stories by-Patrycja. Byłam tam redaktorką i.. wczoraj czy tam przedwczoraj odeszłam z niego. Być może za kilka dni usunę się z bloggera, a może nawet usunę tego bloga. Uwierzcie, to dla mnie takze nie jest łatwe - jestem w rozsypce. Wszyscy ostatnio macie do mnie dodatkowo jakieś fochy, nikt z was mnie nie rozumie - to mnie jeszcze bardziej przygnębia, stąd decyzja o usunięciu swojego konta. Mozna tego jednak uniknąć, jeśli zgodzicie się na takie warunki: zostanę, ale... kolejną notkę napisałabym dopiero w styczniu lub w lutym - dla mnie bez sensu jest czekanie tyle czasu na te moje bezsensowne wypociny. Więc... raczej odejdę. Jestem w takiej depresji, że trudno mi się z tego otrząsnąć. Chyba nawet zauważyliście, że nie piszę nieczego od ponad tygodnia. Jestem widocznie słaba D:. Przepraszam za wszystko. Miło się dla was pisało.

Your sad Pauline ^^

piątek, 7 grudnia 2012

Scenariusz nr 49 + dziewczyny, to ja mam wyrzuty sumienia + wyniki ankiety / Pauline ^^

Heeeej :). Może zacznę od sprawy do dziewczyn, głównie Natalki i Patrycji. Słuchajcie, strasznie przepraszam, że was tak cały czas "olewałam". Ale.. Ech... Pod notką na blogu Pati wyjaśniłam mniej wiecej wszystko. Teraz to ja mam wyrzuty sumienia :(.


F: Eddie? Trixie? S-słyszycie mnie?
< cisza >
F: H-halo?
< cisza >
F: Uratuję was, obiecuję. < patrzy przez chwilę na ścianę, zdezorientoway odchodzi >

< u Peddie >
P: Gdzie my jesteśmy?
E: Fabian, słyszysz nas?
< cisza >
< na ścianie pojawia się napis >
P: Eddie, patrz! < wskazuje w jedno miejsce >
E: < czyta > Karę ponieść musi ten, kto poleceń nie słucha. Protektor niech losu nie kusi, inaczej wyzioną ducha.
< napis znika >
P: Że niby co?
E: N-nie wiem..

< po szkole, salon >
Al: Amber. Przepraszam. Ja nie chciałem..
Am: Zniszczyłeś mi moje nowe buty!
Al: Sorki..
Am: I jak ja się teraz będę pokazywać?
Al: Dla mnie jesteś piękna nawet bez butów.
Am: O.. Alfie.. Odkupisz mi je.
Al: Co??
Am: Sorki, one kosztowały zbyt wiele. To ostatni trend mody.
Al: < zrzędła mina >
F: < wbiega >
Am: A ci co?
F: Gdzie jest reszta Sibuny? < zdyszany >
Am: Nie wiem.. Nina i Mike są jeszcze w szkole, a Patricia i Eddie.. Właściwie to nie wiem.
F: Są w niebzpieczeństwie!
Al: Kosmici ich porwali?
Am: < patrzy na Alfiego morderczym wzrokiem >
Al: Ok, ok..
F: Nie! Poszliśmy dziś do tuneli. Zrobliśmy wszystko zgodnie z zagadką. Ściana się otworzyła, ale oni nie mogą już wyjść.
Am: Oł...
Al: I co teraz?
F: Poczekajmy, aż oni wrócą. Jeśli ich zobaczycie, powiedzcie, że spotkanie Sibuny jest u mnie o 15.
Am: A ty co chcesz zrobić?
F: Nie wiem! < wybiega >
M: < podsłuchiwała > Wiedziałam, że ukrywają coś jeszcze. < odchodzi >

< u Peddie >
P: Że też musieliśmy utknąć w głupim tunelu, zdani na łaskę "pana Protektora". < sarkazm >, < siada przed ścianą >
E: < siada koło niej > Może utknąłem tutaj, ale cieszę się, że razem z tobą.
P: < uśmiech > Brrr.. Ale tu z-zimno.
E: Och. < przytula ją >
P: Znacznie lepiej.
Z: < z ukrycia > Cieszcie się, póki możecie. To nie potrwa długo. < znika >

< jakiś czas później, jadalnia, obiad >
T: Gwiazdeczki, brakuje mi tu dwóch osób. Gdzie Patricia i Eddie?
Am: Oni...
F: Śpią... Bo.. źle się poczuli..
T: Och, biedactwa. Może pójść tam do nich?
F, Am i Al: Nie!
T: Dobrze... Niech śpią. Ach. Ta dzisiejsza młodzież. < wychodzi >
F: < wstaje od stołu >
Mk: A ty dokąd?
F: Wiesz, niektórzy martwią się o swoich przyjaciół. Ach, zapomniałem. Trzeba ich najpierw mieć. < wychodzi >
Je: Uuuuu... < bije brawo >
M: O co ci chodzi?
Je: Nie wierzę, że to powiem, ale.. popieram Fabiana. Hahaha. < wychodzi, śmiejąc się równocześnie >
Al: Aaaa!! To inwazja! Inwazja! Jerome zgadza się z Fabianem! Aaa!! Kosmici!! Aaaa! < wybiega z jadalni >
W: < śmieją się >
Am: Jestem z głupkiem.. < cicho >

< godzina 15, pokój Fabiana, Eddiego i Mike'a, spotkanie Sibuny, są Fabian, Amber i Alfie >
F: Gdzie Nina i Mike?
Am: Nie przyszli..
Al: Mówili, że to pewnie kolejny nalot na Mike'a..
F: Dobra, a więc wybrali. Sam dam radę. < wychodzi wściekły >
Al i Am: Zaczekaj! < wychodzą za nim >

< pokój Niny i Amber, jest Nina i Mike >
N: Więc.. jaki oglądamy film?
Mk: Może.. Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskiej Mości?
N: Też to lubisz?
Mk: Oczywiście. < uśmiech >
N: Wiesz, czuję się trochę winna, że nie przyszłam na zebranie. Może to rzeczywiście było coś ważnego?
Mk: Ja mam inne wrażenie. Nino, nie przejmuj się nimi. Po prostu zazdroszczą nam naszego związku.
N: Może..
Mk: < uśmiech >

< piwnica >
F: < otwiera przejście do nowego tunelu, wchodzi >
Al i Am: < wchodzą za nim >
Am: Wow..
Al: A więc tak tu jest..
F: Co wy tu robicie?
Am: Słuchaj, mimo że ostatnio pokłóciłam się z Patricią, nie oznacza to, że nadal nie jest moją przyjaciółką.
Al: Właśnie.. Ale co chcesz zrobić?
F: Ja nic nie mogę, ale.. zjawa tak.
Am: Czekaj, o co ci chodzi?
F: Podejrzewam, że do otwarcia tej ściany potrzebny jest Protektor, a więc to odpada.
Al: Nie wiesz, co robisz!
F: To jedyne wyjście. Zjawo! Pokaż się! Potrzebuję cię!
< cisza >
Am: Zastanów się. Znajdzie się inny sposób. Może Mike...
Z: < pojawia się >
Al: < chowa się za Amber >
Am: Alfie!
Z: Czego?
F: Uwolnij Eddiego i Patricię.
Z: Dlaczegóż miałabym to robić?
F: Bez nich nie przejdziemy dalej!
Z: To już wasz problem. < znika >
F: Nie! Poczekaj! Zrobię wszystko!
Z: < pojawia się ponownie > Wszystko?
F: T-tak..
Am: Pomyśl. Możesz jeszcze zmienić zdanie!
F: Nie ma już odwrotu, Amber... Więc czego chcesz?
Z: < śmieje się >
Al: To naprawdę takie śmieszne?
Z: < wchodzi w ciało Fabiana >
Al i Am: Nie!!

Ok, to by było na tyle tych durnot, napisanych pod wpływem wyrzutów sumienia :(.

Teraz wyniki ankiety:

 
A więc 38 osób uważa, że mam talent; jedna, że piszę fajnie; jedna, że mogę odejść.. Cóż, spodziewałam się innych wyników ankiety, a mianowicie, że ktoś zagłosuje na "Taaak!". Ale się cieszę, że tak się nie stało :).
 
Your sad Pauline ^^


środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 14/Agnes

Rozdział 14
Kiedy Jerome zastanawiał się co powiedzieć (Alfie miał racje, w samochodzie myślał tylko i Marze), Eddie przedstawił Sethowi wszystkich członków Sibuny.
-Jerome, a Poppy wie?-zapytał Alfie.
-Nie-odpowiedział mu Eddie
-A nie powinieneś jej powiedzieć? W końcu to twoja siostra i pewnie...-Jerome nie dał przyjacielowi skończyć.
-Tak, ale... czym mniej będzie wiedziała tym lepiej.
-Tak, Mara też jest bardzo bezpieczna, bo z nią zerwałeś.-Alfie wiedział, że będzie lepiej jeśli trochę zdołuje Jerome'a, a on opowie o wszystkim siostrze, niż jeśli nie zrobi nic.
-Nie rozumiesz! On... Ona ją... jej... będzie w niebezpieczeństwie!-Chłopak wreszcie zdecydował co chce powiedzieć
-Tak, a jakbyś nie zauważył: ona już jest w niebezpieczeństwie. Nie sądzisz, że lepiej będzie, jeśli dowie się o wszystkim od ciebie, niż od niego?-Jerome nie odpowiedział, a cała Sibuna patrzyła na Alfiego jak na... kosmitę. Nikt nie odzywał się przez dłuższą chwilę, gdy nagle do pokoju wpadła Poppy.
-Dzwonili ze szpitala! Marze... się pogorszyło. Mówili, że jest w stanie krytycznym!-Dziewczyna była roztrzęsiona.
-Spróbuję.-powiedział Seth na niezadane pytanie Jerome'a
-Wydaje mi się... że muszę ci coś powiedzieć.-powiedział do siostry-Może... pójdziemy do mojego pokoju.-Poppy kiwnęła głową, zdążyła już dawno zauważyć, że Jerome coś przed nią ukrywa, a teraz miał zamiar jej to powiedzieć. Oboje wyszli z pokoju.
-Wiecie, myślę, że za szybko się nie dowiecie o wszystkim. W końcu wyjaśnić coś takiego nie jest łatwe. W sumie sam tego do końca nie rozumiem.-ostatnie zdanie Alfie powiedział bardziej do siebie niż do nich. Przez pół godziny wszyscy siedzieli w ciszy, w końcu Nina postanowiła zejść na dół i zapytać Trudy, czy będą mogli odwiedzić Marę. Oczywiście była ciekawa jak to możliwe, że Jerome przyszedł z Sethem, ale w pewnym sensie domyślała się.
-Trudy?!
-Tak, gwiazdko?
-Czy... możemy odwiedzić Marę?
-Oczywiście, ale tylko jedna osoba dziennie i nie dziś. Właśnie dojechał do nich jakiś lekarz, może będzie mógł pomóc.
-To dobrze. Przekażę reszcie.-powiedziała z uśmiechem i chciała wyjść z kuchni.
-Poczekaj chwilkę. Wiesz gdzie jest Willow?
-Może poszła na spacer.-odpowiedziała dziewczyna po chwili zastanowienia po czym poszła do swojego pokoju.
-I jak, możemy ją odwiedzić?-zapytał Eddie, gdy tylko Nina weszła do pokoju.
-Nie dziś. Trudy mówiła, że przyjechał jakiś lekarz... czyli Seth próbuje jej pomóc.
-Świetnie!-powiedział Alfie z uśmiechem.
Godzinę później do pokoju przyszli Jerome i Poppy. Chłopak nie był w zbyt dobrym humorze, jego siostra również.
-Czy to co on mi powiedział, jest prawdą?-warknęła dziewczyna
-Zależy co ci powiedział.-Alfie uśmiechnął się-Jeśli mówił, że ma w nosie, co się dzieje z Marą to kłamał. Jeśli mówił coś o bogach egipskich, głównie o Anubisie i Sethcie, to... no cóż to prawda.
-Czyli wiedzieli wszyscy oprócz mnie?
-Skąd. Wie tylko kilka osób: twoi rodzice, brat, Alfie, ja... no i oczywiście Seth i Anubis.Uprzedzając twoje pytanie: wiem już od kilku lat, byliśmy razem na jakimś obozie, a Jerome się strasznie wkurzył na niego.-Eddie podkreślił ,,niego"
-A ja wpadłem na to kilka godzin temu.-Alfie nadal się uśmiechał.
-A czy ktoś może wytłumaczyć to nam?-warknęła Patricia. Jerome przez chwilę nie mówił nic, jakby zastanawiał się nad czymś, w końcu zaczął.
-Anubis lubi przybierać postać człowieka i uwodzić śmiertelne kobiety, zwykle nie ma nawet większych efektów, bo on sprawdza czy się zabezpieczyły. Jednak jedna z nich tego nie zrobiła, a on... no cóż, nieźle się upił.-widząc zdziwione spojrzenia Sibuny dodał-Tak, oni też mogą się upić. W każdym bądź razie uwiódł ją. Ona miała już męża, który o wszystkim się dowiedział niecały miesiąc później. Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, Anubis nie dawał jej spokoju. Ona wmawiała mu, że to jest dziecko jej męża, który mimo, że wiedział już o wszystkim twierdził, że to jego dziecko. Niestety nie udało im się go przekonać, a Anubis... rozkochał w sobie tę kobietę, która w końcu przyznała, że to jego dziecko. Jej mąż nie mógł tego znieść i zaczął pić...
-Możemy już przejść do tego co się działo po twoim urodzeniu?-zapytał Alfie, patrząc na zegarek-Nie żeby nie ciekawiła mnie ta historia w szczegółach, ale zaraz będzie kolacja. Siedziałeś u swojego taty kilka godzin.
Mimo, że cała Sibuna (nie wliczając osób, którzy widzieli wcześniej) domyślała się już tego, to i tak wszystkich wmurowało, a Jerome kiwnął głową.
-Kiedy miałem rok pierwszy raz wziął mnie do siebie, wróciłem w nie najlepszym stanie. Jakby nie patrzeć, z dziećmi to on nie miał doświadczenia. Wtedy tata...
-Chwila!-warknęła Patricia-Anubis to twój ojciec, więc...
-Tyko i wyłącznie biologiczny. Nienawidzę go.-Jerome kontynuował-Tata próbował przekonać mamę, żeby nie pozwalała mu mnie brać do siebie, póki nie skończę trzech lat, jednak ostatecznie wyszło, że kolejny raz wylądowałem u niego w drugie urodziny. Od tamtej pory zacząłem nienawidzić och obu.
-Czy ty to wszystko pamiętasz?-zapytała Amber
-Skąd wiem co działo się wtedy wytłumaczę później, zgoda? W każdym bądź razie nienawidziłem ich obu. Anubis był okropny, ,,uczył mnie", ostatecznie czasem nie mogłem się ruszać. Do niego nie docierało, że miałem dwa lata. O dzieciach śmiertelnych wiedział tyle, że rozwijają się szybciej niż oni.-Jerome widząc, że kilka osób z Sibuny otwiera usta dodał-Tak, oni też się rozwijają, opowiem później.
-Gwiazdki! Kolacja!-usłyszeli głos Trudy
-Dokończysz później.-powiedział Eddie i wszyscy zeszli na dół.

Rozdział nie najlepszy, ale jestem trochę chora i nie mam za dobrych pomysłów.

niedziela, 2 grudnia 2012

Więc... chcecie powrotu? / Pauline ^^

Hej... Słuchajcie, wiem, że odeszłam. Możliwe, że straciłam wasze zaufanie, ale.. nie mogę, po prostu nie mogę. A czego nie mogę? Nie mogę wytrzymać bez blogów. Tak, jestem tym zmęczona i czasami miewam myśli o odejściu, ale blog to jednak to, co kocham. Bez tego nie wytrzymam. Mogłabym wrócić, ale.. jest jeden haczyk. Pisałabym rzadko i zaczęłabym prawdopodobnie od 08.12., czyli od soboty. A czemu wtedy? Teraz jest mi ciężko. Mam żałobę od wczoraj. I dziwny zbieg okoliczności - w piątek na religii mówiliśmy o śmierci.. To mnie wszystko zaczyna przygnębiać. Nie wierzę, że to powiem, ale... już nie mam takiego czegoś, że nie mogę doczekać się świąt.. Przez tę tragedię wszystko mi już jedno. Nawet zbliżające się mikołajki straciły dla mnie sens :|. Chyba mnie rozumiecie... Dlatego też wahałam się - wrócić czy nie? Czy zgadzacie się na takie warunki? A może w ogóle nie wracać? Wybór należy do was. Pewnie niektórzy zauważyli nowy wygląd bloga. To właśnie z tej okazji, że być może wrócę, bo tamten wygląd już mi się znudził. Co o nim sądzicie?
Szkoda, że zawiesiłaś swoje pisanie, fluffy. Będę tęsknić za twoimi scenariuszami :(.
I przepraszam, że często piszę notki o zawieszce lub odchodzeniu. Ale moje życie wcale nie jest takie łatwe i fajne, jak się niektórym zdaje :[.


Your Pauline ^^

sobota, 1 grudnia 2012

Zawieszam/fluffy

Witam. Nie było mnie długo, a oto powód. Moje uczucie i przywiązanie do Tajemnic Domu Anubisa się wypaliło. Z chwilą, kiedy skończył się 2 sezon, przestałam "żyć" tylko tym serialem. Zaczęłam się interesować serią o Harry'm Potterze, słuchać One Direction i ogólnie zapomniałam o Tajemnicach. Straciłam także wenę do pisania scenariuszy. Nie wiem, czy kiedyś  jeszcze ona wróci, ale mam nadzieję, że tak. Dodatkowo dobiło mnie odejście Pauline. Jestem zła, smutna, załamana i głodna. :) Mam ochotę zacząć coś nowego, a nie ciągle żyć Tajemnicami Domu Anubisa. Postanowiłam zapisać się na jakiegoś bloga grupowego, a z racji tego, że dostałam obsesji na punkcie HP, jest to blog o Hogwarcie. Czuję, że to będzie coś nowego. Nie chcę stąd odchodzić. Bo jednak z tym blogiem wiąże się jakiś sentyment, mimo to, że jestem tu krótko. Sam blog nie istnieje przecież wcale tak długo. Więc, żegnam was na jakiś czas. Nie wiem kiedy wrócę, i czy w ogóle wrócę. Zawieszam.

Wasza fluffy. :**

czwartek, 29 listopada 2012

Ogólne podsumowanie + do zobaczenia :( / Pauline ^^

Hej! Może zacznę najpierw od informacji. Jak wiecie, zawiesiłam swoje pisanie. Napisałam, że zrobiłam to, by odpocząć, ale to nie jest cała prawda. Po prostu musiałam pomyśleć o sobie, o blogu, po co go stworzyłam, czy ja się tu w ogóle nadaję i tym podobne pytania. Wszystko sobie przemyślałam i.. prawdopodobnie nie wrócę. Blogowanie nie jest dla mnie, jestem tym zmęczona. Mam miliony pomysłów na scenariusze, ale jestem zmęczona. Nie nadaję się tu i już. Jeśli mam być szczera, to czasami żałuję, że zaczęłam blogować... To niestety prawda :(. I za to, co teraz napisałam, Patrycja jest na mnie wściekła i nie odzywa się do mnie.. Co ja sobie myślałam przy zakładaniu bloga? Że wszystko będzie jak z bajki? :|. Jaka ja jestem głupia... ;(.
Chcę wam wszystkim podziękować za wszystko. Za to, że wchodzicie na tego bloga, dodajecie się do obserwatorów, komentujecie bez szantażu... Jesteście najlepsi :). A zresztą, sami zobaczcie. Oto statystyki:

Tyle było wyświetleń podczas tych 4,5 miesiąca istnienia bloga.


A tyle w ciągu ostatniego miesiąca:



 
























                             
 A teraz inne.



 












Ok, to teraz wyświetlenia stron z wszystkich miesięcy:

Teraz wszystkie wyświetlenia stron:
 I ostatni wykres - komentarze:
 
Nie wiem jak dla was, ale to dla mnie bardzo dużo :).
I kolejne podsumowania:
Data założenia - 13.07.2012 r. (piątek)
Obserwatorzy - 35
Najpopularniejsza notka - "Scenariusz nr 1" - 363 wyświetlenia

To chyba wszystko, jeśli chodzi o te wszystkie statystyki. Teraz podziękowania dla takich osób, jak:
- Patrycja (wiem, że nie jesteś zadowolona... przepraszam..),
- Wiktoria,
- Marzenka,
- (pewnie tego nie czyta, ale... dodawała mi ostatnio kolorków w całym dniu) Bunny Writer,
- Ola,
- Nataliie;*,
- Lovely Everdeen,
- Natalka (radocha, nasza kochana radocha),
- wszystkie miłe Anonimki,
- wszyscy komentatorzy i obserwatorzy bloga,
- wszyscy, którzy w ogóle czytają tego bloga,
- moja ukochana imienniczka - Paulina. Jak ja mogłam o tobie zapomnieć??! Jestem głupia, głupia, głupia!
Jeśli o kimś zapomniałam, niech napisze pod tą notką. Mam po prostu tyle na głowie, że naprawdę się czasami dziwię, że mam takie dobre oceny, oczywiście jak na 2 gimnazjum. Z całego serca wszystkim wam dziękuję i przepraszam, że się tak szybko "wypaliłam". Wyników ankiet nie będę dodawać, bo to i tak teraz bez sensu. Ale tak czy siak napiszę, że gdybym jednak nie odchodziła, to zdecydowaliście, że Fabina ma się nie zejść.. Tej ostatniej, którą wstawiłam, nie będę kasować, bo chciałabym poznać wasze zdanie... To tyle, co chciałam wam napisać. Żegnam.

Your tired Pauline ^^


poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 13/Agnes

Rozdział 13 
-Jerome-zaczął Eddie kiedy wychodzili ze szkoły-może... powinieneś im powiedzieć. Ja wiem, że się martwisz, ale ukrywanie prawdy niewiele im pomoże.
-Może masz rację.-Jerome powiedział to zdanie cicho, prawie szeptem-ale najpierw porozmawiam z Sethem.
-Kiedy?
-Dziś, po obiedzie pójdę do taty.-Jerome zakończył rozmowę. Chwilę później dobiegła do nich Paricia.
-Mara znowu zemdlała. Jest w szpitalu.-powiedziała, a w jej oczach widać było strach. W końcu tamten głos groził, że będzie zabierał codziennie jedną osobę.
-Nie ma czasu. Idź teraz.-Powiedział Eddie drżącym głosem, ale Jerome nawet nie słuchał go do końca. Wybiegł na ulicę. Chwilę potem Eddie wyjął telefon i zadzwonił do pana Clarke'a opowiadając co się stało. Patricia patrzyła na swojego chłopaka jak na idiotę.
-Idziemy.-warknęła, nie mogła zrozumieć, jak on mógł wyjawić tą tajemnicę ojcu Jerome'a. Kilka minut później Eddie siedział już w pokoju Amber i Niny, czekając na pojawienie się Sibuny. W głowie miał pustkę. Nie mógł przecież zdradzić tajemnicy Sibunie.
-Co się stało?-zapytała Nina, gdy wszyscy byli na miejscu. Eddie pragnął rozpłynąć się w powietrzu.
-Eddie wyjawił nasz sekret.
-Co?!-krzyknęła Amber, a Patricia opowiedziała jej jak to wyglądało (oczywiście ze swojej perspektywy). Po jej słowach wszyscy zamilkli.
-Chodzi o Jerome'a, więc poczekajmy, on nam wszystko wyjaśni.-powiedział Alfie i nagle wszystko ułożyło mu się w jedną, logiczną całość.
-Od kiedy mówisz z sensem?-zapytała Patricia-Ja rozumiem, raz ci się zdarzy, ale tak cały czas...
-Od wakacji, kosmici porwali moją sąsiadkę i musiałem uważać co mówię. Gdybym był nieostrożny mogliby porwać i mnie.
-Wrócił stary Alfie.-powiedziała z delikatnym uśmiechem Nina. Miała już tego dosyć. Nie dość, że Mara jest w szpitalu, to pan Clarke wie o wszystkim. Starała się znaleźć jakikolwiek powód do uśmiechu.
-W jakim stanie jest Mara?-odezwała się KT
-Stabilnym-powiedziała Nina-tak jak babcia w tamtym roku...
-Nic się jej nie stanie.-powiedział z przekonaniem Eddie, a Alfie pokiwał głową.
W tym czasie Jerome siedział w domu swojego taty i pił sok.
-Jesteś pewien? A jeśli to pogorszy sytuację?-zapytał chłopak niepewnie
-Mara jest w szpitalu, to cud, że jeszcze żyje. Nie chcę naciskać, ale uważam, że jeśli to naprawdę twoi przyjaciele, to powinni wiedzieć.-Jerome nie mówił nic przez kilka minut. Miał dosyć. Mara jest w szpitalu. Padło na nią, mimo, że z nią zerwał. Gdyby mógł cofnąć czas... Wogóle nie przyjechałby do tej szkoły. Wtedy ona byłaby bezpieczna, wtedy wszyscy byliby bezpieczni.
-Masz rację tato. Muszę im powiedzieć. I muszę porozmawiać z Sethem.
-Jakim cudem chcesz to zrobić?-zapytał go ojciec-Przecież on jest teraz w łączniku, albo podziemiach. Nie NA ziemi.
-Wiem. Wiem też co zrobić. LITIMORIA
-Hasło?-zdziwił się pan Clarke-Skąd je znasz?
-Zdradził je Ninie.-powiedział chłopak. Po chwili w pokoju pojawił się mężczyzna, wyglądał dokładnie tak, jak we śnie Niny.
-Witaj.-powiedział Jerome
-Witajcie.-odpowiedział Seth, na co pan Clarke odpowiedział skinieniem głowy-Chyba się mnie nie boisz?
-Nie. Napijesz się czegoś?-
-A już myślałem... Nie, dziękuję.
-Naprawdę chcesz nam pomóc?-zapytał go Jerome
-Tak, w końcu jesteś...
-Tak, wiem.-przerwał mu chłopak-Możesz pomóc Marze?
-Tak, tylko potrzebuję czasu.
-Aha... Musisz mi pomóc w jeszcze czymś.-dodał po chwili zastanowienia Jerome
-Gdzie jest Jerome Clarke?-wszyscy znajdujący się w DA usłyszeli głos Victora. Eddie zbiegł an dół.
-Jest u swojego taty. Prosił mnie o przekazanie, ale zapomniałem.-powiedział.
-To następnym razem pamiętaj.-warknął mężczyzna i odszedł. Chwilę później do DA wszedł Jerome, a za nim jakiś mężczyzna.
-Gdzie Sibuna?-zapytał Clarke przyjaciela
-Na górze, w pokoju Niny i Amber. Kto to?-Eddie nie wytrzymał
-Seth.-przedstawił się mężczyzna, ale na Eddim nie zrobiło to jakiegoś ogromnego wrażenia.
-Eddie.-odpowiedział mu chłopak wyciągając rękę.
-Przyzwyczajaj się.-doradził mu Jerome widząc pytające spojrzenie mężczyzny.
Nagle drzwi pokoju zebrań Sibuny otworzyły się i weszli dwaj członkowie Sibuny i...
-Seth-szepnęła Nina, jednak na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli.
-Zgadłaś.-powiedział Eddie z uśmiechem, po czym zwrócił się do mężczyzny-To... może wszystkich przedstawię.
-A Jerome wymyśli co powiedzieć, ba jak zgaduję w samochodzie myślał tylko o Marze.-dokończył Alfie, na którym towarzystwo w jakim wrócił blondyn nie robiło wrażenia.
-Bardzo śmieszne.-warknął chłopak, ale Alfie nie skończył
-Wiesz, byłem pewny, że wrócisz w towarzystwie... taty.
-Przymknij się.-Jerome rzucił mu lodowate spojrzenie
-OK, OK, już siedzę cicho.-powiedział rozbawiony Alfie. A reszta... nie wiedziała o co chodzi.

I jak? Mi się za bardzo nie podoba. Jest nudny... i głupi

sobota, 24 listopada 2012

Zawieszka / Pauline ^^

Heej ;**. Ja dla was ze smutną wiadomością... Zawieszka... Nie, nie odchodzę, tylko zawieszam na razie pisanie. Nie chce mi się pisać, dlaczego to robię. Nie, to nie przez Pati czy kogokolwiek z was.. Ani przez oceny, bo jak na 2 gimnazjum są naprawdę dobre (chyba :P). Powiem w skrócie tak - jestem zmęczona, nie przez naukę ani przez to, co sobie tereaz myślicie. Nauka to dla mnie nie problem, bo jeśli się uczę na klasówki, to zajmuje mi to 30 min do godziny, a na kartkówki 5 min. Lekcje też mi szybko idą, choć jest ich wiele, ja za bardzo nie przejmuję się ocenami xD. Jestem po prostu zmęczona... nie wiem czemu. Też chciałabym wiedzieć... Taka zawieszka chyba dobrze mi zrobi... Powinna ona trwać 3 dni do 2,5 tygodnia. Przepraszam was za to... Wiem, ze te zawieszki to już są nudne, ale nic na to nie poradzę. Tylko nie róbcie żadnych głupot z tego powodu, ok? :). Do następnej notki..


Your tired Pauline ^^

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 12/Agnes

Rozdział 12

Na kolacji nikt z Sibuny się nie odzywał, wszyscy mieli posępne humory, a reszcie (Marze, Poppy i Willow) to się udzielało. Eddie, Fabian, Jerome, Patricia i Amber siedzieli i patrzyli w swoje talerze nie mogąc nic przełknąć, Alfie wręcz przeciwnie, nałożył sobie ile tylko mu się zmieściło i jadł. Chyba próbował zajeść strach. KT i Nina wzięły kanapkę na pół, jednak nie były w stanie dojeść. Mara, Poppy i Willow nie wiedziały o co chodzi, ale też nie miały apetytu.
-Gwiazdeczki, zjedliście...-zaczęła Trudy, jednak gdy zobaczyła czyste talerze przerwała w pół słowa-Coś się stało? Dlaczego nie jecie?
-Ja jem.-powiedział Alfie, jednak na niego Trudy nie zwróciła uwagi, on zawsze jadł.
-Nic nam nie jest, naprawdę.-powiedziała Nina-po prostu nie jesteśmy głodni.
-Na pewno?
-Tak Trudy, na pewno.-powiedział Jerome
-No dobrze, ale jeśli jutro rano będziecie się źle czuć, macie mi natychmiast mówić.-powiedziała i wyszła. Naprawdę martwiła się o nich.-A jeśli mają grypę żałądkową?-zapytała sama siebie.
Gdy Victor mówił swój tekst zdziwił się, że wszędzie jest tak cicho. Do tych dzieciaków to niepodobne. Jednak wolał się tym nie przejmować. Uspokoił się, mówiąc, że następnego dnia wszystko wróci do normy. Wbrew pozorom nie było mu obojętne co się z nimi stanie. Miał nadzieję, że nie wplątali się w kolejną zagadkę.
Nina położyła się do łóżka, jednak nie chciała zasnąć, bała się, że może znowu mieć wizję, bała się, tej tajemniczej osoby. Powiedział, że będzie codziennie zabierał jedną osobę. Czy zrobi to następnego dnia, czy jeszcze tej nocy? Bała się nawet o tym myśleć. Jednak dziewczyna była zmęczona, nie wiedząc kiedy usnęła.
Po chwili otworzyła oczy. Rozejrzała się i zobaczyła, że znajduje się w jakimś korytarzu. Było w nim kilkanaście czarnych drzwi, w dziwne wzory, przez które korytarz wydawał się jeszcze mroczniejszy. Ściany były pomalowane na czarno, jednak w niektórych miejscach było widać ciemnoczerwone ślady. Gdy Nina przyjrzała się nim bliżej, zobaczyła, że... to ślady krwi. Nagle jedne z drzwi się otworzyły i wyszedł mężczyzna. Był wysoki, szczupły, ale umięśniony. Jasne włosy, nie za duże zielone oczy, odrobinę krzywy nos, zapadłe policzki i blade wąskie usta stwarzały wrażenie nie specjalnie do siebie pasujących. Jakby mężczyzna przeszedł kilka operacji plastycznych.
-Witaj, wybrana.-powiedział wyraźnie. Jego głos był niski i można było w nim wyczuć współczucie i chęć pomocy. Miał również w sobie moc. Gdyby chciał, pewnie byłaby większa od tego który słyszała ostatnio we śnie.
-Witam.-odpowiedziała nieśmiało dziewczyna
-Czy zdradzisz mi swoje imię?
-Nina.
-Nie musisz się mnie bać.-powiedział mężczyzna kiedy wyczuł w jej głosie nutkę strachu.-A więc Nino, czy wiesz gdzie jesteś i dlaczego?
-Nie.-powiedziała, była pewna, że to nie chodzi o czyjegoś syna, a przynajmniej o tego o którym słyszała poprzedniej nocy.
-No cóż, w takim razie zaraz ci wszystko wytłumaczę.-zaczął-Widzisz, jesteśmy w miejscu, które jest tak jakby łącznikiem. Te drzwi-wskazał na jedne, z pozoru niczym nie różniące się od reszty, wystarczyło jednak uważniej się przyjrzeć by zobaczyć dodatkowy, pozłacany, malutki wzorek tuż przy klamce.-prowadzą do ciebie. Każda wybrana takie ma, ten korytarz właśnie dla was jest przeznaczony. Korytarzy-łączników jest wiele. Ale nie o tym chcę z tobą porozmawiać. Mogę ci i twoim przyjaciołom pomóc. Ale musisz coś zrobić.
-Co?-zapytała Nina
-Najpierw opowiedz swoim przyjaciołom naszą rozmowę. Potem powiedz jedno słowo ,,Litimoria"
-Co to znaczy?-przerwała mu Nina
-Wszystko i nic. Tylko jedna osoba będzie wiedziała o co mi chodzi.
-A kim ty jesteś?
-Nie przestrasz się dziecko.-powiedział powoli, -Jestem Seth.
Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać, jednak Nina nie zdążyła zerknąć, obudziła się.
-Musimy zwołać zebranie. Teraz.-powiedziała do Amber, gdy odrobinę ochłonęła.-Wszystko wytłumaczę ci później.-dodała gdy Amber otwiera usta by o coś zapytać. Kiedy blondynka wybiegła, Nina szybko się ogarnęła i starała nie myśleć, o ostatnim co usłyszała. Była pewna, że może mu zaufać, ale kiedy się przedstawił... Już sama nie wiedziała co myśleć. Kilka minut później do pokoju przyszła cała Sibuna.
-O co chodzi? Dowiedziałaś się czegoś?-zapytał Fabian
-Tak... jakby.-powiedziała i zaczęła mówić-,,Obudziłam" się w jakimś korytarzu, w którym było sporo drzwi. Z jednych wyszedł jakiś mężczyzna i zapytał mnie jak mam na imię. W jego głosie, też była moc, nawet większą niż u tego kogo słyszeliśmy. W każdym bądź razie powiedział, że jesteśmy w łączniku i że może nam pomóc. Potem opowiedziała wam tamtą rozmowę i powiedziała ,,Litimoria"-spojrzała na nich, lecz nikt nie sprawiał wrażenia, jakby to mówiło my to coś. Może tylko Eddie i Jerome... przez chwilę.
-Przedstawił ci się?-zapytała KT
-Tak,-Nina zaczęła ostrożnie-powiedział, że nazywa się... Seth.
-Może naprawdę nam pomoże.-stwierdziła Joy
-Może-powtórzył Jerome-jak na razie to chyba zostało nam tylko zaufanie mu. Przecież, gdyby chciał nam coś zrobić, nie miałby z tym problemu.
-A jeśli jesteśmy mu do czegoś potrzebni?-zapytała Patricia
-Nie sądzisz, że powiedziałby mi to od razu? Po co miałby się bawić w uprzejmości?-Nina bardzo chciała uwierzyć, że ktoś chce im pomóc.
Na śniadanie wszyscy zeszli w znacznie lepszym humorze.
-Jak się czujecie?-zapytała ich Trudy, tak na wszelki wypadek.
-Dobrze.-powiedziała KT
Kiedy zjedli śniadanie poszli do szkoły, gdzie nie działo się nic ciekawego. Do czasu... Na matematykę wbiegła spóźniona Amber.
-Są już wyniki! Temat przewodni balu jest ustalony!-prawie piszczała z podniecenia blondynka. Oczywiście wszystkich, bez wyjątku to bardzo zainteresowało (co dziwne akurat miała być kartkówka).
-No to jaki będzie?-zapytała Patricia
-Czerń i biel.-odpowiedziała szczęśliwa-Głosowałam na ten. Mam już idealny strój.
-Cisza!-nauczycielka nie wytrzymała-cieszę się, że podoba się wam pomysł na temat balu, ale czy możecie już zająć miejsca i wrócić do lekcji?-wszyscy siedli na miejsca, a nauczycielka chyba zapomniała o kartkówce, bo przeszła do kolejnego tematu.


Jest rozdzialik. Mam nadzieję, ze się wam podoba (bo mi nie za bardzo) :)

środa, 21 listopada 2012

Scenariusz nr 48 / Pauline ^^

Heeej ;**. Nie mogę uwierzyć, że jest to już 48 scenariusz. Ja się w ogóle dziwię, że ja mam bloga... Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, a założyłam go w lipcu o.O. Nawet tego nie planowałam xD. Ten scenariusz będzie krótki, bo... zdołowała mnie pewna osoba... Niektórzy może wiedzą, o kogo mi chodzi :C


Z: < śmieje się >
P: < mdleje >
F i E: Nie!!!
Z: Wasza kolej. < śmieje się dalej >
F: < po cichu do Eddiego > Idź po Patricię. Ja ją czymś zajmę.
E: < po cichu > Dasz radę?
F: < szeptem > Chyba tak.
E: < podchodzi do Patricii >
Z: Wy naprawdę myślicie, że tak łatwo wam pójdzie?
F: Czego od nas chcesz?! Czemu to robisz?!
Z: < śmieje się > Zabawny jesteś, chłopcze. Wszyscy wiemy, o co tak naprawdę chodzi.
F: Jeśli nas zabijesz, nie dostaniesz tego, czego chcesz!
Z: Hmm... A więc nie pozostawiacie mi wyboru... < znika >
F: < podbiega do Peddie > Obudziła się?
E: < przez płacz > Nie!
F: Patricio! Patricio, słyszysz mnie? Obudź się!
< cisza >
F: S-sprawdź, czy oddycha.
E: < sprawdza > Tak... Proszę, obudź się. No proszę!!
P: < powoli się budzi >
F i E: < pomagają jej wstać >
P: Co się stało? < słabo >
F: To ta zjawa.
E: Ale nas nastraszyłaś. < przytula ją >
< po chwili >
F: Ok, zaczekajcie tu, idę po Trudy. < wychodzi >

< następny dzień, śniadaniem, są Nina, Alfie, Amber, Joy i Mike >
Mk: < do Amber, Niny, Joy i Alfiego > I wtedy...
Al: Kosmici pożarli ci mózg.
Mk: Tak... Nie, znaczy nie!
N, Am, Jo: < śmieją się >
P: < wchodzi >
N i P: < patrzą na siebie wściekłe >
E: < wchodzi do nich > Łooo, co to za wściekłe miny?
W: < patrzą na niego dziwnie >
E: Ok, ok, wiem. Po prostu chciałem rozładować atmosferę.
M: < wchodzi > Jaką atmosferę?
Al: Mamy tu wojnę kosmitek.
M: Ok?
Al: < rzuca winogoronem w kogoś wchodzącego do jadalni >
F: Alfie!!
Mk: < śmieje się potajemnie >
Al: Sorka stary, myślałem, że jesteś Jerome'em.
Je: < wchodzi > Że kto jest kim?
Jo: Alfie szykował atak na ciebie i pomylił cię z Fabianem.
Je: < śmieje się > Chwila, a niby co ja ci zrobiłem?
Al: Nie pamiętasz tej akcji z proszkiem swędzącym? Do dziś drapię się w miejscach, w których drapać się nie powinienem!
Je: A.. to.. Taaak, to było niezłe. < śmieje się >
F: < bierze chusteczkę, wyciera winogorono z czoła >
T: < podchodzi do nich > Gwiazdki, jedzcie już, bo wam wystygnie. O i jeszcze jedno. Eddie i Fabian zostają dziś z Patricią, tak kontrolnie. Wczoraj nie było z wami za ciekawie. < odchodzi >

< jakiś czas później, pokój Mary, Patricii i Joy, jest tylko Peddie >
E: < podaje jej szklankę wody >
P: < pije > I będziesz tu tak nade mną stał cały dzień? < uśmiech >
E: Jeśli będzie trzeba.
P: < wali go poduszką >
E: Ale na pewno wszystko jest ok?
P: Tak, na pewno. Mówisz już jak Trudy.
E: No co, o własną dziewczynę nie można się martwić? < obrażony >
P: Nie, skądże. < ironicznie >
P i E: < śmieją się >
E: < przytula Patricię >
F: < wchodzi > Eddie, to idziemy... Czy ja wam przeszkodziłem?
E i P: < odrywają się od siebie > Nie, nie..
F: Sorki...
E: Nie przepraszaj, nic się nie stało.
P: Dokąd idziecie?
F: Do tunelu. Musimy w końcu to rozwiązać.
P: < zrywa się > Idę z wami.
E: Nie, nie, nie, nie. Ty tu zostajesz.
P: Dlaczego?
F: Żartujesz sobie? Ta zjawa prawie cię zabiła.
E: Musisz odpocząć.
P: Dam sobie radę. < wstaje >
E: Jesteś pewna?
P: Tak, spokojnie.
F: Mam złe przeczucia co do tego, ale... chodźmy.
F, P i E: < wychodzą >

< szkoła, lekcja chemii, Joy siedzi koło Amber >
Jo: < szeptem > Co się stało Patricii?
Am: Nie wiem... Odeszła z Sibuny i..
Jo: < głosno > Odeszła z Sibuny?!
W: < patrzą na nie >
Am: Emm... Sibuna. To... to taki... taki... nowy... wirus. Tak.. wirus! On.. atakuje komórki i... tablety..
D.S: Dziękujemy panno Millington za taką przydatną informację. Na pewno kiedyś nam się przyda. A teraz przejdźmy w końcu do lekcji.
Am: < szeptem > Joy!
Jo: < cicho > Sorka...

< nowoodkryty tunel, Patricia, Eddie i Fabian stoją przed wyjściem >
P: Wow, jak dawno mnie tu nie było.
F: Kto by pomyślał? Patricia Williamson stęskni się za takim miejscem. < śmieje się >
P: Hahaha. < sarkazm >
E: Wzięłaś amulet?
P: Nie wróciłam do Sibuny. Robię to dla was.
F: Może uda nam się ciebie jednak namówić?
P: Sorki, ale jeśli ta dwójka ma mi się miziać na każdym spotkaniu, to ja stopuję. Jak ty to wytrzymujesz?
F: Nie wiem, czasami mam ochotę wyrzucić ze wspomnień tego Mike'a i zacząć od początku.
E: Ok, wy tu gadu-gadu, a my musimy iść dalej.
P: Ostatnio ciągle masz rację..
F: Kim jesteś i co zrobiłeś z Eddiem?
E: < śmieje się >
E, P i F: < idą dalej, dochodzą do końca >
F: < czyta napis na ścianie > By do życia wiecznego dojść, Wyjątkowa Czwórka musi mieć dość. Amuletów komplet potrzeba, inaczej Ra pokara z nieba.
E: Nie przejdziemy, musimy być wszyscy.
P: Wiecie, nie zaszkodzi spróbować.
F: Ale... tu pisze, że "Ra pokara z nieba". Wolę nie ryzykować.
P: Kto nie spróbuje, ten traci.
E: Skoro tak mówisz...
F, P i E: < przykładają swoje amulety >
< ściana się otwiera >
F: Udało się!
P: Mówiłam.. A teraz chodźmy. < ciągnie Eddiego, idą do nowego pomieszczenia >
< nagle ściana zaczyna się zamykać >
E i P: < próbują wyjść >
E: Nie możemy wyjść!
F: Co?? Szybko, spróbujcie jeszcze raz!
E i P: < próbuję >
P: I nic!
E: Co się dzieje?
< ściana zamknęła się >
P i E: < krzyczą >
F: Patricia! Eddie!

No i to by było na tyle :). Pati, coś mi się nie widzi te twoje "3 dni" |

niedziela, 18 listopada 2012

Scenariusz nr 47 / Pauline ^^

Heeej! A więc tak... dzisiaj nie powinnam dla was pisać, bo jestem zbyt "padnięta", ale mama zaproponowała, bym jutro została w domu, nie chce mi się pisać dlaczego, bo to zajęłoby sporo czasu :). A teraz wstawiam ten scenariusz, który piszę, mając ostrą migrenę :|.


Z: To było tylko ostrzeżenie. Nie próbujcie mnie denerwować, bo źle się to dla was skończy. < znika >
F: < wstaje, lekko się chwieje > Co to było? < podpiera się o ścianę >

< pokój Niny i Amber, jest tylko Nina >
N: < leży na łóżku, pisze coś w pamiętniku >

Drogi pamiętniku!
Ostatnio mam ciężkie dni. Zerwałam z Fabianem, płaczę z tego powodu do dziś. Jednak jest jedna osoba, która mnie rozumie - Mike. Dzisiaj rano był dla mnie niezwykle miły i czuły, a potem... pocałowaliśmy się. Na początku nie dotarło do mnie to, co się wtedy działo. Zanim to zrobiłam, przyłapała nas Patricia. Była mocno zdziwiona i... zła. Żałowałam swojego czynu. Kilka godzin później w szkole znowu rozmawialiśmy, a on... znowu to zrobił, pocałował mnie. Ja... nie przerwałam tego, nie wiem dlaczego. Było... miło i z chęcią bym to powtórzyła, choć za bardzo tego nie okazywałam. Potem zaprosił mnie do oglądania filmu. Zawahałam się, ale... zgodziłam się. Coraz częściej o nim myślę, ale potem przypominam sobie o Fabianie... Czy ja go zraniłam? Czy to przeze mnie zerwaliśmy? I w ogóle... gdzie on teraz jest? Ostatnio widziałam go na śniadaniu, był bliski płaczu. Za chwilę mam randkę, emm... znaczy takie przyjacielskie spotkanie z Mike'iem. Czy... ja się w nim zakochałam? Coraz częściej odnoszę takie wrażenie. Co ja mam zrobić? W tej chwili nawet Amber nie będzie potrafiła mi chyba pomóc. No nic, muszę kończyć, bo Mike zaraz przyjdzie.
                                                                                                                Nina <333

Mk: < puka, wchodzi > Można?
N: Jasne.
Mk: Ładnie wyglądasz.
N: Ammm... dzięki. < uśmiech >
Mk: Przyniosłem Piłę 7.
N: Czy to nie ten horror, gdzie jakiś facet zabija wszystkich piłą?
Mk: Jasne, że to ten. < uśmiech >

< tymczasem w holu >
P i E: < idą w stronę holu >
F: < wychodzi powoli z piwnicy >
P i E: < podchodzą do niego >
E: Stary, po coś ty był w tej piwnicy?
F: Bo.. ja.. Zresztą nieważne. < smutno >
P: Co ci się stało? Wyglądasz jakoś... dziwnie.
F: Eddie, pamiętasz tą dziwną zjawę z naszego snu?
E: Tego nie da się zapomnieć.
P: Chwila, chwila. Jaka zjawa?
F: I ten głos... To był jej głos.
E: Żartujesz!... Żartujesz, tak?
P: Jaki głos? Jaka zjawa? Czy ktoś mi wyjaśni, o co tu chodzi?
F: Jakiś czas temu ja i Eddie mieliśmy dziwny sen.
E: Byliśmy w jakimś pomieszczeniu, z którego nie da się wyjść i nagle pojawiła się jakaś zjawa.
F: Mówiła, że mamy się pospieszyć, bo.. zapłacimy najwyższą cenę..
E: Ten głos też.
P: I wy dopiero teraz to mówicie?? Chłopaki!
E i F: Sorka..
P: Zwołujemy zebranie Sibuny i to migiem! < idzie na górę >
F: Od kiedy Trixie jest taka rozważna?
E: Żebym ja to wiedział. < uśmiech >
E i F: < idą za Patricią >
M: < podsłuchiwała > Aha... < odchodzi >

< u Niny i Mike'a >
< w filmie jest jakiś straszny moment >
N: < wtula się w Mike'a >
Mk: < uśmiecha się chciwo >
P: < wbiega > Dobra, koniec filmu! I... fuj!
E i F: < wbiegają za nią >
F: < patrzy smutno na Ninę >
N: < odrywa się od Mike'a >
E: Czy my wam... przeszkodziliśmy?
Mk: Tak!
N: Nie.
P: Zdecydujcie się w końcu!
Am i Al: < wbiegają, Amber trzyma w ręku patelnię >
F: Emm... Amber, po co ci ta patelnia?
Am: Mieliśmy dyżur w kuchni i usłyszeliśmy hałasy. Wzięłam najlepszą broń.
P: < śmieje się > Patelnię? Blondynka to jednak blondynka.
Am: Ej!
Al: Odczep się od mojej pszczółki!
Am: Dziękuję, Alfie.
Mk: Po co tu przyszliście? A zwłaszcza ty. < wskazuje na Fabiana >
E: Zebranie Sibuny, teraz.
Mk: Jeśli nie zauważyliście, my tu oglądamy film.
P: Nasze życie jest chyba ważniejsze od jakiegoś głupiego filmu.
N: Znowu spiskujecie przeciwko Mike'owi? Co wam się stało? Kiedyś byliście inni..
P: I nawzajem. Poza tym chodzi o coś innego. Eddiego i Fabiana...
N: Ja dokończę - denerwuje Mike.
P: Nie, nawet nie dałaś mi dokończyć.
N: Bo ja już wiem, co ty powiesz, co wy wszyscy powiecie. W kółko mówicie to samo. Dajcie już spokój!
P: Co ci się stało, Nino? Kieyś troszczyłaś się o wszystkich, Sibuna coś dla ciebie znaczyła, a teraz?
N: Co ty sugerujesz?
P: Zmieniłaś się! I to bardzo! Teraz ja, Eddie i Fabian robimy wszystko w Sibunie, bo ty i Mike musicie się ze sobą pomiziać. To chore!
Am: < patrzy na nią wściekła >
Al: < uspokaja ją > Spokojnie, pączusiu...
N: Jeśli coś ci się nie podoba, to możesz odejść, droga wolna!
P: I tak właśnie zrobię. Rezygnuję! < ściąga amulet, rzuca nim o ziemię, wychodzi wściekła >
E: Yacker, zaczekaj! < wybiega za nią >
F: Brawo, Nino. < podnosi amulet z podłogi, idzie za Peddie >
Z: < śmieje się złowrogo z ukrycia >

< tymczasem w salonie, jest tylko Joy czytająca magazyn >
M: < przechodzi koło niej zdezorientowana >
Jo: Eee... wszystko ok?
M: < po chwili > Tak, tak..
Jo: Na pewno?
Je: < podchodzi do nich > Co na pewno?
M: Tak, na pewno nic mi nie jest.
Jo: Ok, jak chcesz. < wychodzi >
Je: < patrzy na jej twarz > Chwilka... wyglądasz, jakbyś właśnie coś odkryła..
M: Zdaje ci się.
Je: Maro, czy ty szpiegujesz tych z Sibuny?
M: Nie, skąd ten pomysł? < niepewnie >
Je: Mam nadzieję, że mówisz prawdę. < całuje ją w policzek > Zobaczymy się rano. < odchodzi >
M: Sorki Jerome, ja muszę się wszystkiego dowiedzieć. < do siebie >

< pokój Mary, Patricii i Joy >
P: < wchodzi wściekła > Za kogo ona się uważa?? < do siebie >
Z: < pojawia się > Witaj.
P: K-kim ty jesteś? Alfie, jeśli to twój kolejny żart, to hahaha, bardzo śmieszne. < niepewnie >
Z: To nie jest żaden żart, dziecko.
P: J-ja się ciebie nie boję.
Z: A może powinnaś?
P: Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić!
Z: < śmieje się złowieszczo, wystawia rękę >
< na ręce Patricii pojawia się znamię: okrąg, a w środku niego Skrzydlata Izyda >
P: < krzywi się z bólu >
E i F: < wbiegają >
E: Patricia!!
F: Trixie!
Z: < śmieje się >
P: < mdleje >
F i E: Nie!!!
Z: Wasza kolej. < śmieje się dalej >

Ok, to byłoby chyba na tyle ^^. Miłej nocki :))

Your Pauline ^^

sobota, 17 listopada 2012

Scenariusz nr 46 + wyniki ankiety / Pauline ^^

Heeej! A więc tak.. Scenariusz może wydawać się dziwny, nudny i bez sensu, bo w tej chwili:
- piszę tę notkę,
- słucham muzyki,
- piszę opowiadanie na blogu Pati (taki wstępny zarys w mojej głowie),
- oglądam telewizję,
- czytam notki na innych blogach.
I to wszystko naraz xDD. Może wam się wydawać, że w tym scenariuszu trochę zmienię charakter  niektórych bohaterów... a może nie :P. Sama już nie wiem.
Ale zacznę od wyników ankiety, bo to będzie istotne w dzisiejszym scenariuszu.


Ok, a więc Sibunę nawiedzać będzie inna zjawa, która pojawi się w dzisiejszym scenariuszu. Jej imię to... tajemnica :). By się dowiedzieć, czytajcie dalsze scenariusze :D


T: < wchodzi do jadalni > Gwiazdki... Co się dzieje? Wszystko w porządku?
F i E: ...
T: Chłopcy?
G: < do Fabiana i Eddiego > Macie szczęście. Następnym razem pożałujecie.
T: < zaniepokojona > Eddie? Fabian? Dobrze się czujecie?
E: Ch-chyba tak. < niepewnie >
T: To nie wygląda zbyt dobrze. Idźcie do pokoju. Zaraz przyniosę wam tabletki. < wychodzi >
F: Co to było?
E: Nie wiem, ale to było zdecydowanie dziwne.

< szkoła, przerwa, Nina stoi koło swojej szafki i wyciąga książki >
Mk: < podchodzi do niej > Hej.
N: Hej. < smutno >
Mk: Co się stało?
N: Wiesz, to... to, co było rano, to... w ogóle nie powinno się wydarzyć.
Mk: Nie podobało ci się? < uśmiech >
N: Podobało, ale...
Mk: < całuje ją >
P: < patrzy na nich wściekła > Przegięła..
Mk: Ale?
N: < nie wie, co powiedzieć >
Mk: To... może... obejrzymy wieczorem jakiś film?
N: Mike, ja i ty.. to śmieszne...
Mk: Nie, to nie ma być randka, tylko terapia po zerwaniu. < uśmiech >
N: < lekki uśmiech > Ok. < odchodzi >
Mk: < po cichu do siebie > Nie, to zecydowanie randka. < odchodzi >

< po szkole, Dom Anubisa, przed obiadem, salon, są Fabian i Eddie >
F: Myślisz, że Trudy się nie dowie?
E: Stary, Trudy myśli, że my śpimy, a poza tym jest na zakupach.
F: Chyba masz rację.
E: Kto by pomyślał, że Fabian Rutter zrobi kiedyś coś niezgodnie z poleceniem. Chyba to gdzieś zapiszę. < śmieje się >
F: Tak, Edison. Dobry z ciebie komik. < ironicznie, przez śmiech >
P: < wchodzi > Fabian, możesz na chwilkę wyjść? Muszę o czymś pogadać z Eddiem.
F: Emmm... jasne. < wychodzi >
E: Co, chcesz mnie pocałować? < śmieje się >
P: < wali go po ramieniu, śmieje się >
E: Auć! Ile ty masz siły!
P: < śmieje się dalej >
E: Więc... o czym chciałaś pogadać?
P: Ostatnio... Nina zaczyna działać mi na nerwy, a chciałam zwołać zebranie Sibuny.
E: Chodzi o Mike'a?
P: Tak, mógłbyś to zrobić za mnie?
E: Tak, tylko... co ona ci zrobiła?
P: Słuchaj, najpierw ten pocałunek z Mike'iem rano, potem kolejny w szkole...
E: < przerywa jej > Kolejny??
P: Tak, a na dodatek szeptali sobie jakieś słówka.
E: No nieźle..
P: Czasami mi się wydaje, że ta Nina wcale nie jest taka idealna. Ona także potrafi być wredna.
Am: < podsłuchiwała, wchodzi > O co ci znowu chodzi?!
E: Amber? Ty nas podsłuchiwałaś?
Am: Nikt nie będzie obrażał Niny za jej plecami! A zwłaszcza ty!
P: O co ci chodzi?
Am: Słuchaj! Nina ma prawo umawiać się, z kim chce i kiedy chce, a tobie nic do tego! Fabian ranił ją wiele razy, a ona mu wybaczała. To właśnie ona jest najbardziej poszkodowana!
P: Tak, masz rację, może umawiać się, z kim chce, ale nie nie raniąc przy tym innych! Poza tym to w tamtym roku to było przypadkiem. On myślał, że to Joy!
Am: A od kiedy ty go tak bronisz?
P: Od zawsze. To w końcu mój przyjaciel, blondynko.
Am: Patricia Williamson - obrońca poszkodowanych. < sarkazm >
P: Przegięłaś!
E: Dziewczyny, uspokujcie się!
P: Dobrze! < wychodzi wściekła >
Am: < wychodzi wściekła >
E: No i zostałem sam... < idzie do jadalni > O, ciasto. < bierze kawałek ze stołu >
Jo: < podchodzi do niego > Co tu się stało? I... czemu masz twarz całą w cieście?
E: < z pełną buzią > Kłótnia.
Jo: Ok?... I rada na przyszłość: najpierw przeżuj, a potem mów. < śmieje się >
E: Ale z ciebie ekspertka. < ironicznie >
Jo: < śmieje się dalej >

< przed Domem Anubisa, powrót Jary do domu >
M: Jerome?
Je: Hm?
M: Słuchaj, czy ty... czy ty wiesz coś więcej o tej.. Sibusie?
Je: Chyba Sibunie. < uśmiech >
M: Nieważne... Ale... czy wiesz, co oni znowu kombinują?
Je: Maro, proszę, nie mieszaj się w to. To zbyt niebezpieczne.
M: Wiem, ale... ja po prostu chcę wiedzieć. Nie daje mi to spokoju.
Je: Nawet gdybym wiedział, to bym ci nie powiedział.
M: Ale...
Je: Nie chcę cię stracić, ok? Już nieraz ktoś na tym ucierpiał.
M: Kto?
Je: I tak zbyt wiele ci powiedziałem. Proszę, nie mieszaj się w to. To niebezpieczne.
M: < staje na chwilę w miejscu, wzdycha >

< wieczór, pokój Niny i Amber, są Nina, Amber i Alfie >
Am: Nie, Alfie. Musiałabym się przygotowywać co najmniej 3 godziny, a to tylko sama fryzura. A żeby być tak piękna jak ja, trzeba się wysypiać.
Al: Och, no proszę. Tylko jeden film.
Am: Ale...
Al: < niechętnie > Ok, będzie bez kosmitów.
Am: Mogę się zgodzić, ale jutro.
Al: Czemu?
Am: Bo... Nie mam czasu się przygotować, a Nina i Mike będą tu zaraz mieli ra... znaczy przyjacielskie spotkanie.
Al: Ok, ale obiecujesz?
Am: Tak, Alfie. Obiecuję.
Al: Świetnie. < wychodzi, mija się z wchodzącym Eddiem >
E: Można?
Am i N: Tak.
E: Słuchaj... Patricia ma dowód, że Mike...
N: < przerywa mu > Niechno zgadnę. Mike to ten zły.
E: Skąd wiedziałaś?
N: Fabian i Patricia powtarzają to na okrągło. Czego oni od niego chcą?
E: Oni chyba mają rację.
N: Ty też w to wierzysz? Daj spokój.
E: Ok, nie chcę się kłócić. Przyszedłem tu tylko powiedzieć, że Patricia chce zwołać zebranie Sibuny.
< tymczasem przed pokojem Niny przechodzi Fabian, słyszy ich rozmowę >
N: Sorki, ale teraz umówiłam się z Mike'iem.
E: Umówiłaś się z Mike'iem? Naprawdę się zmieniłaś.
N: Że co?
E: Sorka, muszę już iść. < wychodzi >
< Fabian wybiega smutny na dół, staje przed piwnicą, wchodzi do niej, idzie do niedawno odkrytego tunelu, wyciąga swój amulet, siada przed ścianą, rozmyśla >
F: < do siebie > Czemu mi to zrobiłaś?
Z: < pojawia się >
F: < wstaje > K-kim ty jesteś?
Z: Już mnie nie poznajesz?
F: Skąd ja... To ty! Zjawa z naszych snów!
Z: Bystry jesteś, chłopcze.
F: Czego ty chcesz?
Z: Wkrótce się dowiesz... Wszyscy się dowiecie, a wtedy pożałujecie...
F: < stoi przestraszony >
Z: Poruszacie się wolniej niż Kleopatra przemierzająca pustynię.
F: ...
Z: Pokażę ci, że ze mną się nie zadziera. < złowieszczy śmiech > , < wyciąga jedną rękę w górę >
F: < jego znamię i amulet zaczyna się świecić, po chwili traci siły >
Z: < śmieje się dalej >


To chyba nagłupszy scenariusz, jaki w życiu napisałam... Skupiłam się chyba bardziej na Fabianie, bo uwielbiam tę postać <333. Poza tym muszę jeszcze wymyślić imię naszej "ukochanej" zjawie, choć mam już pewien pomysł :D.
To co, do następnej notki? Bo na tę musieliście niestety długo czekać :P. Miłych snów :]

Your Pauline ^^



środa, 14 listopada 2012

Rozdział 11/Agnes

Rozdział 11
-Jerome!-Krzyknęła pani Clarke kilka minut po wyjściu męża.
-Co, mamo?
-Chodź do mnie na chwilę.
-Już!-odkrzyknął i wstał. Minutę później był już w pokoju mamy.-O co chodzi?
-O twojego tatę.
-A dokładniej?-Jerome nie specjalnie wiedział o kogo chodziło jego mamie.
-John-zaczęła, a chłopak zrozumiał, że chodzi o NIEGO-mówił, że tata cię bił. Co ty na to?
-Ja na to, że nie pamiętam za bardzo tych spotkań. Nie miałem nawet sześciu lat. Ale nawet jeśli ON mnie nie bił, to teraz postanowił uprzykrzyć mi życie.
-A John cię bił? Albo Poppy?-zapytała
-Tak, tacie się zdarzało. Ale tylko mnie, Poppy nigdy.
-John nie jest twoim ojcem.-Pani Clarke nie była zadowolona, ze jej syn uważa się za syna tego człowieka.
-ON jest tylko moim biologicznym ojcem, a to i tak za dużo.-Jerome podkreślił ,,ON"
-Jerome, dlaczego tak bardzo go nienawidzisz? On nas kocha.-kobieta wydawała się załamana.
-Mamo, czy gdyby nas kochał kazałby ci zabierać mnie i Poppy ze szkoły? Czy gdyby cię kochał, KAZAŁBY ci coś robić, nieważne czy chcesz, czy nie? Mamo przejrzyj wreszcie na oczy i odpowiedz.
Pani Clarke przez chwilę nie odzywała się. Po kilku minutach zapytała cicho:
-Dlaczego nie chcecie wyjeżdżać?
-Mamy tam przyjaciół. Mieszkałem w tej szkole przez kilka lat. Tamci ludzie byli dla mnie jak rodzina.
-A dla Poppy?
-Jej zapytaj.-powiedział Jerome-Miejmy też nadzieję, że nie słyszała kłótni twojej z tatą. Ona nie może się dowiedzieć.
-Masz rację.-powiedziała pani Clarke, po kolejnych kilku minutach, całkowicie zaskakując tym syna-Już od jakiegoś czasu myślałam nad tym co dziś powiedziałeś. Nie pomogę mu waz znaleźć.
-Dziękuję mamo.-powiedział cicho zaskoczony Jerome. W tamtej chwili był jednocześnie szczęśliwy i wściekły na siebie. Był szczęśliwy, bo jego mama wreszcie zrozumiała, że ON jej nie kochał. A był wściekły, bo to oznacza, że wraca do DA. Oczywiście chciał wrócić do przyjaciół, ale to sprawiało, że wszyscy byli w niebezpieczeństwie.
Gdy po lekcjach Mara i Willow wróciły do DA zobaczyły Poppy.
-Hej! Zostajemy tu. Mama powiedziała, że tata ją przekonał.-powiedziała uśmiechając się.
-To świetnie!-Mara, w przeciwieństwie do Willow, była równie szczęśliwa jak Poppy.
Pół godziny później, na obiad wróciła Sibuna. Gdy wszyscy weszli do jadalni zobaczyli Jerome'a.
-Zostajemy!-Poppy szczęśliwa przybiegła z kuchni i siadła do stołu.
-Super!-krzyknęła Amber równie szczęśliwa jak Poppy, a po chwili powiedziała cicho do Jerome'a-Spotkanie Sibuny zaraz po obiedzie. W moim pokoju.
-OK, a tak właściwie to miałaś sen?-zapytał blondyn Ninę, która siedziała ze smutną miną.
-Tak, musimy o tym porozmawiać.-odpowiedziała dziewczyna, teraz dodatkowo ze strachem w oczach.
Gdy  zjedli, członkowie Sibuny  poszli na zebranie. Nikt nie wiedział czego Nina dowiedziała się w śnie, ponieważ nie powiedziała na ten temat za dużo. Jedynie: ,,Tak, miałam sen. Opowiem wszystko później." Amber powiedziała, że wybrana w nocy mamrotała, a nad ranem obudziła się z krzykiem i łzami w oczach.
-Są już wszyscy?-zapytała Patricia w chwili gdy wszedł Eddie.-OK, teraz są wszyscy. Nino, powiesz nam wreszcie co usłyszałaś?
-Tak.-dziewczyna siadła na łóżku i na chwilę zamknęła oczy. Po chwili zaczęła mówić-Na początku usłyszałam trzask, a chwilę potem zobaczyłam palącą się świecę. Gdy ruszyłam w tamtą stronę zahaczyłam o coś. Kiedy wstałam nie widziałam już palącej się świecy, ani żadnej innej. Kilka sekund później usłyszałam głos. Pytał się, czy znalazłam osobę, która ma moc Sary. Powiedziałam mu, że to może być Victor.-Nina przerwała
-I co powiedział? To on?-zapytał Fabian
-Nie wiem. Nie powiedział nic.
-To tyle?-odezwał się Alfie. Widać oczekiwał czegoś więcej po tym, jak dziewczyna cały dzień to ukrywała.
-Nie.-Ninie głos się załamywał.-Potem usłyszałam ten głos, który słyszeliśmy wszyscy. Powiedział, żebym pożegnała jego syna, bo...
-Bo co?-Jerome nie wytrzymał. Wszyscy spojrzeli się na niego, jakby chcieli dać mu w głowę.
-Powiedział, że jeśli on, jego syn, nie chce do niego przyjść z własnej woli, zmusi go do tego. Będzie zabierał, każdego dnia jedną osobę, póki...
-Ten ktoś,-Eddie zaczął powoli i spokojnie-chce, żeby jego syn do niego przyszedł?
-Albo my zapłacimy życiem?-Fabian powiedział, to co zwykle mawiała Senkhara.
-Nie powiedział, że nas zabije, ale co miałby zrobić? Zabrać nas na ucztę?-Nina rozpłakała się.


Jest kolejny (trochę krótki i bardzo nudny) rozdział. Pewnie większość osób już wie, o kogo chodzi. :)

wtorek, 13 listopada 2012

Co powiecie na...? :) / Pauline ^^

Heeej, a raczej dobry wieczór. Tak się zastanawiłam i pomyślałam o blogu... Co byście powiedzieli na... konkurs? Mam na niego kilka pomysłów, a nagrody obmyśliłabym w czasie jego trwania. Chcielibyście takie coś? Bo wiem, że niektórzy nie chcą brać w nich udziału, a niektórym nawet się komentarza nie chce napisać xDDD. Ja do niczego nie zmuszam, tylko poprosiłabym o odpowiedź - tak lub nie :). Mogłabym oceniać w 2 kategoriach - grafika i praca pisemna - każdy mógłby wybrać tę, która najbardziej mu odpowiada. Przecież to oczywiste, że jedni są lepsi z tego, a drudzy z tego ;). Podejrzewam, że każdą kategorię oceniałabym osobno, czyli za grafikę osobne nagrody i za pracę pisemną osobne. Chcielibyście więc takie coś? I powtarzam - nikogo do niczego nie zmuszam :D.

P.S. Nie wiem, kiedy pojawi się scenariusz xDD.
Pozdrawiam,

your Pauline ^^

P.S.2 - Dzięki Wiki, że przypomniałaś - odbywałby się on w dniach 19.11. -  02.12.2012. Mielibyście 2 tygodnie na przysyłanie swoich prac. Zrobiłam tak specjalnie, bo rozumiem, że niektórym szkoła daje w kość... ;)

niedziela, 11 listopada 2012

przepraszam+nowy blog/fluffy

Hej. Chciałam tylko powiedzieć, że w tym tygodniu mam bardzo dużo sprawdzianów i nie będe miała za dużo czasu na pisanie. Więc z góry was przepraszam. No i chciałam jeszcze nadmienić, że założyłam bloga z opowiadaniem o One Direction. Baardzo zależy mi na jakiś opiniach. Więc wstawiam tu link i mam nadzieję, że w wolnej chwili wpadniecie i poczytacie te moje wypociny. xd To chyba na tyle.

http://i-love-these-little-things-1d.blogspot.com/    -    mój blog. ;)

Kocham was, fluffy. ;**

Scenariusz nr 45 / Pauline ^^

Heej! Dzisiaj scenariusz miał się nie pojawić, ale mam radochę, bo Patrycja przyjęła takie beztalencie jak ja (xD) na swojego świetnego bloga, którego z pewnością większość z was zna. Było to kilka dni temu, ale teraz mam czas, by cokolwiek napisać :). Scenariusz dedykuję 2 osobom - mojemu ukochanemu Anonimkowi - Pauli xD oraz Anonimkowi, który napisał, że uwielbia moje scenariusze. Dzięki :]

P: Szybko, idziemy do Niny!
F: ...
P: Ok, ja pójdę sama.
< z holu >
V: Właśnie wybiła 10!
F: No świetnie. < sarkazm >
V: < z holu > (...) A potem chcę usłyszeć, jak upada ta... szpilka!
F: Najwyżej powiesz jutro..
F i P: < wychodzą >

< w holu >
V: A co państwo tutaj robią?!
F: Bo...
P: My...
V: Do pokoi! Już!!
P: Dobra, dobra. < do siebie > Nie gorączkuj się tak. < idzie dalej >

< tymczasem w pokoju Niny i Amber >
N: < płacze >
Am: Nino, nie przejmuj się tym idiotą...
N: Amber! To nie idiota!
Am: Czemu ty go bronisz? Przecież cię zranił.
N: < przez płacz > Ale...
Am: Żadnych "ale", Nino. Złamał ci serce i będzie miał ze mną do czynienia.
N: To moja wina!
Am: Nie obwiniaj się. To zawsze Fabian jest winny, w końcu to chłopak, a wiesz, jacy oni są.
N: Zrozum, to wszystko przeze mnie! Czemu ja mu nie uwierzyłam?
Am: Przyznam, że trochę przesadziłaś...
N: Dzięki. < sarkazm >
Am: Zobaczysz, będzie dobrze. < przytula ją >
P: < podsłuchiwała pod drzwiami, idzie do swojego pokoju > 

< noc, sen Fabiana i Eddiego >
< Eddie i Fabian są w tajemniczym pomieszczeniu, w którym nie ma drzwi, a okna są za małe, by z przez nie wyjść; znajduje się w niej także biblioteczka ze starymi księgami, na której jest wizerunek Tutenchamona i Anubisa; na środku pokoju znajduje się stół, na którym leży tajemnicza, otwarta książka wypełniona hieroglifami i obrazkami Amneris, Izydy, Anubisa i umierającego Tutenchamona oraz kogoś jeszcze >
E i F: < podchodzą do stołu >
E: Hieroglify, no po prostu lepiej być nie może. < sarkazm >
F: < patrzy na obrazki > Chwilka, czemu..
< nagle do pokoju wchodzi przez ścianę jakaś postać >
T.O: Nie spodziewałem się, że będziecie się tak guzdrać.
E: K-kim ty jesteś?
F: I gdzie my jesteśmy?
T.O: Pospieszcie się, bo to źle się skończy dla waszej czwórki...
E: Czego od nas chcesz?
T.O: Pilnujcie czasu!
F: Teraz to mówisz jak Senkhara.
T.O: < śmieje się złowieszczo >
E: I to cię tak śmieszy? 
T.O: Pospieszcie się!
F: Przecież się staramy, jak tylko możemy!
T.O: Tak, zwłaszcza ty z tym swoim znamieniem.
E: Jakim znamieniem?
T.O: < śmieje się ponownie >
E i F: < budzą się zalani potem, z krzykiem >
Mk: < budzi się > Możecie trochę ciszej? Niektórzy chcą spać! < nakrywa się poduszką >

< następny dzień, jadalnia, śniadanie >
E i F: < wchodzą >
T: O mój Boże!
Al: Co? Kosmici?? Aaaa! Wiedziałem, że to nastąpi! Wiedziałem! < chowa się pod stół >
Am: Alfie! Gnieciesz mi moje nowe spodnie!
T: Chłopcy, jak wy wyglądacie? Wszystko w porządku?
E: Tak, tylko...
F: Koszmary.
M: < po cichu do siebie > Hmmm...
T: Jesteście cali bladzi. Może zostaniecie w domu?
E: Trudy, nie trzeba...
T: Nie, musicie dziś zostać. Victorze! < wychodzi >
Mk: Nino, skoro... Może pójdziemy razem do szkoły?
N: Chętnie. < sztuczny uśmiech >
N i Mk: < wychodzą >
F: < patrzy smutny i zazdrosny >
E: < klepie go po ramieniu > Spoko, ona kocha ciebie, a nie jego.
F: Tak, ostatnio to okazała. < ironicznie >, < wychodzi smutny >
E: Ej, poczekaj! Niczego nie zjadłeś...
P: < podchodzi > Co wam się stało?
E: Mieliśmy wspólny sen.. Był taki realistyczny i... dziwny.
P: I jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłeś? < uśmiech >
E: Może masz rację. < uśmiech >
P: Słuchaj, wiem, że to zabrzmi jak absurd, ale... Mike to ten zły.
E: Niemożliwe, przecież...
P: Mówisz już jak Nina. Posłuchaj, ja i Fabian mamy na to dowód.
E: Jaki?
P: Opowiemy wszystko na zebraniu Sibuny.
E: Ok. Do zobaczenia. < całuje ją w policzek >
P: < wychodzi >

< u Niny i Mike'a >
Mk: Nie przejmuj się nim. To dureń. Jak on mógł zranić taką piękną dziewczynę?
N: Dzięki, ale...
Mk: Nino, posłuchaj. Zapomnij o nim.
N: Nie mogę.
Mk: Dasz radę, na pewno.
N: < leci jej jedna łza >
Mk: < wyciera palcem jej łzę >
N i Mk: < patrzą sobie w oczy >
P: < podchodzi do nich >
Mk: < całuje Ninę >
P: Co wy wyprawiacie??
N: P-Patricia? Co ty tu robisz?
P: Nie, to ja się was pytam, co wy robicie!
N: J-ja...
P: Jak ty mogłaś? Nie wierzę! < odchodzi >
N: Co ja zrobiłam?? < płacze >

< w Domu Anubisa, hol >
P: < wchodzi > Eddie? Gdzie jesteś?
E: < wychodzi z jadalni > Tutaj. Co się dzieje? Czemu nie jesteś w szkole?
P: Posłuchaj, musisz Fabiana trzymać z daleka od Niny i Mike'a.
E: Ok... A czemu?
P: < patrzy, czy nikogo nie ma > Oni... pocałowali się. < szeptem >
E: Że jak?? < krzyczy >
P: Ciiicho!
E: Ok, sorki.
P: Dasz radę?
E: Chyba raczej tak.
P: Ok, dzięki. On i tak zbyt wiele przeszedł.
E: Wiem. Nie wiedziałem, że tak się o wszystkich troszczysz.
P: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. < uśmiech >
E: Lepiej już idź. Pierwszy jest francuski, a wiesz chyba, jakie Andrews daje kary. < śmieje się >
P: I jeszcze czego. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. < uśmiech >
E: Do zobaczenia.
P: < wychodzi >
F: < podchodzi do niego > Z kim rozmawiałeś?
E: Emm.. z Yacker.
F: ...
E: Ok, a teraz mi możesz wyjaśnić, o co chodzi z ty znamieniem?
F: Chciałbym, ale nie mogę..
E: Dlaczego?
F: Ten ktoś... on mówił, że jeśli cokolwiek komuś powiem, to...
E: To co?
F: To... coś nam zrobi..
E: O...
F: ...
E: Spokojnie, to wszystko się jakoś ułoży.
F: Ale.. Od kiedy się tak martwisz?
E: W końcu... jesteś moim najlepszym przyjacielem.
F: < uśmiech > Dzięki stary.
< nagle Fabian i Eddie słyszą szum i szepty >
E: Też to słyszysz?
F: Jakieś dziwne dżwięki? Tak!
E i F: < łąpią sie za głowę z bólu >
E: Co to jest?!
G: To koniec! < złowieszczy śmiech >

Wyszedł nawet długi - jak na mnie oczywiście :). Postarałam się skupić mniej na Fabinie, bo szczerze mówiąc - trochę mi się znudziła (bez urazy dla jej fanów). Dlatego... nie wiem, czy w moich scenariuszach Nina i Fabian do siebie wrócą... Jeszcze zobaczę. Bardziej skupiłam się na Peddie - udało mi się to dzięki "kłótni" między mną, Bunny a Olą. Natchnęłyście mnie, heh ^^. Pozdrawiam i miłęgo czytania tych durnot xD.

Your Pauline ^^

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 10+wyniki ankiety/Agnes

Rozdział 10
-Dzień dobry, pani Clarke.-powiedział Alfie do kobiety, która rozmawiała z Jerome'm.
-O Alfie! Dzień dobry, a raczej do widzenia, bo już jedziemy.
-Mamo, nie możemy się najpierw pożegnać?-zapytała dotąd niezauważona przez Alfiego Poppy.
-Jeszcze tu wrócimy i wtedy się pożegnacie.-powiedziała stanowczo pani Clarke. Po chwili cała trójka wyszła.
W tym czasie w pokoju Niny i Amber odbywało się spotkanie Sibuny.
-Posłuchajcie.-powiedziała KT. Jednak nikt nie zareagował, dalej rozmawiali o tym, że Nina już od jakiegoś czasu nie miała wizji. Nagle do pokoju wpadł Alfie.
-Jerome i Poppy pojechali, ale ich mama powiedziała, że jeszcze wpadną się pożegnać.-powiedział szybko. Nagle w pokoju zrobiło się cicho. Do tej pory mieli nadzieję, że Jerome chce im wyciąć kawał, ale teraz...
KT nie znała rodzeństwa za dobrze, więc ochłonęła najszybciej i skorzystała z okazji, że jest cicho.
-Wiem komu Sara mogła ofiarować moc.-powiedziała
-Co?!-krzyknęli praktycznie wszyscy, tylko Patricia, zachowała resztki rozumu i kazała im zachowywać się ciszej bo ktoś może przyjść.
-Czemu nic nie mówiłaś?-zapytał Eddie
-Próbowałam, ale nie słuchaliście.-odpowiedziała mu spokojnie KT-Nie wiem na pewno, ale opowiadaliście mi, że jak Sara była mała to mieszkała tu z Victorem Juniorem i Seniorem. Na początku chyba Victor i Sara się lubili, tak?
-Tak, na początki Sara lubiła Victora.-powiedziała Nina
-Uważasz,-upewniał się Fabian-że Sara dała moc Victorowi?
-Dokładnie.-powiedziała-Nie jestem tego pewna, po prostu wpadło mi to do głowy.
-Ale w takim razie sam mógłby złożyć kielich.-powiedziała Patricia-Nie potrzebowałby Wybranej.
-Może nie próbował?-zaproponował Alfie
-To ma sens.-stwierdziła Nina-I pasuje. Nie jest naszym wrogiem, do przyjaciół też nie należy.
Gdy Jerome i Poppy jechali do hotelu nie mieli nastroju na rozmowę. Blondyn wiedział, że już Sibuna ma już rozwiązanie zagadki.
-Mamo?-zaczęła Poppy-Dlaczego zabierasz nas z tej szkoły?
-Mam dla was lepszą.-odpowiedziała spokojnie córce. Jerome wiedział co to znaczy. ON postanowił wtrącić się w jego życie i oddalić od przyjaciół. Typowe. Dziwne tylko, że tak długo ich szukał, zwykle nie mijał rok, a ON już wiedział gdzie Jerome jest.
-Mamo!-Jerome zawołał, gdy tylko Poppy zniknęła w pokoju, a on zszedł z panią Clarke po walizki.-Czy to ON kazał ci zabrać nas ze szkoły?
-Jerome, to twój ojciec, mógłbyś przestać mówić o nim, jakby był ci obcy.-powiedzała do syna
-ON nie jest moim ojcem.-warknął Jerome
-A kto niby nim jest? John?
-Tak. A właśnie, jeśli już mamy wyjeżdżać, to pójdę z Poppy się z nim pożegnać.
-Wiesz w którym więzieniu jest?-pani Clarke wyraźnie nie chciała, żeby dzieci do niego poszły.
-Wyszedł.-powiedział Jerome, a po chwili poszedł do pokoju. Kilka minut później razem z Poppy siedzieli w taksówce.
Po prawie pół godzinnej jeździe stali przed domem, pana Clarke'a. Zadzwonili do drzwi i po chwili byli w środku.
-Cześć tato.-powiedział Jerome, a Poppy się do niego przytuliła.
-Wyjeżdżamy.-powiedziała smutno dziewczyna
-Jak to?
-Mama po nas przyjechała i zabrała. -powiedział Jerome-Jutro pojedziemy jeszcze pożegnać się ze wszystkimi, a potem mama zapisze nas do innej szkoły z internatem.
-Czemu?
-Nie wiem.-rodzeństwo powiedziało w jednej chwili, jednak Jerome wskazał palcem w górę, a po chwili w dół.  Pan Clarke wiedział o co mu chodzi. Poppy i Jerome rozmawiali z nim 2 godziny. Potem musieli wracać do hotelu. W drodze powrotnej do Jerome'a zadzwonił telefon.
-Słucham-powiedział
-Jerome, tu Alfie. Gdzie jesteś?
-W taksówce z Poppy.
-Aha, słuchaj KT wpadła na to, komu Sara mogła ofiarować moc.
-Serio? Komu?-Jerome udał zainteresowanego, a ponieważ Alfie go nie wiedział, nie zauważył tego.
-Victorowi. Nie wiemy tylko jak to sprawdzić.
-Też nie wiem. Może wiesz kto będzie wiedział. Niech Nina zapyta czy to o niego chodzi.
-A jak nie będzie wiedział?
-To sprawdzi. Muszę kończyć.-Jerome rozłączył się.
Następnego dnia Jerome obudził się bardzo wcześnie, a za drzwiami usłyszał kłótnię rodziców.
-Dlaczego chcesz ich zabrać? Mają tu przyjaciół, a ty wyślesz ich tam gdzie ten... ten gówniarz ci każe.
-Jest od ciebie starszy! I to o wiele!-zaprzeczyła pani Clarke
-Wiesz, że ONI dorastają wolniej. To po prostu dzieciak, któremu przydałoby się trochę dyscypliny.
-No jasne! Może jego też chcesz pobić? Tak jak Jerome'a?
-Po pierwsze to JEMU nie dałbym rady, a po drugie, to byłem pijany, a ON mną manipulował.
-Chyba robił to dość często.-pani Clarke była zdenerwowana.-Czy ty myślisz, że uwierzę, że...
-Ty po prostu tego nie widzisz! Jerome wracał od NIEGO ledwo żywy i to nie ze zmęczenia! Ale oczywiście ty uważałaś, że to moja wina!
-Jakoś ani Poppy ani Jerome'owi nic się nie stało odkąd zniknąłeś! Jak to wytłumaczysz?
-Że JEGO ojciec wreszcie zareagował!-po chwili pan Clarke trochę się uspokoił.-Zapytaj Jerome'a To nie jest już dziecko, nie ma powodu, żeby mnie kryć.


Trzeba przyznać, że ten rozdział nie wyszedł mi najgorzej. Jest słaby, ale nie najgorszy. A teraz wyniki ankiety:

Czy mam dalej pisać opowiadania?/Agnes 
Tak, są świetne!
  20 (76%)
Tak, mogą być
  2 (7%)
Jak chcesz
  3 (11%)
Nie, nie idą ci najlepiej.
  0 (0%)
Nie, piszesz okropnie!
  1 (3%)

Liczba głosów do tej pory: 26
Ankieta zamknięta 

 Dziękuję wszystkim głosującym. :)

czwartek, 8 listopada 2012

Przepraszam / LuLuś♥

Hej wam !!! Jak sam tytuł notki na to wskazuje , przepraszam. Ale pewnie się zastanawiacie ,dlaczego... Otóż. Przepraszam was za to ,że od jakiegoś czasu nie piszę scenariuszy o Przygodach Sibuny.... W mojej sytuacji nie jest to łatwe ,bo nie mam pomysłów nawet na własne. Więc jeśli chcielibyście mi jakoś pomóc w tej sytuacji to piszcie na mój e-mail podany w zakładce ,, kontakt ''
Pozdrawiam

Your , Victoria ; DD

środa, 7 listopada 2012

scenariusz 12/fluffy

Hej. Tu Tu Dum! Mam 12 scenariusz. Wreszcie. Strarałam się wpleść trochę Fabiny, no i żeby był dłuższy. ;)

Scenariusz 12 by fluffy

*w tunelach*
N: okej. chyba wiem już mniej więcej o co chodzi.
Al: siedzimy tu już tak długo, a ja dalej nie kapuje...
P: Alfie jesteśmy tu od niecałych 20 minut.
Al: a ja prawie nic nie zjadłem na śniadanie.
F: ej, słuchajcie. za 10 minut zaczynają się lekcję. jeśli teraz rozpoczniemy grę nie będziemy mogli przerwać. a nie wiemy ile to może potrwać.
E: więc chyba lepiej iśc na lekcje i wrócić potem?
F: właśnie.
N: okej, chodźmy. ale... wszyscy wiecie mniej więcej o co chodzi w tej grze?
Al: ja nie kapuje ani słowa z tej instrukcji.
P: ja ci wytłumacze, chyba już rozumiem.
N: więc Patricia wytłumaczy Alfie'mu. Reszta rozumie?
S: tak, chyba....
N: Jerome, czemu się nie odzywasz?
Je: co?... ja... ten... zamyśliłem się...
F: okej, chodźmy.
*szkoła, przerwa*
N: jak ci poszedł sprawdzian, Fabian?
F: e...
N: czekaj. chyba znam odpowiedź. "sam nie wiem, ale chyba dobrze". a okaże się, że poszło ci świetnie. *uśmiecha się*
F: naprawdę zawsze tak mówie?
N: nie zawsze. ale chyba za dobrze cię znam. aż czasami się siebie samej boję. * śmieje się*
F: *śmieje się*
N: *otwiera szafke, wypada jakaś kartka i bransoletka* Co to jest?
F: *podnosi* em... to jest bransoletka, a to jakaś kartka. *podaje N*
N: dziwne, Amber miała taką samą... o nie.
F: co?
N: miała taką samą, nawet miała ją na ręce w dzień porwania. a jeśli... *otwiera kartkę*
"domyślasz się, dlaczego ci daje tą bransoletkę, prawda? ona okazała się zbędna. tak jak twoja przyjaciółeczka... już niedługo. pospiesz się."
F: musimy dzisiaj zejść i przejść to zadanie. ona może naprawdę zrobić coś złego Amber.
N: tak. ja... ide... musze... wyjść. *wybiega z płaczem*
F: Nino, czekaj!
*P,E,Je,Al podchodzą*
P: co się stało?
F: *podaje jej kartkę*
P: aaa... dlatego Nina uciekła?
F: yhy. była też bransoletka Amber.
E: o kurde. robi się coraz groźniej.
Je: musimy dzisiaj zejść, prawda?
F: *kiwa głową*
Al: nie wiesz gdzie Nina mogła pobiec?
F: ja... chyba wiem. musze ją znaleźć, ona... może zrobić coś głupiego. *wybiega*
*przed starym opuszczonym domem**
N: musisz tu być Amber. proszę.... *podnosi coś* nie, nie, nie... *wchodzi do opuszczonego domu* nie! *siada i płacze*
F: *wbiega* tu jesteś Nino! co się stało?
N: ja... myślałam, że... ona... tu będzie!
F: ale jej nie ma...
N: ale była! zobacz, to jest jej spinka, leżała przed domem, a to leżało tutaj, pod krzesłem.
F: Nino, to mogło należeć do każdego...
N: ale chyba nie każdy ma naszyjnik z napisem "Amber Millington" tak?!
F: no, ok. może tu była. ale skoro jej nie ma, to znaczy, że... może zabrała ją gdzie indziej... oh, na pewno ją znajdziemy.
N: skąd wiesz? najpierw przeze mnie jesteście ścigani i naznaczeni przez jakąś zjawę. teraz przeze mnie jakaś psychopatka porywa Amber! No i nie dość, że was w to wciągnęłam, teraz musze wykluczyć Patricie i Alfie'go!  *płacze*
F: *siada obok niej* Nino, przecież tyle razy ci powtarzamy. jesteśmy z tobą z własnego wyboru. do niczego nas nie zmuszałaś. po prostu jesteśmy twoimi przyjaciółmi i chcemy ci pomóc.
N: wiem, że już tysiąc razy mi to mówiliście. ale jestem pewna, że jeśli Amber się coś stanie, to do końca życia sobie tego nie wybaczę. choćbyście nie wiem jak mnie wspierali.
F: no, Nino. nie bądź taka smutna! bo jak ty jesteś smutna, to ja też. *bierze usta w podkówke*
N: *uśmiecha się* no dobra. *patrzy na telefon* wiesz, że opuściliśmy całą biologię z panem Sweet'em?
F: wiem. ale warto było. *uśmiecha się*
N: dobra, chodźmy. *łapie go za ręke* bo jak opuścimy jeszcze jedną lekcję, to będziemy mieć kłopoty. co to za czasy, że najlepszy uczeń w klasie zwiewa z lekcji. *udaje niezadowolenie*
F: wcale nie jestem najlepszy w klasie.
N: a właśnie, że jesteś. i dla mnie też jesteś naaaajlepszy. *śmieje się*
*tunele*
Al: ciemno jak w d... bardzo tu ciemno... eee... zaiste!
P: Alfie! skąd znasz takie słowo?!
Al: jakie? du...
P: nie! "zaiste".
Al: a nie wiem. gdzieś usłyszałem.
N: więc, drużyny... Alfie i Patricia - drużyna 1. Ja, Fabian, Eddie, Jerome - drużyna 2.  Alfie, Patricia przepraszam, że was wykluczam...
P: spoko,  Nino. rozumiemy. ktoś musi zostać.
Al: ale dlaczeg...
P: *kopie go w kostke*'
Al: ała!
F: dobra siadajmy i skończmy z tym jak najszybciej.
*kilka minut później*
Je: nie wiem co dalej. jak ruszymy się w prawo, to nas zablokują, a jak w lewo, to nas zbiją.
Al: mieliśmy się nie starać.
Je: tak, ale jeśli macie szanse na zbicie, to musicie to zrobić. a blokowanie nie zależy od was.  twoja głupota się tu nie przyda Alfie.
Al: ej!
N: okej, nie ważne. nie możemy ruszyć się prosto?
F: nie. w takiej sytuacji możemy tylko w prawo lub w lewo.
E: więc ruszmy się w prawo. może nawet jeśli zablokują, to nie zbiją.
N: chyba nie mamy innego wyjścia. *rusza pionkiem*
*otwierają się drzwi*
P: co jest?
*Zostaliście wystawieni na próbę, drużyno 2. Podjeliście właściwą decyzję, w sytuacji pozornie bez wyjścia. Dlatego możecie przejść dalej. Drużyna 1, wycofać się.*
PiAl: *wycofują się*
N: przepraszam! zaczekajcie na nas, ok!?
P: jasne. i nie ma za co przepraszać!
S: *wchodzi do następnego pomieszczenia* wooooooow... to jest... niesamowite.
Koniec.
* pisząc stary, opuszczony dom, miałam na myśli to opuszczone coś, co Rufus tam więził Jerom'a, Trudy, Eddie'go... wiecie o co chodzi? nie wiedziałam po prostu jak to nazwać.

Nie chciało mi się poprawiać gramatyki, wybaczcie. ;) 

Wasza fluffy. ;**

Rozdział 9/Agnes

Rozdział 9
Alfie przez cały dzień był dziwnie spokojny. Dopiero na kolacji zaczął gadać coś o kosmitach.
-Jerome...-zaczął Alfie w środku nocy, sprawdzając czy jego współlokator śpi.
-Co?
-Dlaczego nie chcesz nam pomóc?
-Jak to ,,nie chcę"?-zdenerwował się Jerome. Naprawdę bardzo chciał pomuc, po prozstu nie mógł.
-Nie mówisz nam wszystkiego. Nie tylko ja to zauważyłem. Ostatnio było zebranie, o którym nie wiedziałeś, bo właśnie o to chodziło. Przekonałem ich, że nic nie ukrywasz, ale...-Alfie przerwał
Jerome nie odpowiadał, czekając na propozycję przyjaciela.
-Jeśli nie chcesz mówić im osobiście-Alfie mówił powoli i cicho-mogę to zrobić ja. Powiem im, że mi się przyśniło, ale pomóż nam.
-Alfie, dlaczego tylko ja widzę, że dorosłeś?-spytał Jerome po chwili wahania. Na tym rozmowa przyjaciół się skończyła. Alfie nie oczekiwał, że Jerome tak szybko się zgodzi.
Rano Jerome, tuż przed śniadaniem, powiedział do Alfie'go:
-Niech Nina zapyta Sarę, komu najbardziej ufała gdy była dzieckiem. Musi to być ktoś ktoś kto jeszcze żyje, lub niedawno zmarł.
-Jak Rufus?-zasugerował Alfie
-Tak, chociaż wątpię by to był on, przecież był Osirianem Sary.
-Masz rację. -stwierdził Alfie
Na śniadaniu Alfie powiedział Ninie o ,,swoim" pomyśle.
-Jak na to wpadłeś?-spytała Paricia
-Przyśnili mi się kosmici i mi powiedzieli.-Alfie zakończył rozmowę rzucając się na jedzenie.
-Panie Clarke, proszę do mnie.-usłyszeli głos Victora. Jerome nie miał pojęcia o co może chodzić, jednak gdy wszedł do gabinetu Victora wszystko stało się jasne.
W tym czasie wszyscy oprócz Alfie'go i Mary (czekała na Poppy, która musiała skorzystać z toalety) wyszli już do szkoły.
-Trixie, co powiesz na to, żebyśmy obejrzeli wieczorem film?-odezwał się Eddie.
-Chętnie-powiedziała Patricia, uśmiechając się delikatnie.
Kilka minut później do szkoły przyszedł Alfie.
-Jerome zostaje w domu.-powiedział do Sibuny
-Czemu?-zdziwiła się KT
-Nie wiem-przyznał Alfie
-A tak przy okazji,-powiedziała Nina-na dłuższej przerwie idziemy do korytarza w którym była maska.
-Po co?-zapytała Amber
-Mam przeczucie, że coś znajdziemy-odpowiedziała wybrana. Całej Sibunie wystarczyło to za odpowiedź, zresztą, nic nie mieli do stracenia.
W czasie historii, nauczycielka stwierdziła, że Jerome nie przyszedł do szkoły, ponieważ tego dnia był termin oddawania wypracowań. Jednak po chwili, okazało się, że to na 100% nie było prawdą, bo... Alfie oddał je za przyjaciela. Tuż po lekcji pobiegli do biblioteki i przejściem zeszli do tuneli. Gdy znaleźli się w komnacie z maską, Nina zaczęła oglądać uważnie ściany. Po chwili znalazła to, czego szukała. Delikatnie nacisnęła w miejscu, gdzie ściana była odrobinę jaśniejsza. nic się nie stało.
-Nino! Wisior!-krzyknął Alfie. Dziewczyna spojrzała na Oko Horusa, które... migotało. Przyłożyła je do ściany, a po chwili w ścianie otworzyły się drzwi. Weszła do środka, jednak było za ciemno, by coś zobaczyć. Chciała wyjść, i wrócić później z latarką, gdy przypomniała sobie o telefonie.
Po kilku minutach Nina wyszła z ciemnego pomieszczenia i przypomniała, że od minuty trwa lekcja.
-Minuta wte, czy we wte, co to za różnica.-powiedział Eddie
-Taka, że zanim dojdziemy do szkoły będziemy bardzo spóźnieni.-powiedziała Nina i pobiegli.
Oczywiście spóźnili się na lekcję, jednak jak się okazało, nie byli ostatni. Pan Sweet przyszedł dopiero 10 minut później.

-Za tydzień sprawdzian z ostatniego działu.-powiedział dyrektor na wstępie, a po chwili podzielił uczniów na pary i zadał doświadczenia.
Gdy wrócili do DA, zobaczyli walizki. Alfie poszedł do swojego pokoju.
-Jerome! Dlaczego na korytarzu stoi twoja walizka?-prawie krzyknął, gdy tylko otworzył drzwi.
-Wyjeżdżam.-padła krótka odpowiedź.
-Kiedy? Gdzie? Kiedy wrócisz?-Alfie zareagował błyskawicznie.
-Jak tylko Poppy skończy się pakować. Do domu. Nie wrócę.-blondyn kolejno odpowiedział na zadane pytania.
-Jak to nie wrócisz?
-Normalnie. Wyjeżdżam i nie przyjadę tu już więcej.
-Jerome, jestem spakowana.-usłyszeli głos Poppy -Zniesiesz moją walizkę?
-Jasne.-powiedział Jerome i wyszedł. 
-Ludzie! Ludzie!-Alfie wbiegł do salonu -Jerome i Poppy wyjeżdżają.
,,Jak to? Kiedy? Gdzie? W środku roku szkolnego?"-Te i kilka innych pytań posypało się od wszystkich mieszkańców DA. Alfie powiedział im, co usłyszał od Jerome'a. Jedyną osobą która wydawała się być zadowolona, że rodzeństwo wyjeżdża, była Willow.

I jest kolejny rozdział, wprawdzie nudny i głupi, ale jest.