Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 15/Agnes

Rozdział 15
Na kolacji nikt z nikim nie rozmawiał. Alfie, Eddie i Jerome, mimo, że nie musieli przyzwyczaić się do faktu, że biologicznym ojcem Jerome'a i Poppy jest Anubis, nie mieli ochoty rozmawiać. Jedynie Willow, która o niczym nie wiedziała, co kilka minut próbowała zacząć rozmowę, jednak w końcu się poddała. Kiedy wszyscy zjedli poszli do pokoju Niny i Amber.
-OK, Jerome, opowiadaj dalej.-powiedział z uśmiechem Alfie, kiedy tylko drzwi się zamknęły.
-Tata pomagał mi, kiedy zorientował się co się dzieje i akurat nie był pijany...
-W takim razie dlaczego nie chciałeś nawet odwiedzić go, jak był w więzieniu?-zapytała Patricia
-Zwykle kiedy mi pomagał, byłem w bardzo złym stanie, następnego dnia nie pamiętałem już tego. Kiedy się urodziła Poppy, tata wmówił mu, że to on jest jego biologicznym ojcem. Anubis na szczęście w to uwierzył. Kiedy tata trafił do więzienia, mama wysłała mnie do szkoły z internatem, ale Anubis bez trudu znalazł mnie tam i zaczął niszczyć życie. Kiedy miałem 7 lat nauczyłem się, ukrywać, co potrafię i nie miał już tak łatwo. Eddie'go poznałem kiedy mieliśmy po 10 lat. Byłem bardzo zdenerwowany, a on był świadkiem tego co się stało. To było na jakimś obozie.
-Dlaczego nie powiedzieliście, że się znacie?-zapytał Fabian
-Nie poznałem go.-przyznał Eddie-A kiedy wreszcie przypomniałem go sobie, stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jeśli nikt nie będzie nic wiedział.
-To mniej więcej tyle.-powiedział Jerome-Jakieś pytania?
-Tak-powiedziała Amber-Rufus. Dlaczego nie zrobiłeś czegoś z nim, tylko dawałeś się zastraszyć?
-Nie byłem pewien, czy pamiętam jak użyć mojej... mocy odpowiednio. Zaskoczył mnie, a ja jednak nie chciałem zrobić mu większej krzywdy. Ale nie miałem też zamiaru pozwolić mu, skrzywdzić was. Kiedy, na balu, uwięził nas w tamtej klasie, przypilnowałem, żeby tamte moskity wam nie mogły zagrozić. To było... jak antidotum.
-W tamtym roku, również nie chciałeś się ujawniać?-zapytała Patricia
-Tak jakby. Anubis mnie szukał. A, szczerze mówiąc, wolałem mieć na karku Rufusa niż niego. Poza tym wiedziałem, że będziecie mnie szukać.
-Chodzi mi o Senkharę.
-Ona jest duchem. Jedyne co mogłem robić, to pilnować, by was nie zabiła. Zrozumcie, nie używałem praktycznie mocy od lat. Jedynie tarcza, żeby miał trudniej mnie znaleźć i ta, którą nałożyłem na was kilka miesięcy wcześniej.-Sibuna pokiwała głowami
-A z Marą zerwałeś, bo chciałeś, żeby była bezpieczniejsza?-dopytywała się Amber
-Tak, niestety to nie podziałało.-Jerome posmutniał
-Na dziś chyba wystarczy wyjaśnień.-powiedział Alfie-Siedzimy tu odkąd wróciliśmy ze szkoły, a Victor zaraz wyskoczy ze szpilką.
-Dopiero wróciliśmy z kolacji.-powiedziała Nina, a po chwili dodała-Ale faktycznie, siedzimy tu cały dzień. Jutro zebranie w przy wypalonym drzewie.
Jerome, Alfie i Poppy wyszli po chwili, a reszta kilka minut później.
-Gwiazdki! Chodźcie szybko!!
-O co chodzi?-zapytała Nina, kiedy weszła do salonu, a za nią Patricia, Eddie i Joy
-Mara czuje się już lepiej. Jest w stanie stabilnym, ale lekarze nie potrafią powiedzieć kiedy się obudzi.
-Co się stało Marze?-wszyscy usłyszeli głos... Micka.
-Mick! Co ty tu robisz?-zapytał Fabian
-Za tydzień urodziny Mary. Napisałem, że przyjadę.
-Całkiem o tym zapomniałam.-powiedziała Nina z przepraszającym uśmiechem-Mara straciła przytomność i wylądowała w szpitalu.
-Jutro po szkole Jerome do niej jedzie.-powiedział  nagle Alfie-Lekarz powiedział, że może odwiedzić ją tylko jedna osoba.
-Aha...-powiedział Mick, a Jerome rzucił Alfie'mu wściekłe spojrzenie. Kilka minut później Jerome i Alfie poszli do pokoju.
-O co ci chodzi?-zapytał Alfie-I tak musisz powiedzieć Marze i ją przeprosić. Hmmm... Tak właściwie, to głównie przeprosić.
-Masz rację.
Następnego dnia po szkole Jerome pojechał do szpitala.
-Nic jej nie będzie. On nie chciał jej zabić.-cicho powiedział do niego jakiś lekarz. Dopiero po chwili rozpoznał w nim Setha.
-Jak to?
-Nie wiem. Porozmawiamy później.
Jerome wszedł do sali w której leżała Mara. Siadł na łóżku obok niej i nie ruszał się przez godzinę. Później przyszła pielęgniarka i kazała mu wyjść.
-Doktor Wilianson powiedział, że musi zrobić jej jeszcze kilka badań.
-Doktor Wilianson? To ten nowy?
-Tak.
-Wydaje mi się, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zostanę.-powiedział chłopak, na co pielęgniarka wzruszyła ramionami i wyszła.

Kilka minut temu dowiedziałam się, że chcesz odejść Paulino. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W końcu ten blog bez Ciebie nie istnieje! Przynajmniej moim zdaniem.

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 14/Agnes

Rozdział 14
Kiedy Jerome zastanawiał się co powiedzieć (Alfie miał racje, w samochodzie myślał tylko i Marze), Eddie przedstawił Sethowi wszystkich członków Sibuny.
-Jerome, a Poppy wie?-zapytał Alfie.
-Nie-odpowiedział mu Eddie
-A nie powinieneś jej powiedzieć? W końcu to twoja siostra i pewnie...-Jerome nie dał przyjacielowi skończyć.
-Tak, ale... czym mniej będzie wiedziała tym lepiej.
-Tak, Mara też jest bardzo bezpieczna, bo z nią zerwałeś.-Alfie wiedział, że będzie lepiej jeśli trochę zdołuje Jerome'a, a on opowie o wszystkim siostrze, niż jeśli nie zrobi nic.
-Nie rozumiesz! On... Ona ją... jej... będzie w niebezpieczeństwie!-Chłopak wreszcie zdecydował co chce powiedzieć
-Tak, a jakbyś nie zauważył: ona już jest w niebezpieczeństwie. Nie sądzisz, że lepiej będzie, jeśli dowie się o wszystkim od ciebie, niż od niego?-Jerome nie odpowiedział, a cała Sibuna patrzyła na Alfiego jak na... kosmitę. Nikt nie odzywał się przez dłuższą chwilę, gdy nagle do pokoju wpadła Poppy.
-Dzwonili ze szpitala! Marze... się pogorszyło. Mówili, że jest w stanie krytycznym!-Dziewczyna była roztrzęsiona.
-Spróbuję.-powiedział Seth na niezadane pytanie Jerome'a
-Wydaje mi się... że muszę ci coś powiedzieć.-powiedział do siostry-Może... pójdziemy do mojego pokoju.-Poppy kiwnęła głową, zdążyła już dawno zauważyć, że Jerome coś przed nią ukrywa, a teraz miał zamiar jej to powiedzieć. Oboje wyszli z pokoju.
-Wiecie, myślę, że za szybko się nie dowiecie o wszystkim. W końcu wyjaśnić coś takiego nie jest łatwe. W sumie sam tego do końca nie rozumiem.-ostatnie zdanie Alfie powiedział bardziej do siebie niż do nich. Przez pół godziny wszyscy siedzieli w ciszy, w końcu Nina postanowiła zejść na dół i zapytać Trudy, czy będą mogli odwiedzić Marę. Oczywiście była ciekawa jak to możliwe, że Jerome przyszedł z Sethem, ale w pewnym sensie domyślała się.
-Trudy?!
-Tak, gwiazdko?
-Czy... możemy odwiedzić Marę?
-Oczywiście, ale tylko jedna osoba dziennie i nie dziś. Właśnie dojechał do nich jakiś lekarz, może będzie mógł pomóc.
-To dobrze. Przekażę reszcie.-powiedziała z uśmiechem i chciała wyjść z kuchni.
-Poczekaj chwilkę. Wiesz gdzie jest Willow?
-Może poszła na spacer.-odpowiedziała dziewczyna po chwili zastanowienia po czym poszła do swojego pokoju.
-I jak, możemy ją odwiedzić?-zapytał Eddie, gdy tylko Nina weszła do pokoju.
-Nie dziś. Trudy mówiła, że przyjechał jakiś lekarz... czyli Seth próbuje jej pomóc.
-Świetnie!-powiedział Alfie z uśmiechem.
Godzinę później do pokoju przyszli Jerome i Poppy. Chłopak nie był w zbyt dobrym humorze, jego siostra również.
-Czy to co on mi powiedział, jest prawdą?-warknęła dziewczyna
-Zależy co ci powiedział.-Alfie uśmiechnął się-Jeśli mówił, że ma w nosie, co się dzieje z Marą to kłamał. Jeśli mówił coś o bogach egipskich, głównie o Anubisie i Sethcie, to... no cóż to prawda.
-Czyli wiedzieli wszyscy oprócz mnie?
-Skąd. Wie tylko kilka osób: twoi rodzice, brat, Alfie, ja... no i oczywiście Seth i Anubis.Uprzedzając twoje pytanie: wiem już od kilku lat, byliśmy razem na jakimś obozie, a Jerome się strasznie wkurzył na niego.-Eddie podkreślił ,,niego"
-A ja wpadłem na to kilka godzin temu.-Alfie nadal się uśmiechał.
-A czy ktoś może wytłumaczyć to nam?-warknęła Patricia. Jerome przez chwilę nie mówił nic, jakby zastanawiał się nad czymś, w końcu zaczął.
-Anubis lubi przybierać postać człowieka i uwodzić śmiertelne kobiety, zwykle nie ma nawet większych efektów, bo on sprawdza czy się zabezpieczyły. Jednak jedna z nich tego nie zrobiła, a on... no cóż, nieźle się upił.-widząc zdziwione spojrzenia Sibuny dodał-Tak, oni też mogą się upić. W każdym bądź razie uwiódł ją. Ona miała już męża, który o wszystkim się dowiedział niecały miesiąc później. Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, Anubis nie dawał jej spokoju. Ona wmawiała mu, że to jest dziecko jej męża, który mimo, że wiedział już o wszystkim twierdził, że to jego dziecko. Niestety nie udało im się go przekonać, a Anubis... rozkochał w sobie tę kobietę, która w końcu przyznała, że to jego dziecko. Jej mąż nie mógł tego znieść i zaczął pić...
-Możemy już przejść do tego co się działo po twoim urodzeniu?-zapytał Alfie, patrząc na zegarek-Nie żeby nie ciekawiła mnie ta historia w szczegółach, ale zaraz będzie kolacja. Siedziałeś u swojego taty kilka godzin.
Mimo, że cała Sibuna (nie wliczając osób, którzy widzieli wcześniej) domyślała się już tego, to i tak wszystkich wmurowało, a Jerome kiwnął głową.
-Kiedy miałem rok pierwszy raz wziął mnie do siebie, wróciłem w nie najlepszym stanie. Jakby nie patrzeć, z dziećmi to on nie miał doświadczenia. Wtedy tata...
-Chwila!-warknęła Patricia-Anubis to twój ojciec, więc...
-Tyko i wyłącznie biologiczny. Nienawidzę go.-Jerome kontynuował-Tata próbował przekonać mamę, żeby nie pozwalała mu mnie brać do siebie, póki nie skończę trzech lat, jednak ostatecznie wyszło, że kolejny raz wylądowałem u niego w drugie urodziny. Od tamtej pory zacząłem nienawidzić och obu.
-Czy ty to wszystko pamiętasz?-zapytała Amber
-Skąd wiem co działo się wtedy wytłumaczę później, zgoda? W każdym bądź razie nienawidziłem ich obu. Anubis był okropny, ,,uczył mnie", ostatecznie czasem nie mogłem się ruszać. Do niego nie docierało, że miałem dwa lata. O dzieciach śmiertelnych wiedział tyle, że rozwijają się szybciej niż oni.-Jerome widząc, że kilka osób z Sibuny otwiera usta dodał-Tak, oni też się rozwijają, opowiem później.
-Gwiazdki! Kolacja!-usłyszeli głos Trudy
-Dokończysz później.-powiedział Eddie i wszyscy zeszli na dół.

Rozdział nie najlepszy, ale jestem trochę chora i nie mam za dobrych pomysłów.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 13/Agnes

Rozdział 13 
-Jerome-zaczął Eddie kiedy wychodzili ze szkoły-może... powinieneś im powiedzieć. Ja wiem, że się martwisz, ale ukrywanie prawdy niewiele im pomoże.
-Może masz rację.-Jerome powiedział to zdanie cicho, prawie szeptem-ale najpierw porozmawiam z Sethem.
-Kiedy?
-Dziś, po obiedzie pójdę do taty.-Jerome zakończył rozmowę. Chwilę później dobiegła do nich Paricia.
-Mara znowu zemdlała. Jest w szpitalu.-powiedziała, a w jej oczach widać było strach. W końcu tamten głos groził, że będzie zabierał codziennie jedną osobę.
-Nie ma czasu. Idź teraz.-Powiedział Eddie drżącym głosem, ale Jerome nawet nie słuchał go do końca. Wybiegł na ulicę. Chwilę potem Eddie wyjął telefon i zadzwonił do pana Clarke'a opowiadając co się stało. Patricia patrzyła na swojego chłopaka jak na idiotę.
-Idziemy.-warknęła, nie mogła zrozumieć, jak on mógł wyjawić tą tajemnicę ojcu Jerome'a. Kilka minut później Eddie siedział już w pokoju Amber i Niny, czekając na pojawienie się Sibuny. W głowie miał pustkę. Nie mógł przecież zdradzić tajemnicy Sibunie.
-Co się stało?-zapytała Nina, gdy wszyscy byli na miejscu. Eddie pragnął rozpłynąć się w powietrzu.
-Eddie wyjawił nasz sekret.
-Co?!-krzyknęła Amber, a Patricia opowiedziała jej jak to wyglądało (oczywiście ze swojej perspektywy). Po jej słowach wszyscy zamilkli.
-Chodzi o Jerome'a, więc poczekajmy, on nam wszystko wyjaśni.-powiedział Alfie i nagle wszystko ułożyło mu się w jedną, logiczną całość.
-Od kiedy mówisz z sensem?-zapytała Patricia-Ja rozumiem, raz ci się zdarzy, ale tak cały czas...
-Od wakacji, kosmici porwali moją sąsiadkę i musiałem uważać co mówię. Gdybym był nieostrożny mogliby porwać i mnie.
-Wrócił stary Alfie.-powiedziała z delikatnym uśmiechem Nina. Miała już tego dosyć. Nie dość, że Mara jest w szpitalu, to pan Clarke wie o wszystkim. Starała się znaleźć jakikolwiek powód do uśmiechu.
-W jakim stanie jest Mara?-odezwała się KT
-Stabilnym-powiedziała Nina-tak jak babcia w tamtym roku...
-Nic się jej nie stanie.-powiedział z przekonaniem Eddie, a Alfie pokiwał głową.
W tym czasie Jerome siedział w domu swojego taty i pił sok.
-Jesteś pewien? A jeśli to pogorszy sytuację?-zapytał chłopak niepewnie
-Mara jest w szpitalu, to cud, że jeszcze żyje. Nie chcę naciskać, ale uważam, że jeśli to naprawdę twoi przyjaciele, to powinni wiedzieć.-Jerome nie mówił nic przez kilka minut. Miał dosyć. Mara jest w szpitalu. Padło na nią, mimo, że z nią zerwał. Gdyby mógł cofnąć czas... Wogóle nie przyjechałby do tej szkoły. Wtedy ona byłaby bezpieczna, wtedy wszyscy byliby bezpieczni.
-Masz rację tato. Muszę im powiedzieć. I muszę porozmawiać z Sethem.
-Jakim cudem chcesz to zrobić?-zapytał go ojciec-Przecież on jest teraz w łączniku, albo podziemiach. Nie NA ziemi.
-Wiem. Wiem też co zrobić. LITIMORIA
-Hasło?-zdziwił się pan Clarke-Skąd je znasz?
-Zdradził je Ninie.-powiedział chłopak. Po chwili w pokoju pojawił się mężczyzna, wyglądał dokładnie tak, jak we śnie Niny.
-Witaj.-powiedział Jerome
-Witajcie.-odpowiedział Seth, na co pan Clarke odpowiedział skinieniem głowy-Chyba się mnie nie boisz?
-Nie. Napijesz się czegoś?-
-A już myślałem... Nie, dziękuję.
-Naprawdę chcesz nam pomóc?-zapytał go Jerome
-Tak, w końcu jesteś...
-Tak, wiem.-przerwał mu chłopak-Możesz pomóc Marze?
-Tak, tylko potrzebuję czasu.
-Aha... Musisz mi pomóc w jeszcze czymś.-dodał po chwili zastanowienia Jerome
-Gdzie jest Jerome Clarke?-wszyscy znajdujący się w DA usłyszeli głos Victora. Eddie zbiegł an dół.
-Jest u swojego taty. Prosił mnie o przekazanie, ale zapomniałem.-powiedział.
-To następnym razem pamiętaj.-warknął mężczyzna i odszedł. Chwilę później do DA wszedł Jerome, a za nim jakiś mężczyzna.
-Gdzie Sibuna?-zapytał Clarke przyjaciela
-Na górze, w pokoju Niny i Amber. Kto to?-Eddie nie wytrzymał
-Seth.-przedstawił się mężczyzna, ale na Eddim nie zrobiło to jakiegoś ogromnego wrażenia.
-Eddie.-odpowiedział mu chłopak wyciągając rękę.
-Przyzwyczajaj się.-doradził mu Jerome widząc pytające spojrzenie mężczyzny.
Nagle drzwi pokoju zebrań Sibuny otworzyły się i weszli dwaj członkowie Sibuny i...
-Seth-szepnęła Nina, jednak na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli.
-Zgadłaś.-powiedział Eddie z uśmiechem, po czym zwrócił się do mężczyzny-To... może wszystkich przedstawię.
-A Jerome wymyśli co powiedzieć, ba jak zgaduję w samochodzie myślał tylko o Marze.-dokończył Alfie, na którym towarzystwo w jakim wrócił blondyn nie robiło wrażenia.
-Bardzo śmieszne.-warknął chłopak, ale Alfie nie skończył
-Wiesz, byłem pewny, że wrócisz w towarzystwie... taty.
-Przymknij się.-Jerome rzucił mu lodowate spojrzenie
-OK, OK, już siedzę cicho.-powiedział rozbawiony Alfie. A reszta... nie wiedziała o co chodzi.

I jak? Mi się za bardzo nie podoba. Jest nudny... i głupi

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 12/Agnes

Rozdział 12

Na kolacji nikt z Sibuny się nie odzywał, wszyscy mieli posępne humory, a reszcie (Marze, Poppy i Willow) to się udzielało. Eddie, Fabian, Jerome, Patricia i Amber siedzieli i patrzyli w swoje talerze nie mogąc nic przełknąć, Alfie wręcz przeciwnie, nałożył sobie ile tylko mu się zmieściło i jadł. Chyba próbował zajeść strach. KT i Nina wzięły kanapkę na pół, jednak nie były w stanie dojeść. Mara, Poppy i Willow nie wiedziały o co chodzi, ale też nie miały apetytu.
-Gwiazdeczki, zjedliście...-zaczęła Trudy, jednak gdy zobaczyła czyste talerze przerwała w pół słowa-Coś się stało? Dlaczego nie jecie?
-Ja jem.-powiedział Alfie, jednak na niego Trudy nie zwróciła uwagi, on zawsze jadł.
-Nic nam nie jest, naprawdę.-powiedziała Nina-po prostu nie jesteśmy głodni.
-Na pewno?
-Tak Trudy, na pewno.-powiedział Jerome
-No dobrze, ale jeśli jutro rano będziecie się źle czuć, macie mi natychmiast mówić.-powiedziała i wyszła. Naprawdę martwiła się o nich.-A jeśli mają grypę żałądkową?-zapytała sama siebie.
Gdy Victor mówił swój tekst zdziwił się, że wszędzie jest tak cicho. Do tych dzieciaków to niepodobne. Jednak wolał się tym nie przejmować. Uspokoił się, mówiąc, że następnego dnia wszystko wróci do normy. Wbrew pozorom nie było mu obojętne co się z nimi stanie. Miał nadzieję, że nie wplątali się w kolejną zagadkę.
Nina położyła się do łóżka, jednak nie chciała zasnąć, bała się, że może znowu mieć wizję, bała się, tej tajemniczej osoby. Powiedział, że będzie codziennie zabierał jedną osobę. Czy zrobi to następnego dnia, czy jeszcze tej nocy? Bała się nawet o tym myśleć. Jednak dziewczyna była zmęczona, nie wiedząc kiedy usnęła.
Po chwili otworzyła oczy. Rozejrzała się i zobaczyła, że znajduje się w jakimś korytarzu. Było w nim kilkanaście czarnych drzwi, w dziwne wzory, przez które korytarz wydawał się jeszcze mroczniejszy. Ściany były pomalowane na czarno, jednak w niektórych miejscach było widać ciemnoczerwone ślady. Gdy Nina przyjrzała się nim bliżej, zobaczyła, że... to ślady krwi. Nagle jedne z drzwi się otworzyły i wyszedł mężczyzna. Był wysoki, szczupły, ale umięśniony. Jasne włosy, nie za duże zielone oczy, odrobinę krzywy nos, zapadłe policzki i blade wąskie usta stwarzały wrażenie nie specjalnie do siebie pasujących. Jakby mężczyzna przeszedł kilka operacji plastycznych.
-Witaj, wybrana.-powiedział wyraźnie. Jego głos był niski i można było w nim wyczuć współczucie i chęć pomocy. Miał również w sobie moc. Gdyby chciał, pewnie byłaby większa od tego który słyszała ostatnio we śnie.
-Witam.-odpowiedziała nieśmiało dziewczyna
-Czy zdradzisz mi swoje imię?
-Nina.
-Nie musisz się mnie bać.-powiedział mężczyzna kiedy wyczuł w jej głosie nutkę strachu.-A więc Nino, czy wiesz gdzie jesteś i dlaczego?
-Nie.-powiedziała, była pewna, że to nie chodzi o czyjegoś syna, a przynajmniej o tego o którym słyszała poprzedniej nocy.
-No cóż, w takim razie zaraz ci wszystko wytłumaczę.-zaczął-Widzisz, jesteśmy w miejscu, które jest tak jakby łącznikiem. Te drzwi-wskazał na jedne, z pozoru niczym nie różniące się od reszty, wystarczyło jednak uważniej się przyjrzeć by zobaczyć dodatkowy, pozłacany, malutki wzorek tuż przy klamce.-prowadzą do ciebie. Każda wybrana takie ma, ten korytarz właśnie dla was jest przeznaczony. Korytarzy-łączników jest wiele. Ale nie o tym chcę z tobą porozmawiać. Mogę ci i twoim przyjaciołom pomóc. Ale musisz coś zrobić.
-Co?-zapytała Nina
-Najpierw opowiedz swoim przyjaciołom naszą rozmowę. Potem powiedz jedno słowo ,,Litimoria"
-Co to znaczy?-przerwała mu Nina
-Wszystko i nic. Tylko jedna osoba będzie wiedziała o co mi chodzi.
-A kim ty jesteś?
-Nie przestrasz się dziecko.-powiedział powoli, -Jestem Seth.
Nagle jego twarz zaczęła się zmieniać, jednak Nina nie zdążyła zerknąć, obudziła się.
-Musimy zwołać zebranie. Teraz.-powiedziała do Amber, gdy odrobinę ochłonęła.-Wszystko wytłumaczę ci później.-dodała gdy Amber otwiera usta by o coś zapytać. Kiedy blondynka wybiegła, Nina szybko się ogarnęła i starała nie myśleć, o ostatnim co usłyszała. Była pewna, że może mu zaufać, ale kiedy się przedstawił... Już sama nie wiedziała co myśleć. Kilka minut później do pokoju przyszła cała Sibuna.
-O co chodzi? Dowiedziałaś się czegoś?-zapytał Fabian
-Tak... jakby.-powiedziała i zaczęła mówić-,,Obudziłam" się w jakimś korytarzu, w którym było sporo drzwi. Z jednych wyszedł jakiś mężczyzna i zapytał mnie jak mam na imię. W jego głosie, też była moc, nawet większą niż u tego kogo słyszeliśmy. W każdym bądź razie powiedział, że jesteśmy w łączniku i że może nam pomóc. Potem opowiedziała wam tamtą rozmowę i powiedziała ,,Litimoria"-spojrzała na nich, lecz nikt nie sprawiał wrażenia, jakby to mówiło my to coś. Może tylko Eddie i Jerome... przez chwilę.
-Przedstawił ci się?-zapytała KT
-Tak,-Nina zaczęła ostrożnie-powiedział, że nazywa się... Seth.
-Może naprawdę nam pomoże.-stwierdziła Joy
-Może-powtórzył Jerome-jak na razie to chyba zostało nam tylko zaufanie mu. Przecież, gdyby chciał nam coś zrobić, nie miałby z tym problemu.
-A jeśli jesteśmy mu do czegoś potrzebni?-zapytała Patricia
-Nie sądzisz, że powiedziałby mi to od razu? Po co miałby się bawić w uprzejmości?-Nina bardzo chciała uwierzyć, że ktoś chce im pomóc.
Na śniadanie wszyscy zeszli w znacznie lepszym humorze.
-Jak się czujecie?-zapytała ich Trudy, tak na wszelki wypadek.
-Dobrze.-powiedziała KT
Kiedy zjedli śniadanie poszli do szkoły, gdzie nie działo się nic ciekawego. Do czasu... Na matematykę wbiegła spóźniona Amber.
-Są już wyniki! Temat przewodni balu jest ustalony!-prawie piszczała z podniecenia blondynka. Oczywiście wszystkich, bez wyjątku to bardzo zainteresowało (co dziwne akurat miała być kartkówka).
-No to jaki będzie?-zapytała Patricia
-Czerń i biel.-odpowiedziała szczęśliwa-Głosowałam na ten. Mam już idealny strój.
-Cisza!-nauczycielka nie wytrzymała-cieszę się, że podoba się wam pomysł na temat balu, ale czy możecie już zająć miejsca i wrócić do lekcji?-wszyscy siedli na miejsca, a nauczycielka chyba zapomniała o kartkówce, bo przeszła do kolejnego tematu.


Jest rozdzialik. Mam nadzieję, ze się wam podoba (bo mi nie za bardzo) :)

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 11/Agnes

Rozdział 11
-Jerome!-Krzyknęła pani Clarke kilka minut po wyjściu męża.
-Co, mamo?
-Chodź do mnie na chwilę.
-Już!-odkrzyknął i wstał. Minutę później był już w pokoju mamy.-O co chodzi?
-O twojego tatę.
-A dokładniej?-Jerome nie specjalnie wiedział o kogo chodziło jego mamie.
-John-zaczęła, a chłopak zrozumiał, że chodzi o NIEGO-mówił, że tata cię bił. Co ty na to?
-Ja na to, że nie pamiętam za bardzo tych spotkań. Nie miałem nawet sześciu lat. Ale nawet jeśli ON mnie nie bił, to teraz postanowił uprzykrzyć mi życie.
-A John cię bił? Albo Poppy?-zapytała
-Tak, tacie się zdarzało. Ale tylko mnie, Poppy nigdy.
-John nie jest twoim ojcem.-Pani Clarke nie była zadowolona, ze jej syn uważa się za syna tego człowieka.
-ON jest tylko moim biologicznym ojcem, a to i tak za dużo.-Jerome podkreślił ,,ON"
-Jerome, dlaczego tak bardzo go nienawidzisz? On nas kocha.-kobieta wydawała się załamana.
-Mamo, czy gdyby nas kochał kazałby ci zabierać mnie i Poppy ze szkoły? Czy gdyby cię kochał, KAZAŁBY ci coś robić, nieważne czy chcesz, czy nie? Mamo przejrzyj wreszcie na oczy i odpowiedz.
Pani Clarke przez chwilę nie odzywała się. Po kilku minutach zapytała cicho:
-Dlaczego nie chcecie wyjeżdżać?
-Mamy tam przyjaciół. Mieszkałem w tej szkole przez kilka lat. Tamci ludzie byli dla mnie jak rodzina.
-A dla Poppy?
-Jej zapytaj.-powiedział Jerome-Miejmy też nadzieję, że nie słyszała kłótni twojej z tatą. Ona nie może się dowiedzieć.
-Masz rację.-powiedziała pani Clarke, po kolejnych kilku minutach, całkowicie zaskakując tym syna-Już od jakiegoś czasu myślałam nad tym co dziś powiedziałeś. Nie pomogę mu waz znaleźć.
-Dziękuję mamo.-powiedział cicho zaskoczony Jerome. W tamtej chwili był jednocześnie szczęśliwy i wściekły na siebie. Był szczęśliwy, bo jego mama wreszcie zrozumiała, że ON jej nie kochał. A był wściekły, bo to oznacza, że wraca do DA. Oczywiście chciał wrócić do przyjaciół, ale to sprawiało, że wszyscy byli w niebezpieczeństwie.
Gdy po lekcjach Mara i Willow wróciły do DA zobaczyły Poppy.
-Hej! Zostajemy tu. Mama powiedziała, że tata ją przekonał.-powiedziała uśmiechając się.
-To świetnie!-Mara, w przeciwieństwie do Willow, była równie szczęśliwa jak Poppy.
Pół godziny później, na obiad wróciła Sibuna. Gdy wszyscy weszli do jadalni zobaczyli Jerome'a.
-Zostajemy!-Poppy szczęśliwa przybiegła z kuchni i siadła do stołu.
-Super!-krzyknęła Amber równie szczęśliwa jak Poppy, a po chwili powiedziała cicho do Jerome'a-Spotkanie Sibuny zaraz po obiedzie. W moim pokoju.
-OK, a tak właściwie to miałaś sen?-zapytał blondyn Ninę, która siedziała ze smutną miną.
-Tak, musimy o tym porozmawiać.-odpowiedziała dziewczyna, teraz dodatkowo ze strachem w oczach.
Gdy  zjedli, członkowie Sibuny  poszli na zebranie. Nikt nie wiedział czego Nina dowiedziała się w śnie, ponieważ nie powiedziała na ten temat za dużo. Jedynie: ,,Tak, miałam sen. Opowiem wszystko później." Amber powiedziała, że wybrana w nocy mamrotała, a nad ranem obudziła się z krzykiem i łzami w oczach.
-Są już wszyscy?-zapytała Patricia w chwili gdy wszedł Eddie.-OK, teraz są wszyscy. Nino, powiesz nam wreszcie co usłyszałaś?
-Tak.-dziewczyna siadła na łóżku i na chwilę zamknęła oczy. Po chwili zaczęła mówić-Na początku usłyszałam trzask, a chwilę potem zobaczyłam palącą się świecę. Gdy ruszyłam w tamtą stronę zahaczyłam o coś. Kiedy wstałam nie widziałam już palącej się świecy, ani żadnej innej. Kilka sekund później usłyszałam głos. Pytał się, czy znalazłam osobę, która ma moc Sary. Powiedziałam mu, że to może być Victor.-Nina przerwała
-I co powiedział? To on?-zapytał Fabian
-Nie wiem. Nie powiedział nic.
-To tyle?-odezwał się Alfie. Widać oczekiwał czegoś więcej po tym, jak dziewczyna cały dzień to ukrywała.
-Nie.-Ninie głos się załamywał.-Potem usłyszałam ten głos, który słyszeliśmy wszyscy. Powiedział, żebym pożegnała jego syna, bo...
-Bo co?-Jerome nie wytrzymał. Wszyscy spojrzeli się na niego, jakby chcieli dać mu w głowę.
-Powiedział, że jeśli on, jego syn, nie chce do niego przyjść z własnej woli, zmusi go do tego. Będzie zabierał, każdego dnia jedną osobę, póki...
-Ten ktoś,-Eddie zaczął powoli i spokojnie-chce, żeby jego syn do niego przyszedł?
-Albo my zapłacimy życiem?-Fabian powiedział, to co zwykle mawiała Senkhara.
-Nie powiedział, że nas zabije, ale co miałby zrobić? Zabrać nas na ucztę?-Nina rozpłakała się.


Jest kolejny (trochę krótki i bardzo nudny) rozdział. Pewnie większość osób już wie, o kogo chodzi. :)

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 10+wyniki ankiety/Agnes

Rozdział 10
-Dzień dobry, pani Clarke.-powiedział Alfie do kobiety, która rozmawiała z Jerome'm.
-O Alfie! Dzień dobry, a raczej do widzenia, bo już jedziemy.
-Mamo, nie możemy się najpierw pożegnać?-zapytała dotąd niezauważona przez Alfiego Poppy.
-Jeszcze tu wrócimy i wtedy się pożegnacie.-powiedziała stanowczo pani Clarke. Po chwili cała trójka wyszła.
W tym czasie w pokoju Niny i Amber odbywało się spotkanie Sibuny.
-Posłuchajcie.-powiedziała KT. Jednak nikt nie zareagował, dalej rozmawiali o tym, że Nina już od jakiegoś czasu nie miała wizji. Nagle do pokoju wpadł Alfie.
-Jerome i Poppy pojechali, ale ich mama powiedziała, że jeszcze wpadną się pożegnać.-powiedział szybko. Nagle w pokoju zrobiło się cicho. Do tej pory mieli nadzieję, że Jerome chce im wyciąć kawał, ale teraz...
KT nie znała rodzeństwa za dobrze, więc ochłonęła najszybciej i skorzystała z okazji, że jest cicho.
-Wiem komu Sara mogła ofiarować moc.-powiedziała
-Co?!-krzyknęli praktycznie wszyscy, tylko Patricia, zachowała resztki rozumu i kazała im zachowywać się ciszej bo ktoś może przyjść.
-Czemu nic nie mówiłaś?-zapytał Eddie
-Próbowałam, ale nie słuchaliście.-odpowiedziała mu spokojnie KT-Nie wiem na pewno, ale opowiadaliście mi, że jak Sara była mała to mieszkała tu z Victorem Juniorem i Seniorem. Na początku chyba Victor i Sara się lubili, tak?
-Tak, na początki Sara lubiła Victora.-powiedziała Nina
-Uważasz,-upewniał się Fabian-że Sara dała moc Victorowi?
-Dokładnie.-powiedziała-Nie jestem tego pewna, po prostu wpadło mi to do głowy.
-Ale w takim razie sam mógłby złożyć kielich.-powiedziała Patricia-Nie potrzebowałby Wybranej.
-Może nie próbował?-zaproponował Alfie
-To ma sens.-stwierdziła Nina-I pasuje. Nie jest naszym wrogiem, do przyjaciół też nie należy.
Gdy Jerome i Poppy jechali do hotelu nie mieli nastroju na rozmowę. Blondyn wiedział, że już Sibuna ma już rozwiązanie zagadki.
-Mamo?-zaczęła Poppy-Dlaczego zabierasz nas z tej szkoły?
-Mam dla was lepszą.-odpowiedziała spokojnie córce. Jerome wiedział co to znaczy. ON postanowił wtrącić się w jego życie i oddalić od przyjaciół. Typowe. Dziwne tylko, że tak długo ich szukał, zwykle nie mijał rok, a ON już wiedział gdzie Jerome jest.
-Mamo!-Jerome zawołał, gdy tylko Poppy zniknęła w pokoju, a on zszedł z panią Clarke po walizki.-Czy to ON kazał ci zabrać nas ze szkoły?
-Jerome, to twój ojciec, mógłbyś przestać mówić o nim, jakby był ci obcy.-powiedzała do syna
-ON nie jest moim ojcem.-warknął Jerome
-A kto niby nim jest? John?
-Tak. A właśnie, jeśli już mamy wyjeżdżać, to pójdę z Poppy się z nim pożegnać.
-Wiesz w którym więzieniu jest?-pani Clarke wyraźnie nie chciała, żeby dzieci do niego poszły.
-Wyszedł.-powiedział Jerome, a po chwili poszedł do pokoju. Kilka minut później razem z Poppy siedzieli w taksówce.
Po prawie pół godzinnej jeździe stali przed domem, pana Clarke'a. Zadzwonili do drzwi i po chwili byli w środku.
-Cześć tato.-powiedział Jerome, a Poppy się do niego przytuliła.
-Wyjeżdżamy.-powiedziała smutno dziewczyna
-Jak to?
-Mama po nas przyjechała i zabrała. -powiedział Jerome-Jutro pojedziemy jeszcze pożegnać się ze wszystkimi, a potem mama zapisze nas do innej szkoły z internatem.
-Czemu?
-Nie wiem.-rodzeństwo powiedziało w jednej chwili, jednak Jerome wskazał palcem w górę, a po chwili w dół.  Pan Clarke wiedział o co mu chodzi. Poppy i Jerome rozmawiali z nim 2 godziny. Potem musieli wracać do hotelu. W drodze powrotnej do Jerome'a zadzwonił telefon.
-Słucham-powiedział
-Jerome, tu Alfie. Gdzie jesteś?
-W taksówce z Poppy.
-Aha, słuchaj KT wpadła na to, komu Sara mogła ofiarować moc.
-Serio? Komu?-Jerome udał zainteresowanego, a ponieważ Alfie go nie wiedział, nie zauważył tego.
-Victorowi. Nie wiemy tylko jak to sprawdzić.
-Też nie wiem. Może wiesz kto będzie wiedział. Niech Nina zapyta czy to o niego chodzi.
-A jak nie będzie wiedział?
-To sprawdzi. Muszę kończyć.-Jerome rozłączył się.
Następnego dnia Jerome obudził się bardzo wcześnie, a za drzwiami usłyszał kłótnię rodziców.
-Dlaczego chcesz ich zabrać? Mają tu przyjaciół, a ty wyślesz ich tam gdzie ten... ten gówniarz ci każe.
-Jest od ciebie starszy! I to o wiele!-zaprzeczyła pani Clarke
-Wiesz, że ONI dorastają wolniej. To po prostu dzieciak, któremu przydałoby się trochę dyscypliny.
-No jasne! Może jego też chcesz pobić? Tak jak Jerome'a?
-Po pierwsze to JEMU nie dałbym rady, a po drugie, to byłem pijany, a ON mną manipulował.
-Chyba robił to dość często.-pani Clarke była zdenerwowana.-Czy ty myślisz, że uwierzę, że...
-Ty po prostu tego nie widzisz! Jerome wracał od NIEGO ledwo żywy i to nie ze zmęczenia! Ale oczywiście ty uważałaś, że to moja wina!
-Jakoś ani Poppy ani Jerome'owi nic się nie stało odkąd zniknąłeś! Jak to wytłumaczysz?
-Że JEGO ojciec wreszcie zareagował!-po chwili pan Clarke trochę się uspokoił.-Zapytaj Jerome'a To nie jest już dziecko, nie ma powodu, żeby mnie kryć.


Trzeba przyznać, że ten rozdział nie wyszedł mi najgorzej. Jest słaby, ale nie najgorszy. A teraz wyniki ankiety:

Czy mam dalej pisać opowiadania?/Agnes 
Tak, są świetne!
  20 (76%)
Tak, mogą być
  2 (7%)
Jak chcesz
  3 (11%)
Nie, nie idą ci najlepiej.
  0 (0%)
Nie, piszesz okropnie!
  1 (3%)

Liczba głosów do tej pory: 26
Ankieta zamknięta 

 Dziękuję wszystkim głosującym. :)

środa, 7 listopada 2012

Rozdział 9/Agnes

Rozdział 9
Alfie przez cały dzień był dziwnie spokojny. Dopiero na kolacji zaczął gadać coś o kosmitach.
-Jerome...-zaczął Alfie w środku nocy, sprawdzając czy jego współlokator śpi.
-Co?
-Dlaczego nie chcesz nam pomóc?
-Jak to ,,nie chcę"?-zdenerwował się Jerome. Naprawdę bardzo chciał pomuc, po prozstu nie mógł.
-Nie mówisz nam wszystkiego. Nie tylko ja to zauważyłem. Ostatnio było zebranie, o którym nie wiedziałeś, bo właśnie o to chodziło. Przekonałem ich, że nic nie ukrywasz, ale...-Alfie przerwał
Jerome nie odpowiadał, czekając na propozycję przyjaciela.
-Jeśli nie chcesz mówić im osobiście-Alfie mówił powoli i cicho-mogę to zrobić ja. Powiem im, że mi się przyśniło, ale pomóż nam.
-Alfie, dlaczego tylko ja widzę, że dorosłeś?-spytał Jerome po chwili wahania. Na tym rozmowa przyjaciół się skończyła. Alfie nie oczekiwał, że Jerome tak szybko się zgodzi.
Rano Jerome, tuż przed śniadaniem, powiedział do Alfie'go:
-Niech Nina zapyta Sarę, komu najbardziej ufała gdy była dzieckiem. Musi to być ktoś ktoś kto jeszcze żyje, lub niedawno zmarł.
-Jak Rufus?-zasugerował Alfie
-Tak, chociaż wątpię by to był on, przecież był Osirianem Sary.
-Masz rację. -stwierdził Alfie
Na śniadaniu Alfie powiedział Ninie o ,,swoim" pomyśle.
-Jak na to wpadłeś?-spytała Paricia
-Przyśnili mi się kosmici i mi powiedzieli.-Alfie zakończył rozmowę rzucając się na jedzenie.
-Panie Clarke, proszę do mnie.-usłyszeli głos Victora. Jerome nie miał pojęcia o co może chodzić, jednak gdy wszedł do gabinetu Victora wszystko stało się jasne.
W tym czasie wszyscy oprócz Alfie'go i Mary (czekała na Poppy, która musiała skorzystać z toalety) wyszli już do szkoły.
-Trixie, co powiesz na to, żebyśmy obejrzeli wieczorem film?-odezwał się Eddie.
-Chętnie-powiedziała Patricia, uśmiechając się delikatnie.
Kilka minut później do szkoły przyszedł Alfie.
-Jerome zostaje w domu.-powiedział do Sibuny
-Czemu?-zdziwiła się KT
-Nie wiem-przyznał Alfie
-A tak przy okazji,-powiedziała Nina-na dłuższej przerwie idziemy do korytarza w którym była maska.
-Po co?-zapytała Amber
-Mam przeczucie, że coś znajdziemy-odpowiedziała wybrana. Całej Sibunie wystarczyło to za odpowiedź, zresztą, nic nie mieli do stracenia.
W czasie historii, nauczycielka stwierdziła, że Jerome nie przyszedł do szkoły, ponieważ tego dnia był termin oddawania wypracowań. Jednak po chwili, okazało się, że to na 100% nie było prawdą, bo... Alfie oddał je za przyjaciela. Tuż po lekcji pobiegli do biblioteki i przejściem zeszli do tuneli. Gdy znaleźli się w komnacie z maską, Nina zaczęła oglądać uważnie ściany. Po chwili znalazła to, czego szukała. Delikatnie nacisnęła w miejscu, gdzie ściana była odrobinę jaśniejsza. nic się nie stało.
-Nino! Wisior!-krzyknął Alfie. Dziewczyna spojrzała na Oko Horusa, które... migotało. Przyłożyła je do ściany, a po chwili w ścianie otworzyły się drzwi. Weszła do środka, jednak było za ciemno, by coś zobaczyć. Chciała wyjść, i wrócić później z latarką, gdy przypomniała sobie o telefonie.
Po kilku minutach Nina wyszła z ciemnego pomieszczenia i przypomniała, że od minuty trwa lekcja.
-Minuta wte, czy we wte, co to za różnica.-powiedział Eddie
-Taka, że zanim dojdziemy do szkoły będziemy bardzo spóźnieni.-powiedziała Nina i pobiegli.
Oczywiście spóźnili się na lekcję, jednak jak się okazało, nie byli ostatni. Pan Sweet przyszedł dopiero 10 minut później.

-Za tydzień sprawdzian z ostatniego działu.-powiedział dyrektor na wstępie, a po chwili podzielił uczniów na pary i zadał doświadczenia.
Gdy wrócili do DA, zobaczyli walizki. Alfie poszedł do swojego pokoju.
-Jerome! Dlaczego na korytarzu stoi twoja walizka?-prawie krzyknął, gdy tylko otworzył drzwi.
-Wyjeżdżam.-padła krótka odpowiedź.
-Kiedy? Gdzie? Kiedy wrócisz?-Alfie zareagował błyskawicznie.
-Jak tylko Poppy skończy się pakować. Do domu. Nie wrócę.-blondyn kolejno odpowiedział na zadane pytania.
-Jak to nie wrócisz?
-Normalnie. Wyjeżdżam i nie przyjadę tu już więcej.
-Jerome, jestem spakowana.-usłyszeli głos Poppy -Zniesiesz moją walizkę?
-Jasne.-powiedział Jerome i wyszedł. 
-Ludzie! Ludzie!-Alfie wbiegł do salonu -Jerome i Poppy wyjeżdżają.
,,Jak to? Kiedy? Gdzie? W środku roku szkolnego?"-Te i kilka innych pytań posypało się od wszystkich mieszkańców DA. Alfie powiedział im, co usłyszał od Jerome'a. Jedyną osobą która wydawała się być zadowolona, że rodzeństwo wyjeżdża, była Willow.

I jest kolejny rozdział, wprawdzie nudny i głupi, ale jest. 

poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział 8/Agnes

Rozdział 8

-Jak to nie da się ofiarować mocy?-po raz setny zapytała Amber, gdy Nina opowiedziała jej swój sen.
-Po prostu. -po raz setny odpowiedziała Nina. Nie miała zamiaru znowu tłumaczyć Amber, tego co się domyślała.
Na śniadaniu opowiedziała całej Sibunie swój sen.
-A może ona nie wie, że można komuś dać moc.-zasugerował Jerome
-Też tak pomyślałam.-powiedziała Nina-Ale jeśliby nie wiedziała, to nie mogłaby tego zrobić.
-Ale to... może być niekontrolowane.-zaczął pewnie, jednak skończył delikatnie się wahając. Na szczęście nikt nie pomyślał, że to jakoś specjalnie niezwykłe. W końcu myśl, że jeśli nie znajdą odpowiedniej osoby mogą nie przeżyć, mogła odebrać pewność siebie nawet jemu.
-Możliwe. -powiedziała cicho Nina. Było coraz gorzej. Teraz nawet Sara nie będzie w stanie im pomóc.
Po kilku sekundach do jadalni weszła Mara. Jerome minutę później wyszedł.
-Jerome -usłyszał na przerwie-sprzedajesz jeszcze wypracowania?-zapytał jakiś chłopak, chyba z klasy Poppy.
-A jakie cię interesuje?
-O starożytnym Egipcie. Najlepiej o bogach.
-Już to macie?-zdziwił się Jerome.-Niestety takiego nie mam. Właściwie, to sam muszę takie napisać.
-Aha, OK.-powiedział chłopak i odszedł.
Po chwili podeszła do niego Poppy.
-OK Jerome, dałam ci czas, żebyś ochłonął, a teraz powiedz mi dlaczego zerwałeś z Marą.
-Posłuchaj,-warknął-ta idiotka mi się znudziła, a ty nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego.
-Jasne, a słonie latają.-powiedziała Poppy.
-Jeśli tak uważasz.-powiedział-mogę ci udowodnić, że panna idealna znudziła mi się.
-Wiesz jednak uwierzę ci na słowo.-Poppy sprawiała wrażenie przekonanej, a Jerome najwyraźniej zapomniał (albo udawał, że zapomniał), że jego siostra jest dobrą aktorką. Poppy wiedziała, że jeśli Jerome spróbuje ją przekonać, może jeszcze bardziej skrzywdzić Marę i... siebie.
Po lekcjach przy spalonym drzewie odbyło się spotkanie Sibuny, na które Jerome nie został zaproszony.
-O co chodzi?-spytała Nina-Czemu zostało zwołane spotkanie? I czemu nie ma Jerome'a?
-Bo to o niego chodzi.-powiedział Fabian-Wydaje nam się, że on wie coś więcej, ale nie chce nam powiedzieć.
-Posłuchajcie-powiedział Alfie-Jerome nie wie nic więcej. Jestem tego pewien.
-Tak? A skąd? Kosmici ci powiedzieli?-warknął Eddie
-A nawet jeśli, to co?-odpowiedział mu Alfie-Wracając do tematu. On też jest w niebezpieczeństwie, w jakim celu miałby coś ukrywać?
-Alfie ma rację-powiedziała Amber, a po chwili dodała-a w dodatku mówi z sensem.
-Amber. Najpierw powiedziałaś, że ma rację, a teraz jesteś zaskoczona, że mówi z sensem?-zapytała Nina
-Tak, mniej więcej.
Gdy Sibuna weszła do domu, zobaczyli, że w salonie, na krześle siedzi Jerome, w nie najlepszym humorze. Obok niego, na drugim krześle siedziała Poppy, a naprzeciwko nich stał pan Clarke. Gdy tylko ta trójka zauważyła Sibunę, pan Clarke wyszedł, a Poppy poszła do siebie.
-Przyjechał twój tata?-inteligentne pytanie zadał oczywiście Alfie
-Mieszka niedaleko.-odpowiedział mu Jerome bezbarwnym głosem.
-Coś się stało?
-Nie, tylko... on też nie był zbyt szczęśliwy gdy się dowiedział, ze zerwałem z Marą.-chyba nikt oprócz Alfiego nie zauważył, że Jerome nie mówi prawdy, albo raczej całej prawdy.
Ponieważ nie mieli pomysłów na rozwiązanie zagadki, całe popołudnie minęło na przewidywaniu najgorszych scenariuszy. Nikt nie miał nastroju na myślenie pozytywne.
-Wiem gdzie jesteś!-Każdy z DA usłyszał ten głos w środku nocy.
-Miałam dziwny sen, chyba wizję.-powiedziała Nina na śniadaniu.
-Jakiś głos powiedział: ,,Wiem gdzie jesteś!"?-zaśmiał się Alfie
-Tak, skąd wiedziałeś?-powiedziała Nina, w tym samym momencie, gdy prawie cała Sibuna powiedziała: ,,Ja też miałam/em taki sen."
-Nino, czy ten głos słyszałaś podczas poprzednich wizji?-zapytał spokojnie Eddie
-Nie. Ten jest o wiele potężniejszy. W tamtym nie było nawet odrobiny takiej mocy. Ten był jak... jak głos...  boga.-powiedziała powoli Nina
-Eee tam.-powiedział Alfie-Jak Jerome tu przyjechał, to raz się na coś wkurzył i mówił podobnie.
-Alfie,-zaczął Jerome- czy ci do reszty odbiło?
-To bardzo możliwe.-powiedziała Patricia, nikt nie był w stanie wyobrazić sobie jakiegokolwiek człowieka mówiącego takim głosem.
Gdy Alfie i Jerome poszli do pokoju po torby, Alfie powiedział:
-Nie wiedziałem, że ma to być tajemnica.
-Ale ja nigdy tak nie mówiłem. -powiedział Jerome-Masz wybujałą wyobraźnię.
-Może faktycznie nie mówiłeś dokładnie w ten sposób, ale nie dało się odmówić.-powiedział Alfie i wyszedł. Chwilę później Jerome również poszedł do szkoły. Cały czas myślał o tym, że niedługo wszyscy będą w o wiele, wiele większym niebezpieczeństwie, niż jakikolwiek inny człowiek na świecie.

OK, jest rozdział. Szkoda tylko, że taki kiepski. Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo jak na razie nie mam za bardzo czasu pisać.

czwartek, 18 października 2012

Rozdział 7/Agnes


Rozdział 7
-Raczej nie chodzi o moc-powiedział Jerome
-Czemu tak sądzisz?-zapytała Amber
-Sara dała komuś swoją moc. Moc Wybranej. Jeśli ten ktoś chciałby tą moc, wziąłby ją prosto ze źródła-powiedział
-Masz rację-powiedziała Nina-ale po co mu ta moc?
Ponieważ nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie, zebranie się skończyło. 

Następnego dnia Victor, poszedł do piwnicy. Kilka tygodni wcześniej skończył robić eliksir. Wystarczyło dodać łzę złota. Jednak nadal tego nie zrobił, coś go powstrzymywało. Nie wiedział co, chociaż, nie, wiedział. Sara. Przyjaciółka z dzieciństwa, którą stracił właśnie przez ten eliksir. A ostatnio mu się śniła. Nic nie mówiła, tylko patrzyła, jakby chciała powiedzieć ,,Chodź do mnie".
Na śniadanie cała Sibuna zeszła w fatalnym nastroju. Nina nie miała kolejnego snu, a oni nie byli ani o krok bliżej, znalezienia osoby, której Sara ofiarowała moc. Po doświadczeniach z Senkharą, woleli nawet nie wiedzieć, co się stanie, jeśli nie znajdą tej osoby. Nawet Alfie stracił zapał i poprzedniej nocy nie podrzucił Victorowi bomby. W takim nastroju wszyscy poczli do szkoły. Fabian i Nina postanowili, że po lekcjach odwiedzą wujka Fabiana.
Kiedy Fabian i Nina szli zobaczyli Jaspera.
-Jasper, gdzie idziesz?-krzyknął do niego Fabian
-Do szkoły. Dyrektor postanowił otworzyć bibliotekę Forbischerów, a jako, że w tamtym roku opiekowałem się wystawą w tej bibliotece, spytał mnie czy chciałbym ją prowadzić.
-To świetnie.-powiedziała Nina i jak najszybciej odeszli. Mieli nadzieję, że w tym roku, Jasper nie zostanie wciągnięty do ich codzienności. Niestety, od wujka Fabiana, nie dowiedzieli się za wiele.
-A co jeśli nie znajdziemy tej osoby?-zapytała Amber na kolacji. Miała nadszieję, że nie powiedzą tego, co myślała.
-Głos tego nie mówił, ale obawiam się, że jest potężniejszy od Senkhary-stwierdziła Nina. Każdy wiedsział, co ma na myśli, obawiała się, że tej zagadki nie przeżyją.
-Macie jakieś pomysły?-zapytał Fabian-Komu Sara mogła ofiarować moc?
-Zapytam jej.-powiedziała Nina-W nocy, spróbuję ją przywołać i zapytam jej o to.
-A jeśli nie uda ci się jej przywołać?-odezwał się Alfie
-Wtedy będziemy mieć problem.-stwierdziła Nina i na tym spotkanie się skończyło.

-Fabian!-krzyknęła Joy
-Co chcesz?
-Pogadać. A dokładniej doradzić. Zaproś gdzieś Ninę, bo ostatnio zachowujesz się jakby ci na niej nie zależało.
-I akurat ty to zauważyłaś?
-Najwyraźniej.-stwierdziła spokojnie Joy i poszała do kuchni.
Po chwili Fabian poszedł do swojego pokoju. Nie wiedział co robić. Zależało mu na Ninie, ale świadomość, że za trzy miesiące, ona będzie na drugim końcu świata...  Nie, nie chciał myśleć o tym, co będzie. Joy miała rację, że zachowuje się jak by mu na niej nie zależało. Postanowił, że zaprosi ją na randkę. Natychmiast wstał i chciał pójść do Niny, ale coś go zatrzymało. Nie wiedział, gdzie ją zaprosić. W końcu postanowił.
Po obiedzie, gdy już uzgodnił z Alfie'm, że ten zajmie Victora, poszedł do pokoju Niny.
-Nino?-zaczął, gdy wszedł do pokoju-Czy dasz się zaprosić na randkę?
-Z wielką chęcią.-powiedziała szczęśliwa-A gdzie?
-W sekretnym gabinecie. Dziś o północy.
-Nie mogę się doczekać.-powiedziała uradowana. Fabian wyszedł z pokoju, ponieważ Amber, która podsłuchiwała, właśnie waszła i zaczęła narzekać, że jest tak mało czasu na przygotowanie Niny.

Okazało się, że Fabian był bardziej romantyczny, niż Ninie się zdawało. Przygotował romantyczną kolację ze świecami i wyznał jej miłość. Na koniec pocałował ją czule i namiętnie w usta. Ok. 3 w nocy odprowadził ją do pokoju i jeszcze raz pocałował.
Przed zaśnięciem Nina próbowała przywołać Sarę. Na szczęście udało jej się.
-Saro! Saro!-wołała Nina. Gdy zobaczyła staruszkę zapytała-Komu ofiarowałaś moc?
-Nie wiem o czym mówisz.-stwierdziła smutno Sara-Przecież mocy nie da się ofiarować.
Nina obudziła się. Siedziała na łóżku nie mogąc się ruszyć, ani odpowiedzieć na pytanie Amber ,,Co się stało?"

czwartek, 11 października 2012

Rozdział 6/Agnes


Rozdział 6
-Dobrze, skoro to już załatwione-zaczęła Nina-mamy poważniejszą sprawę. Znowu śnił mi się ten głos.
-Głos?-zdziwiła się KT. Nina opowiedziała o obydwu snach.
-Jak to ,,moc ofiarowała”?-zdziwiła się Patricia
-Nie mam pojęcia-przyznała Nina
-Może chodzi o kogoś komu Sara ufała?-zaproponował Eddie
-Może, ale nadal nie wiemy o kogo chodzi.-powiedział Fabian
-Zapytaj Sary-powiedziała Amber
-Albo poproś głos o wskazówkę.-dodał Alfie
-Spróbuję-powiedziała Nina
Na tym zebranie się skończyło i wszyscy poszli do domu. No, prawie wszyscy. Jerome został, a Amber wypadł kolczyk, więc wróciła go poszukać. Jak tylko zobaczyła Jerome’a zapytała:
-Dlaczego zerwałeś z Marą?
-Wiesz dlaczego, znudziła mi się.-powiedział i miał zamiar iść
-Jaasne.-stwierdziła Amber-Jestem ekspertką w takich sprawach i wiem, że nadal coś do niej czujesz.
-Widać nawet ekspertki czasem się mylą.-powiedział chłodno Jerome i poszedł w kierunku DA. Amber chyba dała się przekonać, bo już się nie odzywała, tylko poszła za Jeromem do domu. Po drodze wyjęła z kieszeni kolczyk.
W swoim pokoju Alfie bawił się prezentem od Niny gdy wszedł Jerome.
-Zrobimy kawał Victorowi?-zaproponował
-Jasne!-krzyknął szczęśliwy Alfie. Już myślał, że to on będzie musiał to zaproponować.
-Dobra, a jaki?
-Możemy podrzucić mu to!-powiedział Alfie podnosząc do góry coś, co wyglądało jak mini bomba.
-Dobrze, ale co to jest?
-Coś jak bomba, tylko w środku jest śmierdzący gaz.
-Super! A teraz tylko kiedy to zrobić?
-Jak Victor uśnie. Zdążymy uciec.
-OK-powiedział tylko Jerome
W tym czasie Nina odrabiała lekcje i myślała nad tym, kogo może ten głos szukać. I dlaczego. Pół godziny później przyszła KT i Nina opowiedziała jej o poszukiwaniach kielicha i maski.
Po kolacji odbyło się spotkanie Sibuny.
-Czy ktoś podejrzewa o kogo może chodzić?-zapytała Nina. Nikt się nie odezwał.
-Pomyślmy-zaczął Fabian-z kim przyjaźniła się Sara?
-Z Rufusem?-zaproponowała Amber
-Rufus był jej Osirianem, więc to raczej nie on.-powiedziała Patricia. Ponieważ nikt na nic nie wpadł, a Viktor powiedział swój tekst, każdy poszedł do swojego pokoju.
Po północy Jerome i Alfie wyszli z pokoju i podrzucili do gabinetu Victora bombę. Gdy Victor poruszył się, uciekli.
Nina miała sen.
-Masz go znaleźć!!
-Ale ja nie wiem kogo!-krzyczała Nina
-Znajdź tego, któremu…
-Któremu Sara moc ofiarowała. Tak wiem, ale nie wiem kto to jest! Pomóż mi!
-Przyjacielem waszym nie jest, lecz wrogiem też nie.-usłyszała Nina i się obudziła.
Na śniadaniu, opowiedziała wszystkim swój sen. Właśnie skończyła, gdy na śniadanie zeszła Mara. Jerome spojrzał na nią, wstał od stołu i wyszedł.
-A temu co?-zapytała niby niedbale Mara
-Nie mam pojęcia.-stwierdził Alfie-ale wiem, że miałaś nie iść jeszcze do szkoły.
-I nie idę. Przyszłam tylko na śniadanie.
Na francuski przyszła szczęśliwa (i spóźniona) Amber.
-Przepraszam za spóźnienie. Czy mogę coś ogłosić?-zapytała, a gdy nauczycielka kiwnęła głową powiedziała-3 października odbędzie się bal. Głosowanie na temat przewodni odbędzie się w poniedziałek.
Po lekcjach w pokoju Niny i Amber odbyło się zebranie Sibuny.
-Na śniadaniu powiedziałam wam, ze miałam sen, ale nie dowiedzieliście się o najważniejszym. Ten głos powiedział, że ta osoba przyjacielem naszym nie jest, ale wrogiem też nie.
-Jak to?-zdziwił się Fabian
 -Może chodziło o to, że go znamy i tyle. Nie rozmawiamy, nie rywalizujemy ani nic takiego.-powiedział Jerome.
-Możliwe, ale ten ktoś musi być od nas starszy-zauważył Fabian
-Faktycznie, może ten ktoś podpowie ci coś jeszcze.-powiedziała Amber do Niny
-Miejmy nadzieję. A tak właściwie, to jak myślicie dlaczego ten ktoś chce tego kogoś?-zapytała Nina
-Raczej nie chodzi o moc-powiedział Jerome.

Ponieważ nie mogę dokończyć rozdziału 7, możliwe, że za tydzień się nie pojawi, lub będzie bardzo, bardzo krótki.

czwartek, 4 października 2012

Rozdział 15 "Rozmowa"/ Deenie

-ALE MARO!! JEROME NIE JEST TWOIM CHŁOPAKIEM!!-krzyczała Patricia.
-NIE MOŻESZ KOMUŚ UKRAŚĆ CHŁOPAKA!-wykrzyczała Joy.
-CISZEJ TAM!!-krzyknął Victor z gabinetu, a kłótnia dziewczyn była ciszsza i dlatego Liz podeszła pod drzwi.
-Ooo, serio Joy? A jak ty chciałaś ukraść Fabiana Ninie to było dobrze?
-Nie, ale ja swój błąd zrozumiałam. Potem Jerome i Liz Cię znienawidzą.
-A co ma Liz do tego?
-Nie ważne. Ale wiem jedno. On...
-On co?
-Jest...nie ważne. Zostaw go po prostu w spokoju.
-To jest tylko i wyłącznie moja sprawa.
-Wiesz, co gadać mi się z tobą nie chce- powiedziały jednocześnie Patricia i Joy i wróciły do tego co wcześniej robiły, a Lizzie wróciła do swojego i Amber pokoju.
Od razu położyła się do łóżka, w celu pójścia spania, jednak nie potrafiła.Długo myślała nad tym, co usłyszała, a po jakieś 1 godzinie sen sam przyszedł.
Od rana trwały przygotowania do balu. Liz nawet nie miała kiedy zapytać się Joy i Patricii o ich wczorajszą kłótnię z Marą. W wolnych chwilach, Sibuna zajmowała się swoimi sprawami, bo w końcu musieli się dowiedzieć o co chodzi Senkharze i dlaczego Vera ich śledzi.W końcu w czasie gdy Amber przygotowywała się do balu, Lizzie zapytała Patricię o jej kłótnię z Marą.
-Patricio, czy ty wczoraj się kłóciłaś z Marą?
-Ta, strasznie mnie wkurzyła.A skąd to wiesz?
-Słyszałam wasze krzyki.
-Aha.
-A o co poszło?
-O....o...o...
-Mogę się dowiedzieć?
-A coś zrozumiałaś z naszych...krzyków?
-Nie.Dlatego pytam. Gdybym zrozumiała, to bym nie pytała przecież.
-O bal.
-O bal?
-Tak. Kłóciłyśmy się o suknie, jakie wybrać.
-Okej.Poważnie się pokłóciłyście?
-Tak, na razie się do siebie nie odzywamy.
-O suknie się tak bardzo pokłóciłyście?
-Jeszcze o coś, czym Mara tak nagle wyskoczyła.
-Co to było?
-Zwykła pierdoła.
-Może ta pierdoła ją uraziłą, czy coś.
-Może.
-To...co to było?
-To była taka mała pierdoła,że już zapomniałam.
-Czasami się tak zdarza.
-Ale co?
-Że są takie małe pierdoły,że aż się o nich zapomina.
-Tak, a jak są te ważniejsze to i tak się zapomina.
-Ale powiedzmy,że np. Eddie powie tobie coś głupiego i praktycznie nieważnego, ale ty to zapamiętasz, bo to Cię uraziło. I wtedy zapamiętasz, a to jest taka sama pierdoła, taka jak ta, o którą się pokłóciłaś, ale ta kłótnia Cię nie uraziła tak bardzo jak to co powiedział Eddie. Ale on nic nie powiedział, jak coś.
-Aaaaa...
-Tak zakładam.
-Będziesz dobrą filizofkom.
-Och. Nienawidzę filozofii.
-Dlaczego?
-W ogóle co to jest? Siedzisz i rozmyślasz! Bez sensu.
-Oczywiśćie.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Tak??
-Jak tam...
-Eddie?
-Skąd wiedziałaś?To zazwyczaj ja wiem kto chce coś zrobić i kto chce coś powiedzieć. Dziwnie się czuję.
-No bo wiesz...Każdy mnie pyta o Eddie'go.
-Bo to była trochę afera. Nie trochę. To byłą największa afera od rozpoczęcia roku szkolnego. Ta pierwsza...
-Jeszcze napisałaś o tym na stronie szkolnej.
-Oj weźźź.....
-Ale twoje artykuły są super. Lepsze i o wieeele ciekawsze od Mary.
-Serio? To bardzo miłe...Ja Cię wyczułam...
-Wyczułaś?
-Tak. Po prostu chcesz zejść z tematu Eddie'go. Ale ja tak łatwo się nie dam.
-Dobra, wyczułaś mnie. Po prostu ten "temat" jest jeszcze dla mnie bolesny.To się stało całkiem niedawno.
-Ponad miesiąc temu. Przypominam,że jest listopad. Mniej więcej dlatego bal ma tytuł"Powitanie Jesieni". Eeeejjj..
-Co?
-Ja mam 19 listopada urodziny*.
-O. To wszystkiego najleszego. Masz takie wcześniejsze życzenia.
-Jezu. Ile Amber siedzi w tej łazience?
-Długo.
-Ja też się muszę wyszykować.
-Ale to przecież Amber Cię przyszykuje.
-Jej lamentowanie słyszałam wczoraj wieczorem.
-JUŻ JESTEM!!-krzyknęła Amber wchodząc do pokoju.
-Musisz tak krzyczeć blondynko?- zapytała Patricia?
-Tak muszę. Dobra, teraz Liz i Pat. Zrobię was dwie naraz. Mam kolejne wyzwanie!
-Dobra, już idziemy.


****************************************************************************

ŻE HEJ!

Tak, wiem, wiem,że długo nie piszę, ale muszę czytać "Tunele". To ma 500 stron. Czy ktoś to czytał?
Y=Tak poza tym, to dużo ostatnio się u mnie dzieje,od dzisiaj są karuzele i trwają do poniedziałku, będą stragany i jutro jest festyn na przedszkolu, a za trzy dni u mnie w szkole. Na dodatek musiałam uzupełniać moje zaległości w szkole. Też korzystam jeszcze z pogody, wczoraj np.byłam w koleżankami w maku. Tak, wiem dziwnie pisze. Jeszcze muszę się opiekować moimi kuzynkami(jedna ma 3 lata, a druga rok). A z innej beczki. U nas w mieście ostatnio same tragedie się dzieją. Ostatnio był na Piastowskiej był pożąr i jeden gość się spalił. Potem obok macdonalda też był pożąr i dach się spalił. I jeszcze tego samego dnia był kolejny pożąr na Koniakowskiej. I jeszcze tego samego dnia kobieta wpadła pod auto. A to już nie wiem , którego dnia, ale jakiś mężczyzna wpadł pod auto. Wiem o tym,bo to był ojciec najlepszej przyjaciółki naszje katechetki i jeszcze mama mojej koleżanki przy tym była jak wychodziłą z tramwaju. Ta baba, co przejechałą tego mężczyznę, to jechała na światłach. A tą kobietę co przejechało, to była jej wina, bo sama biegła przez samochody. Czyli ludzka głupota jednak nie zna granic. Cóż, takie życie, ale nigdy tak jeszcze u nas nie było.Dobra, ja już konczę, bo tylko was zamęczam moim długimi wypowiedziami. Także, na razie.


Do następnego rozdziału!!


Trixie :******

Rozdział 5/Agnes



Rozdział 5
-Więc po kolei-zaczęła Amber-Jerome jesteś tu tylko dlatego, ze pewnie i tak się wplączesz, a jak będziesz z nami, to przynajmniej nie będziesz przeszkadzał.
-Jakie to miłe.-powiedział sarkastycznie Jerome
-Nie spotkaliśmy się tu po to-powiedziała Nina-chodzi o Marę. O to co powiedziała.
-Ale przecież ona nie pamiętała co się stało, zanim zemdlała-powiedziała Joy
-Pamiętała, przecież nam opowiadała.-zaprzeczył Eddie-Przyszła do tego pokoju bo usłyszała hałas. Zastała tu mężczyznę, a kiedy te spojrzał jej w oczy straciła przytomność.
-Wcale nie-powiedziała Patricia-powiedziała, że nie pamięta co się stało.
-Ja chyba widziałem tego mężczyznę-wtrącił Jerome. Nie było to prawdą, bo słyszał tylko jego głos, ale wiedział, że jeśli nie będą o nim wiedzieli, może stać się coś złego.
-Kiedy?-zapytał  Fabian
-Jak tylko wróciłem. Wszyscy byliście u Mary, a on… widziałem go pół sekundy. Mówił coś.
-Co?-tym razem zapytała Nina
-Nie wiem-przyznał-to były bardzo dziwne słowa, nie potrafię ich powtórzyć.
-Może to sprawiło, że zapomnieliście o tym, co powiedziała Mara.-zaczęła Nina-Ale w takim razie dlaczego ja i Eddie pamiętamy?
-Ty jesteś wybraną, a Eddie twoim Osirianem, może to ma jakiś związek.-zaproponowała Joy.
Wszyscy zastanawiali się przez chwilę, ale nic nie wymyślili. W końcu odezwała się Nina.
-To faktycznie może mieć jakiś związek. Ale jest jeszcze jedna sprawa którą chciałam z wami omówić. Chodzi o to, czy powinniśmy przyjąć KT do Sibuny.
-A mówiłaś jej o zagadkach?-zapytał Alfie
-Nie, ale to moja przyjaciółka, dobrze mnie zna, więc…
-Powinniśmy ją przyjąć.-powiedziała Patricia-zgadzacie się?-wszyscy pokiwali głowami. Na tym spotkanie się skończyło. Nina i Amber poszły do KT i opowiedziały o Sibunie. Zdecydowały, że zaprzysiężenie odbędzie się następnego dnia po południu.
W nocy Nina miała sen.
-Znalazłaś go?
-Ale kogo?-pytała Nina
-Tego któremu twoja poprzedniczka moc ofiarowała!
-Sara? Ale jak to moc ofiarowała?
-To nie jest ważne! Mosz go znaleźć!-Nina obudziła się z krzykiem na ustach.
W tym czasie również Alfie się obudził, jednak powodem, było coś innego. Zapalił światło i spojrzał na łóżko Jerome’a. Znowu jakiś sen. Odkąd pierwszy raz spali w jednym pokoju, co kilka tygodni Jerome miał takie sny. Ten jednak był inny. Alfie podszedł do przyjaciela i spróbował go obudzić. Po kilku minutach udało się.
-Co się stało?-zapytał Jerome po dłuższej chwili.
-Miałeś koszmar, gadałeś przez sen i spać człowiekowi nie dałeś.-wyjaśnił Alfie.
-Aaaa… Już nie pamiętam o czym-powiedział Jerome
-Kłamiesz.-stwierdził Alfie. Wrócił do swojego łózka i zgasił światło.-Jeśli nie chcesz mówić, nie musisz.
Jerome patrzył się przed siebie, ale, ponieważ był ciemno, Alfie tego nie widział.
-Pewna niebezpieczna osoba mnie szuka.-powiedział cicho po chwili wachania
-Rufus?-palnął bez zastanowienia Alfie.
-Rufus jest w egipskim piekle, nie pamiętasz?-powiedział Jerome
-Fakt
-Ten ktoś jest milion razy bardziej niebezpieczny.
-Rozumiem, że nie masz zamiaru mówić kto.-powiedział Alfie, a po chwili zapytał-To dlatego rzuciłeś Marę?-Jerome nie odzywał się, ale Alfie i tak znał już odpowiedź.
Jerome nie mógł usnąć. Nad ranem przyszło mu coś do głowy, ale miał nadzieję, że to tylko wymysł. Nawet ON nie może wyciągnąć Rufusa.-uspokajał się.
Na śniadaniu Mara się nie pojawiła, a Amber oznajmiła całej Sibunie, że Nina miała kolejny sen.
-Spotkanie po szkole przy wypalonym drzewie. Przy okazji KT dołączy do Sibuny.-powiedziała Nina
-Przecież Eddie, Jerome i Joy nie składali przysięgi.-przypomniała sobie Amber
-Masz rację-powiedziała Patricia-Eddie, Jerome, Joy na zebranie przynieście coś, co ma dla was dużą wartość.
-Po co?-zapytał Eddie
-Każdy członek Sibuny musi wrzucić do ognia taką rzecz. Na dowód, że naprawdę zależy mu na tym co robimy.-wytłumaczyła Amber.
W szkole Alfie wygłupiał się, a Jerome zastanawiał się jak on to robi. Wygłupia się, gada o kosmitach, ale kiedy trzeba, potrafi być poważny. Patrząc na Alfie’go w tej chwili trudno uwierzyć, że to ten sam Alfie, któremu w nocy zdradził przyczynę koszmarów.
Po lekcjach Jerome, Eddie , Joy i KT wskoczyli do domu po (kolejno): list, płytę, zdjęcie i zdjęcie. Gdy Jerome wychodził zobaczył Marę. Wyglądała jakby dopiero się obudziła. Schodząc po schodach, nawet na niego nie spojrzała.
Gdy przy wypalonym drzewie zebrali się wszyscy, a Fabian rozpalił ogień, Eddie, Jerome, KT i Joy po kolei wypowiadali słowa przysięgi wrzucając do ognia to, co przynieśli.

Nie mam za bardzo czasu czytać dziś notek na tym blogu, ale na pewno odrobię straty:) Dzisiaj sprubuję dokończyć 7 rozdział. Dostęp do internetu mam raz w tygodniu, w czwartek i właśnie tego dnia będą pojawiały się rozdziały.

czwartek, 27 września 2012

Rozdział 4/Agnes+info

Najpierw info. Wyjeżdżam na miesiąc do sanatorium. Jeśli będę miała dostęp do internetu to tylko na informatyce, więc notki raczej nie będą się pojawiały. Chyba, że napisałam kilka na zapas i będę co tydzień dodawała, ale nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. Jak na razie napisałam do 6 i początek 7. To tyle jeśli chodzi o info, a teraz rozdział:


Rozdział 4
-Jak on mógł zrobić coś takiego?-powiedziała nagle Amber. Wszyscy wiedzieli o kogo jej chodzi. W końcu nikt nie myślał o niczym innym. Ale ponieważ nikt nie znał odpowiedzi na pytanie Amber, Eddie postanowił zmienić temat.
-Miałaś sen?-zapytał Niny
-Nie-odpowiedziała-i mam nadzieję, że tak zostanie.
W tym czasie w DA Mara przestała płakać.
-Niech zobaczy co stracił-powiedziała do siebie i zaczęła przeszukiwać szafę. Jednak po godzinie zdecydowała, że Amber jest niezbędna. Nagle zobaczyła coś w lustrze. Jakiegoś człowieka który stał za nią. Natychmiast spojrzała za siebie, ale nic nie zobaczyła. Spojrzała w lustro, ale zobaczyła tylko siebie. Była pewna, że jej się przewidziało, w końcu całą noc nie spała. Poszła do łazienki, przepłukała twarz wodą i wróciła do pokoju. Położyła się i zamknęła oczy. Nagle usłyszała hałas dochodzący z pokoju Niny i Amber. Poszła tam, gdy otworzyła drzwi zobaczyła mężczyznę. Tego samego, którego kilka minut wcześniej zauważyła w lustrze. Mężczyzna spojrzał jej w oczy. Mara stała sparaliżowana jego wzrokiem, a kilka sekund później leżała nieprzytomna na podłodze. Mężczyzna zaniósł ją do pokoju i położył na łóżko.

 Po lekcjach Jerome poszedł do lasu. Nie chciał wracać do domu, nie chciał słuchać jak wszyscy o nim gadają. A co najważniejsze: nie chciał zobaczyć Mary. Siadł na jakimś pieńku i zamknął oczy. Siedział tak przez kilka minut.
-Co się stało?-usłyszał głos Eddie’go
-A jak ci się wydaje?-warknął Jerome
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Wiesz dlaczego.
-Ale musiałeś robić to w ten sposób?
-Tak-powiedział Jerome po chwili i poszedł w kierunku domu. W końcu i tak będzie musiał tam pójść. A poza tym, nie chciał rozmawiać o tym. Zwłaszcza z Eddim, głównie dlatego, że ten wiedział dlaczego to zrobił.
-Chcieli cię wykluczyć z Sibuny-powiedział nagle Eddie. Jerome odwrócił się i spojrzał mu w oczy.
-Nigdy w niej nie byłem, ale pamiętaj, jeśli coś się…-Eddie przerwał mu w pół słowa
-Alfie ich przekonał, nie wiem jak, ale Nina powiedziała, że jeśli będzie się coś działo, to cię zawiadomią.
-Co? Przekonał ich?
-Jakimś cudem. Ja idę do domu, a ty rób co chcesz, tylko nie przychodź w ciągu następnych 15 minut.
-Czemu?
-Mara jest nieprzytomna. Pewnie przez NIEGO. Udało mi się przekonać Poppy, żeby wyszła.-powiedział Eddie. Jerome wiedział o co chodzi i do DA przyszedł dopiero pół godziny później.
Chwilę przed przyjściem Jerome’a Mara się obudziła.
-Co się stało?-zapytała Mara-Co ja tu robię?
-Straciłaś przytomność.-odpowiedziała jej Trudy.-Co ostatnie pamiętasz?
-Ja poszłam do pokoju Amber i Niny, bo usłyszałam jakiś hałas. Był tam jakiś mężczyzna, gdy spojrzał mi w oczy straciłam przytomność.-opowiadała Mara. W tej chwili do domu wszedł Jerome. Ponieważ Mara była w swoim pokoju nie słyszał tego. Usłyszał za to ciche słowa mężczyzny, którego nie było widać. Jerome pobiegł na górę. Wszyscy patrzyli przed siebie niewidzącym wzrokiem. Upewnił się, że nic nikomu się nie stało i wyszedł z pokoju. Poszedł do siebie i zadzwonił.
-Tato, tu Jerome.
-O co chodzi?-usłyszał głos dobrze znany głos
-To nie ON, nie osobiście. Jestem tego pewien.
-To dobrze.
-Właśnie nie. To jest ktoś kogo tu przysłał z innego powodu. Na pewno nie z mojego. A przynajmniej ten ktoś jest tego pewien. Nie odważyłby się tu przyjść, gdyby wiedział o wszystkim.
-Nie wiem co robić-przyznał pan Clarke.
-Ja też, muszę kończyć-powiedział Jerome się rozłączył. Po chwili do pokoju wszedł Alfie.
-Jerome-zaczął-co cię napadło?
-O co ci chodzi?-zapytał zdziwiony blondyn. Naprawdę nie wiedział o co mu chodzi.
-Zerwałeś z Marą, mimo, że ją kochasz.
-Nie kocham jej-powiedział twardo Jerome-chciałem z nią chodzić, bo była niedostępna, a teraz po prostu mi się znudziła.
-I dlatego w nocy ją przepraszasz, mówisz, że musisz ją chronić, i że ją kochasz?
-Tak się składa, że w nocy to ja śpię, a jeśli ty wolisz myśleć o kosmitach, to twoja sprawa, że masz zwidy.-powiedział Jerome. Nie miał pojęcia, że mówi przez sen.
-Ostatnio coraz mniej myślę o kosmitach. W końcu jeśli będziemy o nich za dużo wiedzieli mogą się przestraszyć, że ich atak się nie uda i…-mówił Alfie, ale Jerome przerwał mu
-Posłuchaj, nie kocham Mary, a nawet jeśli byłoby inaczej, to nie byłaby twoja sprawa.
-Czyli naprawdę zależy ci na niej-powiedział zadowolony Alfie-Jeśli nie chcesz nikt się nie dowie, ale mi możesz powiedzieć.
Jerome nie odzywał się. Wiedział, że Alfie’go nie przekona. I znał go na tyle, żeby wiedzieć, że nikt się nie dowie. Jeśli trzeba, Alfie potrafił dochować tajemnicy.
Do pokoju wpadła Amber i podała coś Alfi’emu, który od razu rozwinął i przeczytał.
-Spotkanie, chodź-powiedział do niego i wyszedł. Kilka sekund później wrócił.-Rusz się.
Jerome wstał i poszedł za nim. W pokoju Amber i Niny czekała już cała Sibuna.

środa, 26 września 2012

14 rozdział "Kłótnia"/ Deenie

Rozdział 14 "Kłótnia"

-Amber, co się stało?- zapytała Liz wbiegając do ich pokoju.
-Właśnie sobie uświadomiłam,że jutro jest bal!!-krzynknęła przerażona blondynka.
-Oj, Amber...
-No co? Przeciez to jest ważne..
-Ale ja myślałam,że się Tobie coś stało!
-No to twoja wina,że tak myślałaś. Z innej beczki. Zapytałam Sweeta jak zorganizujemy bal, a on powiedział,że jutro nie będziemy się uczyć, bo wcześniej nie przygotowywaliśmy sali.Także będzie dzień bez nauki, ale jak my pogodzimy te wszystkie przygotowania? Przecież moja fryzura zajmie długo, tak samo moja sukienka. Dobrze,że kupiłam już sukienkę. I jeszcze Ciebie będę musiała przygotować. Za dużo tego...- lamentowała Amber.
-Ambs,ale po co mnie przygotowywać będziesz?
-Przecież nie pozwolę,żeby moja przyjaciółka się zbłaźniła.A teraz przepraszam, ale muszę się wyspać.
-A co ze spotkaniem Sibuny? Ma być pół godziny po tekście Victora, a to zaraz....
-To je odwołaj! Muszę się wyspać,żeby wyglądała super na balu, a żadna Senkahra, czy Vera mi w tym nie przeszkodzi- powiedziała Amber i zakładając opaskę na oczy , położyła się do łóżka.
-Dobra to ja powiem chłopakom i Patricii- powiedział Lizzie i wyszła z pokoju.Najpierw skierowała się do pokoju Fabiana i Eddiego. Będzie znowu musiała wymyślić jakąś wymówkę,żeby wyciągnąć Fabiana bez Eddiego, bo ostatnio Eddie zrobił się bardzo podejrzliwy. Wymyśliła to:
-Fabian, Victor Cię prosi na chwilę- powiedizał Lizi wyszła z pokoju, a za nią Fabian.Na początku Fabe's naprawdę myślał,że Victor go wzywa.
-O co chodzi Victorowi?-pytał.
-Fabian, to była wymówka,żebyś z pokoju wyszedł bez Eddiego- wyjaśniała Lizzie.
-Aaaaaa..A to co ja powiem Eddie'mu jeżeli zapyta, o co chodziło Victorowi?
-Że ma być u was w pokoju ciszej. A teraz inna sprawa. Dzisiaj w nocy nie będzie spotkania Sibuny.
-Dlaczego?
-Amber musi się wyspać, bo jutro bal...
-No tak, to było do przewidzenia...
-Dobra, ja teraz powiem to Jeromowi i Alfie'mu- powiedziała Liz i odeszła w kierunku pokojów chłopaków.
-Hej, dzisiaj nie będzie spotkania Sibuny- powiedziała wchodząc. Niestety w pokoju siedziała Mara.
-Spotkania czego?
-Yyyyyy...SIBABU!
-Co?
-Tak.Nina...ona zanim wyjechała...wymyśliła taki klub Sibabu.
-Przecież to slag Amerykański..
-Tak, ale Nina chciała mieć taki klub i go teraz go odwowała.
-Aha. Dobra, to ja lecę. Pa Jerome i jeszcze raz bardzooo Ci dziękuję- powiedziała Mara, pocałowała Jeroma w policzek i szybko wyszła z pokoju.
-Dzisiaj nie ma spotkania Sibuny- powtórzyła Liz i wyszła z pokoju.
-Hej, Liz!-zawował ją Jerome wybiegając z pokoju.
-Co?
-Obraziłaś się?
-Nie, dlaczego tak sądzisz?
-Bo tak szybko wyszłaś.
-Wiesz, muszę to jeszcze powiedzieć Patricii i przygotować się do spania, a zaraz będzie tekst Victora...
-Aha. Już myślałem,że jesteś zazdrosna..
-A o co?
-O to,że Mara mnie pocałowała z policzek.
-A tak z innej beczki. Co ona u Ciebie robiła?
-Nie mam zielonego pojęcia. Kiedy tam weszłem, ona tam już była i chwilę później ty weszłaś i sam nie wiem za co mi podziękowała.
-Dobra, to ja już idę- powiedziała Liz i poszła na górę. Na korytarzu spotkała Fabiana, któy powiedział,że powiedział już Patricii, i żeby lepiej uważać, bo zaczęły się kłócić. Lizzie by nie podsłuchała, o co się kłócą, ale je słucha przykuło jedno zdanie:
-ALE MARO! JEROME NIE JEST TWOIM CHŁOPAKIEM!!!



******************************************************************


Dodaję jeszcze rozdział, przed moją nieobecnością, trochę którki, ale dzisiaj nie był dodany żądny rozdział ani scenariusz, także macie. I zmieniam termin, w którym przyjadą siostry Zayna, będzie to po balu, ale więcej szczegółów nie zdradzę.


Deenie <3