czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 20/Agnes


Rozdział 20
-Więc...-Mara patrzyła na chłopaka nie wiedząc co ma robić-Twierdzisz, że jesteś... jakimś pół-bogiem, a twoim ojcem jest Anubis? Tak?-Jerome wbił wzrok w podłogę i pokiwał głową.
-Mara, wiem, że wydaje ci się to dziwne, ale...
-Posłuchaj!-warknęła przerywając mu-Miałeś mi wytłumaczyć dlaczego ze mną zerwałeś, a nie opowiadać jakieś bajeczki!-wstała i rzucając mu wściekłe spojrzenie odwróciła się. Ruszyła w kierunku drzwi, ale po pierwszym kroku przed nią zmaterializowała się jakaś postać. Mężczyzna. Dziewczyna spojrzała na jego twarz, a po chwili zemdlała. Jerome podbiegł do niej, wziął na ręce i położył na łóżko.
-Naprawdę musiałeś przebrać się za tego lekarza?
-Tak.-Seth uśmiechnął się. Clarke stwierdził, że nikt nie może zaprzeczyć, że zachowuje się jak dziecko. Spojrzał na Marę, a po chwili namysłu przyłożył jej rękę do czoła i wyszeptał kilka słów.
-Zaraz się obudzi. Czy... klątwa Anubisa na pewno jest zdjęta?
-Mam taką nadzieję.-Seth spoważniał-Ale obawiam się, że przez to zdarzenie, Anubis będzie mógł łatwiej...
-Rozumiem. Możesz zrobić coś, żeby zostawił nas w spokoju?-Jerome wydawał się zrezygnowany. Do tej pory myślał, że jakoś sobie poradzi, ale patrząc na to, jaka Mara jest słaba zdecydował, że będzie potrzebował pomocy.-Gdyby chodziło tylko o mnie nie poprosiłbym cię o to... Ale Poppy, Mara, Alfie... praktycznie wszyscy są w niebezpieczeństwie przeze mnie. 
-Może...-Seth zastanowił się-Może uda mi się wymóc na nim obietnicę, że ani osobiście, ani przez pośrednika nie skrzywdzi ciebie, ani twoich przyjaciół. 
-Złoży taką obietnicę?
-Tak, w końcu... O Maro, obudziłaś się, jak się czujesz?
-Miałam dziwny sen. Jerome twierdził, że jest synem Anubisa, a pan pojawił się znikąd. 
-Ooo...-Serh uśmiechnął się-To nie był sen. Dokładnie tak było. Jerome coś tam ci wyjaśnił, ale ponieważ nie wierzyłaś... no cóż przyszedłem z pomocą. 
-Obaj sobie ze mnie żartujecie.-stwierdziła Jaffray
-Zapytaj kogokolwiek z mieszkańców domu... z wyjątkiem Victora i Trudy, oni o niczym nie wiedzą. 
-Posłuchajcie, to jest jakiś głupi żart. Nie mam zamiaru dłużej tego słuchać. 
-Tata też wie.-powiedział Jerome cicho
-Anubis? A co jego też zaprosiłeś?-zapytała ironicznie dziewczyna
-Anubis jest moim ojcem tylko w sensie biologicznym. Nienawidzę go. 
-Kręcisz Jerome. 
-Dlaczego tak uważasz?-Clarke postanowił wysłuchać, co według niej nie trzyma się kupy.
-Nie chciałeś utrzymywać kontaktów ze swoim ojcem, a kiedy okazało się, że jest w więzieniu nie chciałeś go odwiedzić. Jednak  kiedy tam poszliśmy mówiłeś do niego ,,tato". Skoro, jak twierdzisz, nie był twoim biologicznym ojcem dlaczego nie mówiłeś do niego... chociażby po imieniu?
-Ja... Chciałem o nich zapomnieć. Nie tylko o jednym. O obu. Ale... Anubisa szczerze nienawidziłem i bałem się go. 
-A pa.. Johna?-Mara i Jerome prawie uśmiechnęli się na wspomnienie, kiedy pan Clarke powiedział Marze, żeby mówiła do niego po imieniu. 
-No cóż... jego tylko się bałem.-przyznał chłopak-No i byłem mu wdzięczny...-dodał tak cicho, że gdyby Mara nie siedziała tak blisko, pewnie by nic nie usłyszała.
-Jak to?-zdziwiła się
-Wmówił Anubisowi, że Poppy jest jego córką. Kiedy jeszcze mama była w ciąży kazał mi uczyć się ukrywać swoją moc... A jak już się urodziła, od razu zabrał mnie do szpitala. Kazał mi ukryć moc Poppy. Nawet nie wyjaśnił dlaczego. W sumie nie musiał...
-Skoro byłeś mu wdzięczny, to czemu nie chciałeś się z nim zobaczyć? I czemu nie chciałeś, żeby Poppy się z nim widziała?
-Bałem się go.-Jerome utkwił wzrok w podłodze, a Mara rozejrzała się. Nie była w stanie na niego patrzeć, wydawał się taki przygnębiony. Zanim Clarke zaczął kolejne zdanie, Jaffray zauważyła, że lekarz gdzieś zniknął-Kiedy byłem mały on... często pił... dużo pił. Nie chciał, żebym używał mocy, ale byłem dzieckiem i nie umiałem tego opanować, więc się wściekał. 
-Bił cię?-Mara chcąc nie chcąc zaczynała wierzyć byłemu chłopakowi
-Czasami.-przyznał-Ale wtedy zawsze był inny. A potem robił to coraz rzadziej, w końcu przestał. Mnie mama wysyłała do Anubisa, a on chodził na terapię. Całkiem przestał pić, kiedy mama zaszła w ciąże...
-Byłeś wtedy bardzo mały, a pamiętasz wszystko ze szczegółami.-zauważyła dziewczyna
-Jedna z niewielu zalet odziedziczonych po Anubisie. -uśmiechnął się blado-Ale wracając... przestał pić kiedy mama zaszła w ciąże. Podejrzewał, że go zdradza, bo... wyprowadził się od nas na kilka miesięcy. Wprawdzie odwiedzał mnie, przynosił prezenty...chciał, żebym zapomniał to co było wcześniej, ale... rozumiesz.-Mara kiwnęła głową-No i był zły. Chciał znowu zacząć pić, ale mama powiedziała mu, że ojcem dziecka jest Anubis. Na początku był zły, ale mniej niż na początku. Rozumiał. Kiedy się uspokoił kazał mi nauczyć się ukrywać moc... mówiłem to już. 
-No dobra, to wyjaśniłeś. Ehh... miałam jeszcze inne pytania, ale wyleciały mi z głowy. Chociaż, mam jedno. Mówiliście, że ta śpiączka była wywołana przez Anubisa.
-Tak. On przysłał to kogoś. Wydaje mi się, że jak zemdlałaś za pierwszym razem, to był przypadek. Wysłał tu kogoś, żeby się rozejrzał czy coś, a ty byłaś w domu i go zauważyłaś.
-Nie przypominam sobie, żebym kogokolwiek wtedy widziała. 
-Jeśli chcesz, mogę sprawić, żebyś sobie przypomniała.
-Jeśli ci się uda, to ci uwierzę.-powiedziała Jaffray zdecydowanie. 
-OK, połóż się. Zamknij oczy.-kiedy dziewczyna wykonała polecenia Jerome przyłożył dłonie do jej skroni i wymruczał kilka słów. Kiedy skończył oderwał od niej ręce i przysiadł w rogu łóżka. Po 15 minutach Mara otworzyła oczy.
-OK, wierzę ci. -powiedziała, a chłopak się uśmiechnął-Ale nie mam zamiaru z tobą chodzić.
-Jak to?-zdziwił się-Przecież...
-Wierzę ci, i nawet wybaczyłam to zerwanie. Chodzi o to, że nie zaufałeś mi dostatecznie, żeby to wszystko powiedzieć. Zrozum.
-Ale...-Jerome nie mógł w to uwierzyć. Jak zwykle wybrał gorsze rozwiązanie-A jeśli udowodnię ci, że ci ufam i, że ty możesz mi zaufać?
-Mam nadzieję, że ci się uda.-uśmiechnęła się do niego.-Posłuchaj Jerome. Kocham Cię. Jak nikogo innego. Więc lepiej się postaraj.-Mara pocałowała go w policzek i wyszła z pokoju.


Hej, wróciłam! Ale to pewnie zauważyliście... Więc tak, z następnym rozdziałem nie czekam na fluffy i pojawi się on za dwa lub trzy tygodnie. Zależy kiedy się z nim wyrobię. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie więcej niż 2 komentarze :)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 19/Agnes

Zanim przejdę do rozdziału, chciałabym zawiadomić, że kolejny rozdział pojawi się dopiero po notce fluffy. Ostatni scenariusz napisałaś pod koniec stycznia, a teraz jest początek kwietnia. Mam nadzieję, że nie chcesz zostawić tego bloga.

Rozdział 19
Kolejny dzień wszystkim minął szybko. Wieczorem Jerome zastanawiał się, jak powiedzieć o wszystkim Marze.
-Alfie, śpisz?-zapytał cicho
-Tak.-usłyszał z sąsiedniego łóżka
-Aha... Jak ja mam to wytłumaczyć Marze?
-Może... najpierw jej to opowiedz, potem coś tam pokarz i módl się, żeby ci uwierzyła... Albo poproś Setha o pomoc. On fajnie twarz zmienia. Jestem pewien, że po czymś takim ci uwierzy.
-Może.-stwierdził Clarke i chciał jeszcze o coś zapytać, ale dobiegło do niego ciche pochrapywanie. Nie chciał budzić przyjaciela, za to spróbował zasnąć. Udało mu się to ok. 5 nad ranem.

-Victor, albo wasze życie, wybieraj.-usłyszała Nina i obudziła się z krzykiem
-Co się stało?-zapytała od razu Amber, którą obudził krzyk przyjaciółki.
-Mam dać mu Victora...-zaczęła Martin, ale już po chwili płakała. Dopiero po kilkunastu minutach się uspokoiła-Mam dać mu Victora, albo nas zabije. Wszystkich. Co mam robić?
-Nie martw się.-Amber przytuliła przyjaciółkę-Wymyślimy coś, jak zwykle.
Na śniadaniu wybrana opowiedziała Sibunie o śnie. Nie wiedzieli co robić.
-Hej!-Jerome w dziwnie wesołym nastroju siadł na swoje miejsce.
-Hej.-Eddie spojrzał na chłopaka, a po chwili dodał-Nina miała wizję.
-Jaką?
-Tamten głos powiedział, że albo damy mu Victora, albo... nas zabije.-powiedziała cicho Joy
-Nic nie może wam zrobić.-Clarke brzmiał pewnie, ale przyjaciele spojrzeli na niego pytająco-Seth nałożył na was tarczę. Anubis nie może wam nic zrobić.
-Czyli... nie musimy się martwić, tak?-upewniła się Amber, a blondyn kiwnął głową.
-Trudy? Kiedy wróci Mara?-zapytała Willow, gdy tylko zobaczyła opiekunkę
-Po południu. Jak wrócicie ze szkoły, pewnie już będzie.

-Jerome!
-O co chodzi, dyrektorze?-zapytał chłopak
-W tamtym roku zorganizowałeś turniej ping-ponga. Pomyślałem sobie, że może w tym roku...
-Mam zorganizować jakiś turniej?-dyrektor kiwnął głową-Eee... dobrze. Też w ping-ponga, czy...
-Jak chcesz. Dzięki tamtej wygranej o naszej szkole zrobiło się głośniej.
-Dobrze. Postaram się coś zorganizować.
-Przyjdź dziś po...
-Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę.
-Aaa...-Sweet dopiero zorientował się o co chodzi-Mara wraca, tak? W takim razie przyjdź jutro po lekcjach.
-Eee... tak.-Jerome spojrzał na mężczyznę.-Zabiję Eddie'go.-mruknął, kiedy dyrektor poszedł. OK, jest jego synem, ale nie musi mu o wszystkim opowiadać.

W DA
-Jestem!-Trudy usłyszała znajomy głos
-Mara, gwiazdko, miałam po ciebie jechać.
-Nie trzeba. Jeden z lekarzy przyjechał ze mną. Powiedział, że ma tu coś do załatwienia, więc przy okazji...
-Rozumiem. Pewnie jesteś głodna. Chcesz coś?
-Eee... Może naleśniki z serem?
-Dobrze gwiazdko. Idź do pokoju i się połóż, musisz być zmęczona.
-Trudy, wyleżałam się za wszystkie czasy. Może pomóc ci z naleśnikami?
-Nie, poradzę sobie. A skoro nie chcesz iść do pokoju, to siądź sobie w salonie. Naprawdę powinnaś odpoczywać. Jesteś taka blada.
-Naprawdę nic mi nie jest.-powiedziała uśmiechnięta Mara-Pójdę do salonu i poczekam na naleśniki. Albo nie. Pójdę z tobą do kuchni i opowiesz mi co się działo, kiedy byłam w szpitalu.
Trudy kiwnęła głową i obie poszły do kuchni. Opiekunka zaczęła robić naleśniki, a przy okazji opowiadała Marze o wszystkim co stało się w przeciągu ostatnich dni.
Jaffray nie czuła się dobrze, ale nie chciała iść do pokoju. Bała się zostać sama, kiedy tylko zasnęła miała dziwne sny. Zawsze pojawiała się w nich jakaś postać. Dziewczyna niebyła w stanie  przyjrzeć się dokładnie, ale wiedziała, że tamten ktoś miał maskę-głowę jakiegoś zwierzęcia. Nie była w stanie określić jakiego.
-Naleśniki gotowe.-usłyszała i wstała. Wzięła od Trudy talerz i poszła do stołu. Po ok. 15 minutach odniosła talerz do kuchni. Nigdzie nie zauważyła opiekunki, więc umyła talerz i poszła do pralni. Tak jak się spodziewała, zobaczyła tam kobietę.
-Smakowało?-zapytała, kiedy zauważyła Marę.
-Tak. Kiedy wrócą ze szkoły?
-Za jakąś godzinę.
-Aha, to... ja posiedzę w salonie.
Godzinę później.
Jerome praktycznie podbiega pod dom, jednak nie wchodzi. Dopiero po kilku minutach otwiera drzwi.
Kiedy wszedł skierował się do salonu. Postanowił, że tam zaczeka na resztę zanim pójdzie porozmawiać z Marą.
-Jerome!-usłyszał głos dziewczyny.
-Mara, nie powinnaś być w pokoju? Jesteś bardzo blada.
-Nie, nic mi nie jest. Za długo nie byłam na słońcu i tyle-skłamała Jaffray-To może mi wszystko wytłumaczysz?
-Najpierw niech reszta się z tobą przywita. Moje wyjaśnienia mogą trochę potrwać.-powiedział, a dziewczyna kiwnęła głową. Po kilku minutach reszta uczniów z DA.
-Mara! Jak się czujesz? Co powiedział lekarz?...-Amber zadawała jedno pytanie za drugim nie dając nikomu dojść do słowa. Pół godziny później, kiedy wszystkie pytania zostały zadane Clarke poprosił dziewczynę, żeby poszła do jego pokoju.
-No więc?-zapytała, kiedy tylko drzwi się zamknęły
-Nie bardzo wiem jak zacząć...-powiedział
-Najlepiej od początku-Mara uśmiechnęła się do niego. Chłopak wziął oddech i zaczął mówić.

Sorry, że taki krótki, ale cóż, tak wyszło. Mam nadzieję, że się podoba.

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 18/Agnes+wyniki ankiety

Rozdział 18
-Mara!-Jerome po prostu skakał ze szczęścia-Tak się martwiliśmy... ja się martwiłem.-dokończył już ciszej.
-Fajnie, a teraz mógłbyś już wyjść.-powiedziała twardo dziewczyna.
-Wyjdźcie na chwilę.-odezwał się Seth, patrząc uważnie na Marę-Muszę ją zbadać.
-Ale...-zaczął Clarke ale napotkawszy spojrzenie ,,lekarza" kiwnął głową i wyszedł.
-Pamiętasz co się działo zanim straciłaś przytomność? 
-Przyszła do mnie Willow. Rozmawiałyśmy o... czymś. 
-O czym?
-O Jeromie. Rozpłakałam się, a ona mnie przytuliła. Potem musiała już iść do szkoły. Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi straciłam przytomność. 
-Nie byłaś w szkole?
-Nie.
-Odpocznij, zajrzę do ciebie za jakieś pół godziny. Wpuścić twoich przyjaciół?
-Zaraz.-powiedziała Mara, a po chwili wahania zapytała-Jerome przychodził tu wcześniej?
-Gdyby mógł nie wychodziłby z tond.-powiedział, a po chwili dodał-Bardzo mu na tobie zależy.
-Rzucił mnie. Stwierdził, ze mu się znudziłam.
-No nie wiem. Nie wydawał się znudzony, kiedy cały czas mnie pytał, czy wiem kiedy się obudzisz i czy znalazłem sposób, żeby ci pomóc.-Seth uśmiechnął się do niej i otworzył drzwi, przez które weszli Jerome, Poppy i Alfie.
-Jak się czujesz?-zapytał Lewis 
-Nieźle, ale jestem trochę zmęczona. 
-Mamy wyjść?-zapytała blondynka
-Nie, ale moglibyście przynieść mi wodę?-Mara rzuciła Poppy znaczące spojrzenie
-Jasne, Alfie chodź ze mną.
-Tamten lekarz powiedział, że często tu przychodziłeś.-zaczęła-Jeśli obwiniałeś się, o to co się stało, to daruj sobie i wyjdź.
-A jeśli nie dlatego przychodziłem?-zapytał cicho Jerome 
-To powiedz czemu to robiłeś.
-Bo mi naprawdę na tobie zależy. Nie chciałem z tobą zrywać...
-Jasne.
-Naprawdę. Ja... musiałem.-chłopak spuścił wzrok
-Niby czemu?-Mara nie sprawiała wrażenie przekonanej
-Wytłumaczę ci wszystko w domu. Przysięgam.
-Dlaczego nie tu?
-Ponieważ o tym nikt nie może się dowiedzieć. Maro, proszę, wytłumaczę ci wszystko.-Jerome wreszcie spojrzał jej w oczy. Dziewczyna powoli kiwnęła głową.
Chwilę później do pokoju weszli Poppy i Alfie.
-Pojutrze wychodzisz.-powiedziała uśmiechnięta Poppy-A i zapomniałabym; masz pozdrowienia od Willow.
W pokoju Niny i Amber.
-Myślicie, że powinniśmy mu powiedzieć?-zapytała Nina
-Ale komu?-KT, tak jak i reszta Sibuny nie miała pojęcia o co chodzi.
-Victorowi. Jeśli jego szuka ten głos, a raczej Anubis, to chyba powinien o tym wiedzieć.
-Ale on powiedział, że ty masz mu go dać. A to znaczy, że nie mogą mu nic zrobić.-powiedział Fabian
-Chyba masz rację. Czyli na razie mu nie mówimy?-wszyscy pokiwali głowami 
-Pamiętacie, że jak rozmawialiśmy o tym, że Anubis chce Victora Jerome wspomniał coś o pierścieniu?-powiedział Fabian-Poszukałem w internecie i bibliotece czegoś o nim.
-I?-pogoniła go Nina
-Znalazłem tylko coś o pierścieniu atlantów. Podobno miał właściwości uzdrawiające i ochronne.
-Pierścień atlantów?
-Tak. Podobno po zatopieniu Atlantydy jej reprezentanci dotarli do Egiptu. A ten pierścień jest tworem ich legendarnej cywilizacji. 
-To o ten pierścień chodzi?-zapytała Patricia
-Możliwe. Podobno uzdrawia i chroni ludzi, ale Anubis nie jest człowiekiem. Nie wiadomo jak zadziała na niego.
-Więc Anubis może znaleźć pierścień za pośrednictwem Victora. A my nie możemy do tego dopuścić. 
-Właśnie.-powiedział Eddie
-Gwiazdki, kolacja!- Sibuna usłyszała głos Trudy i zeszła na dół.
-Nie ma jeszcze Jeroma, Poppy i Alfie'go?-zapytała Willow
-Nie, ale pewnie niedługo wrócą.-powiedziała Amber dokładnie w tej samej chwili, w której otworzyły się drzwi i weszli wyżej wspomniani uczniowie.
-Obudziła się!-krzyknęła Poppy kiedy tylko weszła do jadalni-Wychodzi pojutrze!
Wszyscy wstali od stołu i zaczęli wypytywać rodzeństwo i Alfiego o: to jak się czuje, jak się obudziła, co powiedział lekarz itp. Kiedy wreszcie się uspokoili, usiedli do stołu i zjedli kolację. 


A teraz wyniki ankiety:


GŁOSOWANIE NA POSTAĆ TDA ROKU 2013!



Nina
  4 (10%)
 
KT
  0 (0%)
Amber
  0 (0%)
Mara
  3 (7%)
 
Patricia
  20 (51%)
 
Joy
  0 (0%)
Willow
  3 (7%)
 
Fabian
  3 (7%)
 
Eddie
  3 (7%)
 
Jerome
  3 (7%)
 
Alfie
  0 (0%)
Mick
  0 (0%)

Zmień swój głos
Liczba głosów do tej pory: 39
Liczba dni do końca głosowania: 295

A więc pierwsze miejsce zajęła Patricia-20 głosów, drugie Nina-4 głosy a Mara, Willow, Fabian, Eddie i Jerome zdobyli po 3 głosy. Pozostali nie dostali żadnego głosu. 

Ponieważ na konkurs nie dostałam żadnej pracy, chciałabym, żeby w zakładce ,,konkursy" napisały osoby, które mogłyby jeszcze napisać. Jeśli znajdzie się chociaż 5 osób, przeniosę termin wysłania prac do końca marca. 

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 17/Agnes

Rozdział 17
Nina długo nie mogła zasnąć. Coś jej przeszkadzało. Miała wrażenie, że o czymś zapomniała. Nagle ją oświeciło. Korytarze. Tam może być wskazówka. Przez kilka minut zastanawiała się nad wszystkim, co się stało w ciągu tego roku szkolnego, ale była zmęczona i usnęła.
-Nie wtrącaj się w ich sprawy. Zajmij się swoimi. Daj mi Victora!- Nina usłyszała znajomy głos
-Nie mogę dać ci człowieka! Victor to nie jakaś rzecz! A po za tym jakie ich sprawy?
-Możesz i dasz. A co do ich spraw: to nie twoja liga. Nie jesteś zwykłą śmiertelniczką, ale oni bogami. Pamiętaj o tym i się nie wtrącaj.
-Nie twoja sprawa do czego się wtrącam! Ty jesteś tylko głupim głosem z mojego snu.
-Tak. Głupim głosem który robi wszystko na rozkaz boga Anubisa.-dziewczyna usłyszała jeszcze tylko śmiech i się obudziła.
Kiedy Patricia zeszła na śniadanie, wszyscy już tam byli.
-Ten głos, który kazał nam znaleźć Victora.-powiedziała cicho Nina, kiedy tylko buntowniczka siadła na swoje miejsce.-On szuka go na rozkaz Anubisa.
-Ale po co?-zdziwił się Fabian
-Bo-Jerome zbladł-on ma moc wybranej i przez kilka...naści lat pije eliksir ze złotymi łzami.
-Rozumiem, że to źle.-powiedział Alfie
-Bardzo. Nie pamiętam dokładnie, ale jedną z mocy wybranych jest... może nie nieśmiertelność, ale one zawsze żyją dłużej. Jeśli wybrana wypije taki eliksir jej moce wzrastają. A jeśli ktoś ma jej moce i wypił eliksir... jego moce można wykorzystać. Widzicie, Anubis nie może wszystkiego. Ma ograniczenia. Jeśli wykorzystałby moc, którą ma Victor, te ograniczenia by zniknęły.
-Jak to?-zdziwiła się Nina
-Tak właściwie, to...-Jerome najwyraźniej coś cobie przypomniał. Coś co na pewno nie wróżyło nic dobrego. -Anubis może go wykorzystać do znalezienia pierścienia.-powiedział cicho i bardziej do siebie niż do nich. Gwałtownie wstał i poszedł do swojego pokoju.
-Ktoś wie o co mu chodzi?-zapytała KT, a wszyscy pokręcili przecząco głowami.
W tym czasie Willow była u siebie w pokoju i ściszonym głosem rozmawiała przez telefon.
-Oni nadal tu są. Ja się ich boję, zwłaszcza chłopaka. ....  Tak, wiem, ale on nie jest człowiekiem. .... Przepraszam. Zrobię co będzie trzeba. .... Nie zawiodę cię ponownie.-Willow odłożyła telefon i się uśmiechnęła. Wiedziała co ma zrobić, wiedziała też jaka czeka ją nagroda. Otworzyła drzwi i zeszła na dół.
-Joy, idziesz ze mną na zakupy?-zapytała Amber, kiedy zjedli obiad.
-Jasne, kiedy?
-Za godzinę.
Nina spojrzała znacząco na Patricie i wyszła z domu.
-Spotkanie przy wypalonym drzewie za 10 minut. Przekaż dalej.-powiedziała do Eddie'go i również wyszła.
-Jerome!-wszyscy usłyszeli krzyk Alfie'go dobiegający zza drzew. Kiedy tam przybiegli zobaczyli, że Clarke siedział na ziemi i wyglądał, jakby się dusił. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, przeszło mu.
-Co się stało?-zapytał Fabian
-Pamiętacie jak wspominałem wam o tarczy którą potrafię wytworzyć? Wczoraj wieczorem nałożyłem taką na DA. Ta tarcza pobiera energię bezpośrednio ode mnie, a przed chwilą ktoś próbował się przedrzeć. -powiedział, kiedy już załapał oddech.
-To chyba nie za dobrze.-powiedziała KT-Czy to mógł być ten ktoś, kto sprawił, że Mara zemdlała?
-Nie sądzę. Gdyby to był on, uciekłby, kiedy tylko zauważyłby tarczę. Tym razem to był ktoś, kto wiedział, że tu jestem.
-Musimy zejść dzisiaj do tuneli.-powiedziała nagle Nina-Nie wszyscy. Wystarczą dwie-trzy osoby. Kiedy byłam tam ostatnio nie zdążyliśmy się rozejrzeć.
-Myślisz, że coś tam znajdziesz?-zapytała Joy
-Mam nadzieję. Pójdę ja, Eddie i Patricia.
-A dlaczego nie ja?-odezwała się Amber
-Bo idziesz z Joy na zakupy.
-A dlaczego ja nie idę?-zapytał Jerome
-Musisz odpocząć.-stwierdził Alfie-Ledwo trzymasz się na nogach. Może powinieneś nauczyć Poppy tworzyć tarczę, wtedy mogłaby ci pomóc.-kiedy zauważył protestujące spojrzenie przyjaciela dodał-Choćbyś nie wiem jak się starał, sam nie dasz rady.
-Poza tym, ktoś musi nas kryć. Nie wiem jak długo tam będziemy. Mam też wrażenie, że tamten pokój, to nie jedyne ukryte pomieszczenie w tamtych korytarzach.
Kiedy Sibuna wróciła do DA, każdy poszedł w swoją stronę. Jerome i Alfie poszli do swojego pokoju. Kiedy tylko tam weszli, zadzwonił telefon blondyna.
-Słucham. .... Zaraz am będę.-Clarke chciał się rozłączyć, ale Alfie zabrał mu telefon.
-O co chodzi?-zapytał
-Alfie?-usłyszał głos Setha-Wiem jak obudzić Marę, ale potrzebuję kogoś, kto ją zna i nie jest do końca człowiekiem.
-To zadzwoń do Poppy.-nawet Alfie'go zdziwił ton jego wypowiedzi-Jerome nałożył na nasz dom pewną tarczę, która pobiera on niego energię. A dziś ktoś próbował się przez nią przedostać.
-Nic nie mówił...-zaczął Seth
-I pewnie by nie powiedział. A teraz wybacz, ale muszę kończyć.-chłopak zakończył rozmowę i spojrzał na wściekłego przyjaciela.
-Dałbym radę.-warknął tamten
-Jasne. A teraz odpocznij trochę, za jakieś pół godziny jedziemy do szpitala.
-Czy ty próbujesz mi rozkazywać?-Jerome nie wyglądał na zbyt szczęśliwego
-Można to tak ująć.-Alfie uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
-Poppy! Gdzie idziesz?-krzyknęła Willow
-Do szpitala. Dzisiaj ja odwiedzam Marę.
-Pozdrów ją ode mnie.
-Pozdrowię.-Poppy uśmiechnęła się do koleżanki i wyszła.
Pół godziny później dziewczyna była już w szpitalu.
-Już jesteś. Chodź.
-Co mam robić?-zapytała blondynka kiedy byli już w sali, gdzie leżała Mara
-Siądź. Uspokój się, oddychaj równomiernie i się nie opieraj.-powiedział Seth i po kilku minutach zaczął szeptać niezrozumiałe słowa. Już po chwili dało się zauważyć różnicę. Twarz dziewczyny nie była już tak blada. Po 20 minutach Mara powoli otworzyła oczy, dokładnie w chwili, kiedy drzwi do sali się otworzyły i wszedł Jerome.

I jest rozdzialik 17. Nie wyszedł mi najlepiej. Pomysłów mam dużo, ale nie na ten moment w opowiadaniu. Następny rozdział powinien być lepszy :)

piątek, 15 lutego 2013

Konkurs+info/Agnes

W zakładce ,,konkursy" pojawił się konkursik.
Co do następnej notki powinna pojawić się w niedzielę (jeśli będę miała dostęp do internetu) albo w przyszłym tygodniu.
Mam teraz dużo pomysłów i dobry humor. Dlaczego? Mam braciszka. Moja mama dziś urodziła. Dwa dni przed moimi urodzinami! To się nazywa dobry prezent :)

sobota, 9 lutego 2013

do roboty, dziewczęta / fluffy

Trzeba się zabrać do roboty. Naprawdę musimy się wysilić, by ten blog mógł dalej funkcjonować. Z tego co wiem, to Wiktoria* ma już ferie. Ja osobiście też mam obecnie czas. Nie wiem jak z Agnes, ale myślę, że skoro mamy weekend, to także znajdzie trochę czasu. Chciałam zapytać autorki o pozwolenie. Czy mogę już zająć się usuwaniem starych zakładek? Wiktoria mogłaby złożyć zamówienie na Zaczarowanych-Szablonach*, a Agnes pomyśleć nad czymś, co by trochę ożywiło tego bloga. Np. może głosowanie na postać roku albo jakaś rocznicowa niespodzianka? W sumie to nie do końca wiem kiedy ten blog został dokładnie założony, ale na pewno trochę już funkcjonuje. ;) Nie wiem czy taki przydział funkcji wam pasuje. Jeśli nie, to napiszcie, zmienimy. :) A teraz coś do czytelników : jeśli nadal tu zaglądacie, to proszę was, napiszcie komentarz, żebyśmy wiedziały ile was jest. :) 

*LuLuś nazywasz się Wiktoria, tak? Bo nie jestem pewna. :)
*http://zaczarowane-szablony.blogspot.com/ - macie adres jakby co.

PS a co do mojego scenariusza, to nie wiem kiedy się pojawi. Ostatnio nie miałam czasu... myślę, że najpierw powinnyśmy się uporać z odnową bloga, potem na pewno znajdę czas na napisanie. :)

No więc czekam na wasze odpowiedzi,
całuję, 
wasza fluffy. ;**

niedziela, 3 lutego 2013

odnawiamy? / fluffy

Okej, ja z taką sprawą. Jak wiecie większość autorek tego bloga odeszła. Zostałam ja i Agnes. LuLuś niedawno odeszła, ale jeszcze nie usunęła się z autorek bloga, więc mam nadzieję, że rozważa powrót. :) Pomyślałam, że ten blog potrzebuje odnowy. Nic się na nim od dawna nie działo. Dziewczyny, stracimy czytelników jeśli czegoś z tym nie zrobimy! ;) No więc oto moje propozycje:
- nowy szablon,
- nowe tło,
- musimy usunąć stare ankiety itp. ( np. było zdjęcie Fabiana, jako "Postaci TDA roku 2012", ale mamy rok 2013 więc może by zrobić nowe głosowanie? ^^ ),
- trzeba usunąć niepotrzebne zakładki ( np. bohaterowie scenariuszy i pary w scenariuszach Pauline ),
To tylko kilka rzeczy, które uważam, że powinnyśmy zmienić. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że nie tęsknie za Pauline, bo myślę nad usunięciem jej zakładek... Nie o to chodzi... Po prostu twierdzę, że skoro Pauline już nie pisze, to te zakładki są zbędne. Oczywiście z całego serca pragnę jej powrotu, ale wiem, że na razie to chyba niemożliwe. ;( No więc ja się mogę zająć odnową bloga, jeśli inne autorki się zgadzają. Ale zostaje jeszcze skombinowanie szablonu. Mogłybyśmy złożyć zamówienie na Zaczarowanych-Szablonach, bo dziewczyny robią tam nieziemskie prace. A może któraś z czytelniczek ( lub czytelników? ) mogłaby zrobić szablon? Albo któraś z autorek? Nie wiem, ale uważam, że na Zaczarowanych zdobędziemy najładniejszy szablon ( nie chciałabym nikogo urazić, ale spójrzcie na ich prace! ). Czekam na odpowiedzi od pozostałych autorek. Gdy tylko uzyskam od was pozwolenie na odnowienie bloga zabieram się za to natychmiast.
I jeszcze mam taki pomysł... Jak wiecie niedawno odbyła się premiera 3 sezonu HOA w Wielkiej Brytanii ( czy tam Ameryce, never mind ). Pomyślałam, że może pisałabym opisy do każdego odcinka? Wiem, że niektórzy nie mogą się już doczekać nowego sezonu, a nie potrafią dobrze angielskiego. Na niektórych stronach pojawiają się już te odcinki z napisami, ale nie zawsze jest to przetłumaczone dobrze, czasami niezrozumiale... Jeśli byście coś takiego chcieli, to piszcie. Ja mogę się tego podjąć. :)

Wasza przywiązana jak nie wiem do tego bloga - fluffy. :**
PS co do następnego scenariusza, to powinien się pojawić najpóźniej w środę. :)