Rozdział 11
-Jerome!-Krzyknęła pani Clarke kilka minut po wyjściu męża.
-Co, mamo?
-Chodź do mnie na chwilę.
-Już!-odkrzyknął i wstał. Minutę później był już w pokoju mamy.-O co chodzi?
-O twojego tatę.
-A dokładniej?-Jerome nie specjalnie wiedział o kogo chodziło jego mamie.
-John-zaczęła, a chłopak zrozumiał, że chodzi o NIEGO-mówił, że tata cię bił. Co ty na to?
-Ja na to, że nie pamiętam za bardzo tych spotkań. Nie miałem nawet sześciu lat. Ale nawet jeśli ON mnie nie bił, to teraz postanowił uprzykrzyć mi życie.
-A John cię bił? Albo Poppy?-zapytała
-Tak, tacie się zdarzało. Ale tylko mnie, Poppy nigdy.
-John nie jest twoim ojcem.-Pani Clarke nie była zadowolona, ze jej syn uważa się za syna tego człowieka.
-ON jest tylko moim biologicznym ojcem, a to i tak za dużo.-Jerome podkreślił ,,ON"
-Jerome, dlaczego tak bardzo go nienawidzisz? On nas kocha.-kobieta wydawała się załamana.
-Mamo, czy gdyby nas kochał kazałby ci zabierać mnie i Poppy ze szkoły? Czy gdyby cię kochał, KAZAŁBY ci coś robić, nieważne czy chcesz, czy nie? Mamo przejrzyj wreszcie na oczy i odpowiedz.
Pani Clarke przez chwilę nie odzywała się. Po kilku minutach zapytała cicho:
-Dlaczego nie chcecie wyjeżdżać?
-Mamy tam przyjaciół. Mieszkałem w tej szkole przez kilka lat. Tamci ludzie byli dla mnie jak rodzina.
-A dla Poppy?
-Jej zapytaj.-powiedział Jerome-Miejmy też nadzieję, że nie słyszała kłótni twojej z tatą. Ona nie może się dowiedzieć.
-Masz rację.-powiedziała pani Clarke, po kolejnych kilku minutach, całkowicie zaskakując tym syna-Już od jakiegoś czasu myślałam nad tym co dziś powiedziałeś. Nie pomogę mu waz znaleźć.
-Dziękuję mamo.-powiedział cicho zaskoczony Jerome. W tamtej chwili był jednocześnie szczęśliwy i wściekły na siebie. Był szczęśliwy, bo jego mama wreszcie zrozumiała, że ON jej nie kochał. A był wściekły, bo to oznacza, że wraca do DA. Oczywiście chciał wrócić do przyjaciół, ale to sprawiało, że wszyscy byli w niebezpieczeństwie.
Gdy po lekcjach Mara i Willow wróciły do DA zobaczyły Poppy.
-Hej! Zostajemy tu. Mama powiedziała, że tata ją przekonał.-powiedziała uśmiechając się.
-To świetnie!-Mara, w przeciwieństwie do Willow, była równie szczęśliwa jak Poppy.
Pół godziny później, na obiad wróciła Sibuna. Gdy wszyscy weszli do jadalni zobaczyli Jerome'a.
-Zostajemy!-Poppy szczęśliwa przybiegła z kuchni i siadła do stołu.
-Super!-krzyknęła Amber równie szczęśliwa jak Poppy, a po chwili powiedziała cicho do Jerome'a-Spotkanie Sibuny zaraz po obiedzie. W moim pokoju.
-OK, a tak właściwie to miałaś sen?-zapytał blondyn Ninę, która siedziała ze smutną miną.
-Tak, musimy o tym porozmawiać.-odpowiedziała dziewczyna, teraz dodatkowo ze strachem w oczach.
Gdy zjedli, członkowie Sibuny poszli na zebranie. Nikt nie wiedział czego Nina dowiedziała się w śnie, ponieważ nie powiedziała na ten temat za dużo. Jedynie: ,,Tak, miałam sen. Opowiem wszystko później." Amber powiedziała, że wybrana w nocy mamrotała, a nad ranem obudziła się z krzykiem i łzami w oczach.
-Są już wszyscy?-zapytała Patricia w chwili gdy wszedł Eddie.-OK, teraz są wszyscy. Nino, powiesz nam wreszcie co usłyszałaś?
-Tak.-dziewczyna siadła na łóżku i na chwilę zamknęła oczy. Po chwili zaczęła mówić-Na początku usłyszałam trzask, a chwilę potem zobaczyłam palącą się świecę. Gdy ruszyłam w tamtą stronę zahaczyłam o coś. Kiedy wstałam nie widziałam już palącej się świecy, ani żadnej innej. Kilka sekund później usłyszałam głos. Pytał się, czy znalazłam osobę, która ma moc Sary. Powiedziałam mu, że to może być Victor.-Nina przerwała
-I co powiedział? To on?-zapytał Fabian
-Nie wiem. Nie powiedział nic.
-To tyle?-odezwał się Alfie. Widać oczekiwał czegoś więcej po tym, jak dziewczyna cały dzień to ukrywała.
-Nie.-Ninie głos się załamywał.-Potem usłyszałam ten głos, który słyszeliśmy wszyscy. Powiedział, żebym pożegnała jego syna, bo...
-Bo co?-Jerome nie wytrzymał. Wszyscy spojrzeli się na niego, jakby chcieli dać mu w głowę.
-Powiedział, że jeśli on, jego syn, nie chce do niego przyjść z własnej woli, zmusi go do tego. Będzie zabierał, każdego dnia jedną osobę, póki...
-Ten ktoś,-Eddie zaczął powoli i spokojnie-chce, żeby jego syn do niego przyszedł?
-Albo my zapłacimy życiem?-Fabian powiedział, to co zwykle mawiała Senkhara.
-Nie powiedział, że nas zabije, ale co miałby zrobić? Zabrać nas na ucztę?-Nina rozpłakała się.
Jest kolejny (trochę krótki i bardzo nudny) rozdział. Pewnie większość osób już wie, o kogo chodzi. :)
środa, 14 listopada 2012
wtorek, 13 listopada 2012
Co powiecie na...? :) / Pauline ^^
Heeej, a raczej dobry wieczór. Tak się zastanawiłam i pomyślałam o blogu... Co byście powiedzieli na... konkurs? Mam na niego kilka pomysłów, a nagrody obmyśliłabym w czasie jego trwania. Chcielibyście takie coś? Bo wiem, że niektórzy nie chcą brać w nich udziału, a niektórym nawet się komentarza nie chce napisać xDDD. Ja do niczego nie zmuszam, tylko poprosiłabym o odpowiedź - tak lub nie :). Mogłabym oceniać w 2 kategoriach - grafika i praca pisemna - każdy mógłby wybrać tę, która najbardziej mu odpowiada. Przecież to oczywiste, że jedni są lepsi z tego, a drudzy z tego ;). Podejrzewam, że każdą kategorię oceniałabym osobno, czyli za grafikę osobne nagrody i za pracę pisemną osobne. Chcielibyście więc takie coś? I powtarzam - nikogo do niczego nie zmuszam :D.
P.S. Nie wiem, kiedy pojawi się scenariusz xDD.
Pozdrawiam,
your Pauline ^^
P.S.2 - Dzięki Wiki, że przypomniałaś - odbywałby się on w dniach 19.11. - 02.12.2012. Mielibyście 2 tygodnie na przysyłanie swoich prac. Zrobiłam tak specjalnie, bo rozumiem, że niektórym szkoła daje w kość... ;)
P.S. Nie wiem, kiedy pojawi się scenariusz xDD.
Pozdrawiam,
your Pauline ^^
P.S.2 - Dzięki Wiki, że przypomniałaś - odbywałby się on w dniach 19.11. - 02.12.2012. Mielibyście 2 tygodnie na przysyłanie swoich prac. Zrobiłam tak specjalnie, bo rozumiem, że niektórym szkoła daje w kość... ;)
niedziela, 11 listopada 2012
przepraszam+nowy blog/fluffy
Hej. Chciałam tylko powiedzieć, że w tym tygodniu mam bardzo dużo sprawdzianów i nie będe miała za dużo czasu na pisanie. Więc z góry was przepraszam. No i chciałam jeszcze nadmienić, że założyłam bloga z opowiadaniem o One Direction. Baardzo zależy mi na jakiś opiniach. Więc wstawiam tu link i mam nadzieję, że w wolnej chwili wpadniecie i poczytacie te moje wypociny. xd To chyba na tyle.
http://i-love-these-little-things-1d.blogspot.com/ - mój blog. ;)
Kocham was, fluffy. ;**
http://i-love-these-little-things-1d.blogspot.com/ - mój blog. ;)
Kocham was, fluffy. ;**
Scenariusz nr 45 / Pauline ^^
Heej! Dzisiaj scenariusz miał się nie pojawić, ale mam radochę, bo Patrycja przyjęła takie beztalencie jak ja (xD) na swojego świetnego bloga, którego z pewnością większość z was zna. Było to kilka dni temu, ale teraz mam czas, by cokolwiek napisać :). Scenariusz dedykuję 2 osobom - mojemu ukochanemu Anonimkowi - Pauli xD oraz Anonimkowi, który napisał, że uwielbia moje scenariusze. Dzięki :]
P: Szybko, idziemy do Niny!
F: ...
P: Ok, ja pójdę sama.
< z holu >
V: Właśnie wybiła 10!
F: No świetnie. < sarkazm >
V: < z holu > (...) A potem chcę usłyszeć, jak upada ta... szpilka!
F: Najwyżej powiesz jutro..
F i P: < wychodzą >
< w holu >
V: A co państwo tutaj robią?!
F: Bo...
P: My...
V: Do pokoi! Już!!
P: Dobra, dobra. < do siebie > Nie gorączkuj się tak. < idzie dalej >
< tymczasem w pokoju Niny i Amber >
N: < płacze >
Am: Nino, nie przejmuj się tym idiotą...
N: Amber! To nie idiota!
Am: Czemu ty go bronisz? Przecież cię zranił.
N: < przez płacz > Ale...
Am: Żadnych "ale", Nino. Złamał ci serce i będzie miał ze mną do czynienia.
N: To moja wina!
Am: Nie obwiniaj się. To zawsze Fabian jest winny, w końcu to chłopak, a wiesz, jacy oni są.
N: Zrozum, to wszystko przeze mnie! Czemu ja mu nie uwierzyłam?
Am: Przyznam, że trochę przesadziłaś...
N: Dzięki. < sarkazm >
Am: Zobaczysz, będzie dobrze. < przytula ją >
P: < podsłuchiwała pod drzwiami, idzie do swojego pokoju >
< noc, sen Fabiana i Eddiego >
< Eddie i Fabian są w tajemniczym pomieszczeniu, w którym nie ma drzwi, a okna są za małe, by z przez nie wyjść; znajduje się w niej także biblioteczka ze starymi księgami, na której jest wizerunek Tutenchamona i Anubisa; na środku pokoju znajduje się stół, na którym leży tajemnicza, otwarta książka wypełniona hieroglifami i obrazkami Amneris, Izydy, Anubisa i umierającego Tutenchamona oraz kogoś jeszcze >
E i F: < podchodzą do stołu >
E: Hieroglify, no po prostu lepiej być nie może. < sarkazm >
F: < patrzy na obrazki > Chwilka, czemu..
< nagle do pokoju wchodzi przez ścianę jakaś postać >
T.O: Nie spodziewałem się, że będziecie się tak guzdrać.
E: K-kim ty jesteś?
F: I gdzie my jesteśmy?
T.O: Pospieszcie się, bo to źle się skończy dla waszej czwórki...
E: Czego od nas chcesz?
T.O: Pilnujcie czasu!
F: Teraz to mówisz jak Senkhara.
T.O: < śmieje się złowieszczo >
E: I to cię tak śmieszy?
T.O: Pospieszcie się!
F: Przecież się staramy, jak tylko możemy!
T.O: Tak, zwłaszcza ty z tym swoim znamieniem.
E: Jakim znamieniem?
T.O: < śmieje się ponownie >
E i F: < budzą się zalani potem, z krzykiem >
Mk: < budzi się > Możecie trochę ciszej? Niektórzy chcą spać! < nakrywa się poduszką >
< następny dzień, jadalnia, śniadanie >
E i F: < wchodzą >
T: O mój Boże!
Al: Co? Kosmici?? Aaaa! Wiedziałem, że to nastąpi! Wiedziałem! < chowa się pod stół >
Am: Alfie! Gnieciesz mi moje nowe spodnie!
T: Chłopcy, jak wy wyglądacie? Wszystko w porządku?
E: Tak, tylko...
F: Koszmary.
M: < po cichu do siebie > Hmmm...
T: Jesteście cali bladzi. Może zostaniecie w domu?
E: Trudy, nie trzeba...
T: Nie, musicie dziś zostać. Victorze! < wychodzi >
Mk: Nino, skoro... Może pójdziemy razem do szkoły?
N: Chętnie. < sztuczny uśmiech >
N i Mk: < wychodzą >
F: < patrzy smutny i zazdrosny >
E: < klepie go po ramieniu > Spoko, ona kocha ciebie, a nie jego.
F: Tak, ostatnio to okazała. < ironicznie >, < wychodzi smutny >
E: Ej, poczekaj! Niczego nie zjadłeś...
P: < podchodzi > Co wam się stało?
E: Mieliśmy wspólny sen.. Był taki realistyczny i... dziwny.
P: I jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłeś? < uśmiech >
E: Może masz rację. < uśmiech >
P: Słuchaj, wiem, że to zabrzmi jak absurd, ale... Mike to ten zły.
E: Niemożliwe, przecież...
P: Mówisz już jak Nina. Posłuchaj, ja i Fabian mamy na to dowód.
E: Jaki?
P: Opowiemy wszystko na zebraniu Sibuny.
E: Ok. Do zobaczenia. < całuje ją w policzek >
P: < wychodzi >
< u Niny i Mike'a >
Mk: Nie przejmuj się nim. To dureń. Jak on mógł zranić taką piękną dziewczynę?
N: Dzięki, ale...
Mk: Nino, posłuchaj. Zapomnij o nim.
N: Nie mogę.
Mk: Dasz radę, na pewno.
N: < leci jej jedna łza >
Mk: < wyciera palcem jej łzę >
N i Mk: < patrzą sobie w oczy >
P: < podchodzi do nich >
Mk: < całuje Ninę >
P: Co wy wyprawiacie??
N: P-Patricia? Co ty tu robisz?
P: Nie, to ja się was pytam, co wy robicie!
N: J-ja...
P: Jak ty mogłaś? Nie wierzę! < odchodzi >
N: Co ja zrobiłam?? < płacze >
< w Domu Anubisa, hol >
P: < wchodzi > Eddie? Gdzie jesteś?
E: < wychodzi z jadalni > Tutaj. Co się dzieje? Czemu nie jesteś w szkole?
P: Posłuchaj, musisz Fabiana trzymać z daleka od Niny i Mike'a.
E: Ok... A czemu?
P: < patrzy, czy nikogo nie ma > Oni... pocałowali się. < szeptem >
E: Że jak?? < krzyczy >
P: Ciiicho!
E: Ok, sorki.
P: Dasz radę?
E: Chyba raczej tak.
P: Ok, dzięki. On i tak zbyt wiele przeszedł.
E: Wiem. Nie wiedziałem, że tak się o wszystkich troszczysz.
P: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. < uśmiech >
E: Lepiej już idź. Pierwszy jest francuski, a wiesz chyba, jakie Andrews daje kary. < śmieje się >
P: I jeszcze czego. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. < uśmiech >
E: Do zobaczenia.
P: < wychodzi >
F: < podchodzi do niego > Z kim rozmawiałeś?
E: Emm.. z Yacker.
F: ...
E: Ok, a teraz mi możesz wyjaśnić, o co chodzi z ty znamieniem?
F: Chciałbym, ale nie mogę..
E: Dlaczego?
F: Ten ktoś... on mówił, że jeśli cokolwiek komuś powiem, to...
E: To co?
F: To... coś nam zrobi..
E: O...
F: ...
E: Spokojnie, to wszystko się jakoś ułoży.
F: Ale.. Od kiedy się tak martwisz?
E: W końcu... jesteś moim najlepszym przyjacielem.
F: < uśmiech > Dzięki stary.
< nagle Fabian i Eddie słyszą szum i szepty >
E: Też to słyszysz?
F: Jakieś dziwne dżwięki? Tak!
E i F: < łąpią sie za głowę z bólu >
E: Co to jest?!
G: To koniec! < złowieszczy śmiech >
Wyszedł nawet długi - jak na mnie oczywiście :). Postarałam się skupić mniej na Fabinie, bo szczerze mówiąc - trochę mi się znudziła (bez urazy dla jej fanów). Dlatego... nie wiem, czy w moich scenariuszach Nina i Fabian do siebie wrócą... Jeszcze zobaczę. Bardziej skupiłam się na Peddie - udało mi się to dzięki "kłótni" między mną, Bunny a Olą. Natchnęłyście mnie, heh ^^. Pozdrawiam i miłęgo czytania tych durnot xD.
Your Pauline ^^
P: Szybko, idziemy do Niny!
F: ...
P: Ok, ja pójdę sama.
< z holu >
V: Właśnie wybiła 10!
F: No świetnie. < sarkazm >
V: < z holu > (...) A potem chcę usłyszeć, jak upada ta... szpilka!
F: Najwyżej powiesz jutro..
F i P: < wychodzą >
< w holu >
V: A co państwo tutaj robią?!
F: Bo...
P: My...
V: Do pokoi! Już!!
P: Dobra, dobra. < do siebie > Nie gorączkuj się tak. < idzie dalej >
< tymczasem w pokoju Niny i Amber >
N: < płacze >
Am: Nino, nie przejmuj się tym idiotą...
N: Amber! To nie idiota!
Am: Czemu ty go bronisz? Przecież cię zranił.
N: < przez płacz > Ale...
Am: Żadnych "ale", Nino. Złamał ci serce i będzie miał ze mną do czynienia.
N: To moja wina!
Am: Nie obwiniaj się. To zawsze Fabian jest winny, w końcu to chłopak, a wiesz, jacy oni są.
N: Zrozum, to wszystko przeze mnie! Czemu ja mu nie uwierzyłam?
Am: Przyznam, że trochę przesadziłaś...
N: Dzięki. < sarkazm >
Am: Zobaczysz, będzie dobrze. < przytula ją >
P: < podsłuchiwała pod drzwiami, idzie do swojego pokoju >
< noc, sen Fabiana i Eddiego >
< Eddie i Fabian są w tajemniczym pomieszczeniu, w którym nie ma drzwi, a okna są za małe, by z przez nie wyjść; znajduje się w niej także biblioteczka ze starymi księgami, na której jest wizerunek Tutenchamona i Anubisa; na środku pokoju znajduje się stół, na którym leży tajemnicza, otwarta książka wypełniona hieroglifami i obrazkami Amneris, Izydy, Anubisa i umierającego Tutenchamona oraz kogoś jeszcze >
E i F: < podchodzą do stołu >
E: Hieroglify, no po prostu lepiej być nie może. < sarkazm >
F: < patrzy na obrazki > Chwilka, czemu..
< nagle do pokoju wchodzi przez ścianę jakaś postać >
T.O: Nie spodziewałem się, że będziecie się tak guzdrać.
E: K-kim ty jesteś?
F: I gdzie my jesteśmy?
T.O: Pospieszcie się, bo to źle się skończy dla waszej czwórki...
E: Czego od nas chcesz?
T.O: Pilnujcie czasu!
F: Teraz to mówisz jak Senkhara.
T.O: < śmieje się złowieszczo >
E: I to cię tak śmieszy?
T.O: Pospieszcie się!
F: Przecież się staramy, jak tylko możemy!
T.O: Tak, zwłaszcza ty z tym swoim znamieniem.
E: Jakim znamieniem?
T.O: < śmieje się ponownie >
E i F: < budzą się zalani potem, z krzykiem >
Mk: < budzi się > Możecie trochę ciszej? Niektórzy chcą spać! < nakrywa się poduszką >
< następny dzień, jadalnia, śniadanie >
E i F: < wchodzą >
T: O mój Boże!
Al: Co? Kosmici?? Aaaa! Wiedziałem, że to nastąpi! Wiedziałem! < chowa się pod stół >
Am: Alfie! Gnieciesz mi moje nowe spodnie!
T: Chłopcy, jak wy wyglądacie? Wszystko w porządku?
E: Tak, tylko...
F: Koszmary.
M: < po cichu do siebie > Hmmm...
T: Jesteście cali bladzi. Może zostaniecie w domu?
E: Trudy, nie trzeba...
T: Nie, musicie dziś zostać. Victorze! < wychodzi >
Mk: Nino, skoro... Może pójdziemy razem do szkoły?
N: Chętnie. < sztuczny uśmiech >
N i Mk: < wychodzą >
F: < patrzy smutny i zazdrosny >
E: < klepie go po ramieniu > Spoko, ona kocha ciebie, a nie jego.
F: Tak, ostatnio to okazała. < ironicznie >, < wychodzi smutny >
E: Ej, poczekaj! Niczego nie zjadłeś...
P: < podchodzi > Co wam się stało?
E: Mieliśmy wspólny sen.. Był taki realistyczny i... dziwny.
P: I jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłeś? < uśmiech >
E: Może masz rację. < uśmiech >
P: Słuchaj, wiem, że to zabrzmi jak absurd, ale... Mike to ten zły.
E: Niemożliwe, przecież...
P: Mówisz już jak Nina. Posłuchaj, ja i Fabian mamy na to dowód.
E: Jaki?
P: Opowiemy wszystko na zebraniu Sibuny.
E: Ok. Do zobaczenia. < całuje ją w policzek >
P: < wychodzi >
< u Niny i Mike'a >
Mk: Nie przejmuj się nim. To dureń. Jak on mógł zranić taką piękną dziewczynę?
N: Dzięki, ale...
Mk: Nino, posłuchaj. Zapomnij o nim.
N: Nie mogę.
Mk: Dasz radę, na pewno.
N: < leci jej jedna łza >
Mk: < wyciera palcem jej łzę >
N i Mk: < patrzą sobie w oczy >
P: < podchodzi do nich >
Mk: < całuje Ninę >
P: Co wy wyprawiacie??
N: P-Patricia? Co ty tu robisz?
P: Nie, to ja się was pytam, co wy robicie!
N: J-ja...
P: Jak ty mogłaś? Nie wierzę! < odchodzi >
N: Co ja zrobiłam?? < płacze >
< w Domu Anubisa, hol >
P: < wchodzi > Eddie? Gdzie jesteś?
E: < wychodzi z jadalni > Tutaj. Co się dzieje? Czemu nie jesteś w szkole?
P: Posłuchaj, musisz Fabiana trzymać z daleka od Niny i Mike'a.
E: Ok... A czemu?
P: < patrzy, czy nikogo nie ma > Oni... pocałowali się. < szeptem >
E: Że jak?? < krzyczy >
P: Ciiicho!
E: Ok, sorki.
P: Dasz radę?
E: Chyba raczej tak.
P: Ok, dzięki. On i tak zbyt wiele przeszedł.
E: Wiem. Nie wiedziałem, że tak się o wszystkich troszczysz.
P: Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. < uśmiech >
E: Lepiej już idź. Pierwszy jest francuski, a wiesz chyba, jakie Andrews daje kary. < śmieje się >
P: I jeszcze czego. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić. < uśmiech >
E: Do zobaczenia.
P: < wychodzi >
F: < podchodzi do niego > Z kim rozmawiałeś?
E: Emm.. z Yacker.
F: ...
E: Ok, a teraz mi możesz wyjaśnić, o co chodzi z ty znamieniem?
F: Chciałbym, ale nie mogę..
E: Dlaczego?
F: Ten ktoś... on mówił, że jeśli cokolwiek komuś powiem, to...
E: To co?
F: To... coś nam zrobi..
E: O...
F: ...
E: Spokojnie, to wszystko się jakoś ułoży.
F: Ale.. Od kiedy się tak martwisz?
E: W końcu... jesteś moim najlepszym przyjacielem.
F: < uśmiech > Dzięki stary.
< nagle Fabian i Eddie słyszą szum i szepty >
E: Też to słyszysz?
F: Jakieś dziwne dżwięki? Tak!
E i F: < łąpią sie za głowę z bólu >
E: Co to jest?!
G: To koniec! < złowieszczy śmiech >
Wyszedł nawet długi - jak na mnie oczywiście :). Postarałam się skupić mniej na Fabinie, bo szczerze mówiąc - trochę mi się znudziła (bez urazy dla jej fanów). Dlatego... nie wiem, czy w moich scenariuszach Nina i Fabian do siebie wrócą... Jeszcze zobaczę. Bardziej skupiłam się na Peddie - udało mi się to dzięki "kłótni" między mną, Bunny a Olą. Natchnęłyście mnie, heh ^^. Pozdrawiam i miłęgo czytania tych durnot xD.
Your Pauline ^^
sobota, 10 listopada 2012
Rozdział 10+wyniki ankiety/Agnes
Rozdział 10
-Dzień dobry, pani Clarke.-powiedział Alfie do kobiety, która rozmawiała z Jerome'm.
-O Alfie! Dzień dobry, a raczej do widzenia, bo już jedziemy.
-Mamo, nie możemy się najpierw pożegnać?-zapytała dotąd niezauważona przez Alfiego Poppy.
-Jeszcze tu wrócimy i wtedy się pożegnacie.-powiedziała stanowczo pani Clarke. Po chwili cała trójka wyszła.
W tym czasie w pokoju Niny i Amber odbywało się spotkanie Sibuny.
-Posłuchajcie.-powiedziała KT. Jednak nikt nie zareagował, dalej rozmawiali o tym, że Nina już od jakiegoś czasu nie miała wizji. Nagle do pokoju wpadł Alfie.
-Jerome i Poppy pojechali, ale ich mama powiedziała, że jeszcze wpadną się pożegnać.-powiedział szybko. Nagle w pokoju zrobiło się cicho. Do tej pory mieli nadzieję, że Jerome chce im wyciąć kawał, ale teraz...
KT nie znała rodzeństwa za dobrze, więc ochłonęła najszybciej i skorzystała z okazji, że jest cicho.
-Wiem komu Sara mogła ofiarować moc.-powiedziała
-Co?!-krzyknęli praktycznie wszyscy, tylko Patricia, zachowała resztki rozumu i kazała im zachowywać się ciszej bo ktoś może przyjść.
-Czemu nic nie mówiłaś?-zapytał Eddie
-Próbowałam, ale nie słuchaliście.-odpowiedziała mu spokojnie KT-Nie wiem na pewno, ale opowiadaliście mi, że jak Sara była mała to mieszkała tu z Victorem Juniorem i Seniorem. Na początku chyba Victor i Sara się lubili, tak?
-Tak, na początki Sara lubiła Victora.-powiedziała Nina
-Uważasz,-upewniał się Fabian-że Sara dała moc Victorowi?
-Dokładnie.-powiedziała-Nie jestem tego pewna, po prostu wpadło mi to do głowy.
-Ale w takim razie sam mógłby złożyć kielich.-powiedziała Patricia-Nie potrzebowałby Wybranej.
-Może nie próbował?-zaproponował Alfie
-To ma sens.-stwierdziła Nina-I pasuje. Nie jest naszym wrogiem, do przyjaciół też nie należy.
Gdy Jerome i Poppy jechali do hotelu nie mieli nastroju na rozmowę. Blondyn wiedział, że już Sibuna ma już rozwiązanie zagadki.
-Mamo?-zaczęła Poppy-Dlaczego zabierasz nas z tej szkoły?
-Mam dla was lepszą.-odpowiedziała spokojnie córce. Jerome wiedział co to znaczy. ON postanowił wtrącić się w jego życie i oddalić od przyjaciół. Typowe. Dziwne tylko, że tak długo ich szukał, zwykle nie mijał rok, a ON już wiedział gdzie Jerome jest.
-Mamo!-Jerome zawołał, gdy tylko Poppy zniknęła w pokoju, a on zszedł z panią Clarke po walizki.-Czy to ON kazał ci zabrać nas ze szkoły?
-Jerome, to twój ojciec, mógłbyś przestać mówić o nim, jakby był ci obcy.-powiedzała do syna
-ON nie jest moim ojcem.-warknął Jerome
-A kto niby nim jest? John?
-Tak. A właśnie, jeśli już mamy wyjeżdżać, to pójdę z Poppy się z nim pożegnać.
-Wiesz w którym więzieniu jest?-pani Clarke wyraźnie nie chciała, żeby dzieci do niego poszły.
-Wyszedł.-powiedział Jerome, a po chwili poszedł do pokoju. Kilka minut później razem z Poppy siedzieli w taksówce.
Po prawie pół godzinnej jeździe stali przed domem, pana Clarke'a. Zadzwonili do drzwi i po chwili byli w środku.
-Cześć tato.-powiedział Jerome, a Poppy się do niego przytuliła.
-Wyjeżdżamy.-powiedziała smutno dziewczyna
-Jak to?
-Mama po nas przyjechała i zabrała. -powiedział Jerome-Jutro pojedziemy jeszcze pożegnać się ze wszystkimi, a potem mama zapisze nas do innej szkoły z internatem.
-Czemu?
-Nie wiem.-rodzeństwo powiedziało w jednej chwili, jednak Jerome wskazał palcem w górę, a po chwili w dół. Pan Clarke wiedział o co mu chodzi. Poppy i Jerome rozmawiali z nim 2 godziny. Potem musieli wracać do hotelu. W drodze powrotnej do Jerome'a zadzwonił telefon.
-Słucham-powiedział
-Jerome, tu Alfie. Gdzie jesteś?
-W taksówce z Poppy.
-Aha, słuchaj KT wpadła na to, komu Sara mogła ofiarować moc.
-Serio? Komu?-Jerome udał zainteresowanego, a ponieważ Alfie go nie wiedział, nie zauważył tego.
-Victorowi. Nie wiemy tylko jak to sprawdzić.
-Też nie wiem. Może wiesz kto będzie wiedział. Niech Nina zapyta czy to o niego chodzi.
-A jak nie będzie wiedział?
-To sprawdzi. Muszę kończyć.-Jerome rozłączył się.
Następnego dnia Jerome obudził się bardzo wcześnie, a za drzwiami usłyszał kłótnię rodziców.
-Dlaczego chcesz ich zabrać? Mają tu przyjaciół, a ty wyślesz ich tam gdzie ten... ten gówniarz ci każe.
-Jest od ciebie starszy! I to o wiele!-zaprzeczyła pani Clarke
-Wiesz, że ONI dorastają wolniej. To po prostu dzieciak, któremu przydałoby się trochę dyscypliny.
-No jasne! Może jego też chcesz pobić? Tak jak Jerome'a?
-Po pierwsze to JEMU nie dałbym rady, a po drugie, to byłem pijany, a ON mną manipulował.
-Chyba robił to dość często.-pani Clarke była zdenerwowana.-Czy ty myślisz, że uwierzę, że...
-Ty po prostu tego nie widzisz! Jerome wracał od NIEGO ledwo żywy i to nie ze zmęczenia! Ale oczywiście ty uważałaś, że to moja wina!
-Jakoś ani Poppy ani Jerome'owi nic się nie stało odkąd zniknąłeś! Jak to wytłumaczysz?
-Że JEGO ojciec wreszcie zareagował!-po chwili pan Clarke trochę się uspokoił.-Zapytaj Jerome'a To nie jest już dziecko, nie ma powodu, żeby mnie kryć.
Trzeba przyznać, że ten rozdział nie wyszedł mi najgorzej. Jest słaby, ale nie najgorszy. A teraz wyniki ankiety:
Czy mam dalej pisać opowiadania?/Agnes
-Dzień dobry, pani Clarke.-powiedział Alfie do kobiety, która rozmawiała z Jerome'm.
-O Alfie! Dzień dobry, a raczej do widzenia, bo już jedziemy.
-Mamo, nie możemy się najpierw pożegnać?-zapytała dotąd niezauważona przez Alfiego Poppy.
-Jeszcze tu wrócimy i wtedy się pożegnacie.-powiedziała stanowczo pani Clarke. Po chwili cała trójka wyszła.
W tym czasie w pokoju Niny i Amber odbywało się spotkanie Sibuny.
-Posłuchajcie.-powiedziała KT. Jednak nikt nie zareagował, dalej rozmawiali o tym, że Nina już od jakiegoś czasu nie miała wizji. Nagle do pokoju wpadł Alfie.
-Jerome i Poppy pojechali, ale ich mama powiedziała, że jeszcze wpadną się pożegnać.-powiedział szybko. Nagle w pokoju zrobiło się cicho. Do tej pory mieli nadzieję, że Jerome chce im wyciąć kawał, ale teraz...
KT nie znała rodzeństwa za dobrze, więc ochłonęła najszybciej i skorzystała z okazji, że jest cicho.
-Wiem komu Sara mogła ofiarować moc.-powiedziała
-Co?!-krzyknęli praktycznie wszyscy, tylko Patricia, zachowała resztki rozumu i kazała im zachowywać się ciszej bo ktoś może przyjść.
-Czemu nic nie mówiłaś?-zapytał Eddie
-Próbowałam, ale nie słuchaliście.-odpowiedziała mu spokojnie KT-Nie wiem na pewno, ale opowiadaliście mi, że jak Sara była mała to mieszkała tu z Victorem Juniorem i Seniorem. Na początku chyba Victor i Sara się lubili, tak?
-Tak, na początki Sara lubiła Victora.-powiedziała Nina
-Uważasz,-upewniał się Fabian-że Sara dała moc Victorowi?
-Dokładnie.-powiedziała-Nie jestem tego pewna, po prostu wpadło mi to do głowy.
-Ale w takim razie sam mógłby złożyć kielich.-powiedziała Patricia-Nie potrzebowałby Wybranej.
-Może nie próbował?-zaproponował Alfie
-To ma sens.-stwierdziła Nina-I pasuje. Nie jest naszym wrogiem, do przyjaciół też nie należy.
Gdy Jerome i Poppy jechali do hotelu nie mieli nastroju na rozmowę. Blondyn wiedział, że już Sibuna ma już rozwiązanie zagadki.
-Mamo?-zaczęła Poppy-Dlaczego zabierasz nas z tej szkoły?
-Mam dla was lepszą.-odpowiedziała spokojnie córce. Jerome wiedział co to znaczy. ON postanowił wtrącić się w jego życie i oddalić od przyjaciół. Typowe. Dziwne tylko, że tak długo ich szukał, zwykle nie mijał rok, a ON już wiedział gdzie Jerome jest.
-Mamo!-Jerome zawołał, gdy tylko Poppy zniknęła w pokoju, a on zszedł z panią Clarke po walizki.-Czy to ON kazał ci zabrać nas ze szkoły?
-Jerome, to twój ojciec, mógłbyś przestać mówić o nim, jakby był ci obcy.-powiedzała do syna
-ON nie jest moim ojcem.-warknął Jerome
-A kto niby nim jest? John?
-Tak. A właśnie, jeśli już mamy wyjeżdżać, to pójdę z Poppy się z nim pożegnać.
-Wiesz w którym więzieniu jest?-pani Clarke wyraźnie nie chciała, żeby dzieci do niego poszły.
-Wyszedł.-powiedział Jerome, a po chwili poszedł do pokoju. Kilka minut później razem z Poppy siedzieli w taksówce.
Po prawie pół godzinnej jeździe stali przed domem, pana Clarke'a. Zadzwonili do drzwi i po chwili byli w środku.
-Cześć tato.-powiedział Jerome, a Poppy się do niego przytuliła.
-Wyjeżdżamy.-powiedziała smutno dziewczyna
-Jak to?
-Mama po nas przyjechała i zabrała. -powiedział Jerome-Jutro pojedziemy jeszcze pożegnać się ze wszystkimi, a potem mama zapisze nas do innej szkoły z internatem.
-Czemu?
-Nie wiem.-rodzeństwo powiedziało w jednej chwili, jednak Jerome wskazał palcem w górę, a po chwili w dół. Pan Clarke wiedział o co mu chodzi. Poppy i Jerome rozmawiali z nim 2 godziny. Potem musieli wracać do hotelu. W drodze powrotnej do Jerome'a zadzwonił telefon.
-Słucham-powiedział
-Jerome, tu Alfie. Gdzie jesteś?
-W taksówce z Poppy.
-Aha, słuchaj KT wpadła na to, komu Sara mogła ofiarować moc.
-Serio? Komu?-Jerome udał zainteresowanego, a ponieważ Alfie go nie wiedział, nie zauważył tego.
-Victorowi. Nie wiemy tylko jak to sprawdzić.
-Też nie wiem. Może wiesz kto będzie wiedział. Niech Nina zapyta czy to o niego chodzi.
-A jak nie będzie wiedział?
-To sprawdzi. Muszę kończyć.-Jerome rozłączył się.
Następnego dnia Jerome obudził się bardzo wcześnie, a za drzwiami usłyszał kłótnię rodziców.
-Dlaczego chcesz ich zabrać? Mają tu przyjaciół, a ty wyślesz ich tam gdzie ten... ten gówniarz ci każe.
-Jest od ciebie starszy! I to o wiele!-zaprzeczyła pani Clarke
-Wiesz, że ONI dorastają wolniej. To po prostu dzieciak, któremu przydałoby się trochę dyscypliny.
-No jasne! Może jego też chcesz pobić? Tak jak Jerome'a?
-Po pierwsze to JEMU nie dałbym rady, a po drugie, to byłem pijany, a ON mną manipulował.
-Chyba robił to dość często.-pani Clarke była zdenerwowana.-Czy ty myślisz, że uwierzę, że...
-Ty po prostu tego nie widzisz! Jerome wracał od NIEGO ledwo żywy i to nie ze zmęczenia! Ale oczywiście ty uważałaś, że to moja wina!
-Jakoś ani Poppy ani Jerome'owi nic się nie stało odkąd zniknąłeś! Jak to wytłumaczysz?
-Że JEGO ojciec wreszcie zareagował!-po chwili pan Clarke trochę się uspokoił.-Zapytaj Jerome'a To nie jest już dziecko, nie ma powodu, żeby mnie kryć.
Trzeba przyznać, że ten rozdział nie wyszedł mi najgorzej. Jest słaby, ale nie najgorszy. A teraz wyniki ankiety:
Czy mam dalej pisać opowiadania?/Agnes
Tak, są świetne!
|
20 (76%)
|
Tak, mogą być
|
2 (7%)
|
Jak chcesz
|
3 (11%)
|
Nie, nie idą ci najlepiej.
|
0 (0%)
|
Nie, piszesz okropnie!
|
1 (3%)
|
Liczba głosów do tej pory: 26
Ankieta zamknięta
Ankieta zamknięta
Dziękuję wszystkim głosującym. :)
czwartek, 8 listopada 2012
Przepraszam / LuLuś♥
Hej wam !!! Jak sam tytuł notki na to wskazuje , przepraszam. Ale pewnie się zastanawiacie ,dlaczego... Otóż. Przepraszam was za to ,że od jakiegoś czasu nie piszę scenariuszy o Przygodach Sibuny.... W mojej sytuacji nie jest to łatwe ,bo nie mam pomysłów nawet na własne. Więc jeśli chcielibyście mi jakoś pomóc w tej sytuacji to piszcie na mój e-mail podany w zakładce ,, kontakt ''
Pozdrawiam
Your , Victoria ; DD
Pozdrawiam
Your , Victoria ; DD
środa, 7 listopada 2012
scenariusz 12/fluffy
Hej. Tu Tu Dum! Mam 12 scenariusz. Wreszcie. Strarałam się wpleść trochę Fabiny, no i żeby był dłuższy. ;)
Scenariusz 12 by fluffy
*w tunelach*
N: okej. chyba wiem już mniej więcej o co chodzi.
Al: siedzimy tu już tak długo, a ja dalej nie kapuje...
P: Alfie jesteśmy tu od niecałych 20 minut.
Al: a ja prawie nic nie zjadłem na śniadanie.
F: ej, słuchajcie. za 10 minut zaczynają się lekcję. jeśli teraz rozpoczniemy grę nie będziemy mogli przerwać. a nie wiemy ile to może potrwać.
E: więc chyba lepiej iśc na lekcje i wrócić potem?
F: właśnie.
N: okej, chodźmy. ale... wszyscy wiecie mniej więcej o co chodzi w tej grze?
Al: ja nie kapuje ani słowa z tej instrukcji.
P: ja ci wytłumacze, chyba już rozumiem.
N: więc Patricia wytłumaczy Alfie'mu. Reszta rozumie?
S: tak, chyba....
N: Jerome, czemu się nie odzywasz?
Je: co?... ja... ten... zamyśliłem się...
F: okej, chodźmy.
*szkoła, przerwa*
N: jak ci poszedł sprawdzian, Fabian?
F: e...
N: czekaj. chyba znam odpowiedź. "sam nie wiem, ale chyba dobrze". a okaże się, że poszło ci świetnie. *uśmiecha się*
F: naprawdę zawsze tak mówie?
N: nie zawsze. ale chyba za dobrze cię znam. aż czasami się siebie samej boję. * śmieje się*
F: *śmieje się*
N: *otwiera szafke, wypada jakaś kartka i bransoletka* Co to jest?
F: *podnosi* em... to jest bransoletka, a to jakaś kartka. *podaje N*
N: dziwne, Amber miała taką samą... o nie.
F: co?
N: miała taką samą, nawet miała ją na ręce w dzień porwania. a jeśli... *otwiera kartkę*
"domyślasz się, dlaczego ci daje tą bransoletkę, prawda? ona okazała się zbędna. tak jak twoja przyjaciółeczka... już niedługo. pospiesz się."
F: musimy dzisiaj zejść i przejść to zadanie. ona może naprawdę zrobić coś złego Amber.
N: tak. ja... ide... musze... wyjść. *wybiega z płaczem*
F: Nino, czekaj!
*P,E,Je,Al podchodzą*
P: co się stało?
F: *podaje jej kartkę*
P: aaa... dlatego Nina uciekła?
F: yhy. była też bransoletka Amber.
E: o kurde. robi się coraz groźniej.
Je: musimy dzisiaj zejść, prawda?
F: *kiwa głową*
Al: nie wiesz gdzie Nina mogła pobiec?
F: ja... chyba wiem. musze ją znaleźć, ona... może zrobić coś głupiego. *wybiega*
*przed starym opuszczonym domem**
N: musisz tu być Amber. proszę.... *podnosi coś* nie, nie, nie... *wchodzi do opuszczonego domu* nie! *siada i płacze*
F: *wbiega* tu jesteś Nino! co się stało?
N: ja... myślałam, że... ona... tu będzie!
F: ale jej nie ma...
N: ale była! zobacz, to jest jej spinka, leżała przed domem, a to leżało tutaj, pod krzesłem.
F: Nino, to mogło należeć do każdego...
N: ale chyba nie każdy ma naszyjnik z napisem "Amber Millington" tak?!
F: no, ok. może tu była. ale skoro jej nie ma, to znaczy, że... może zabrała ją gdzie indziej... oh, na pewno ją znajdziemy.
N: skąd wiesz? najpierw przeze mnie jesteście ścigani i naznaczeni przez jakąś zjawę. teraz przeze mnie jakaś psychopatka porywa Amber! No i nie dość, że was w to wciągnęłam, teraz musze wykluczyć Patricie i Alfie'go! *płacze*
F: *siada obok niej* Nino, przecież tyle razy ci powtarzamy. jesteśmy z tobą z własnego wyboru. do niczego nas nie zmuszałaś. po prostu jesteśmy twoimi przyjaciółmi i chcemy ci pomóc.
N: wiem, że już tysiąc razy mi to mówiliście. ale jestem pewna, że jeśli Amber się coś stanie, to do końca życia sobie tego nie wybaczę. choćbyście nie wiem jak mnie wspierali.
F: no, Nino. nie bądź taka smutna! bo jak ty jesteś smutna, to ja też. *bierze usta w podkówke*
N: *uśmiecha się* no dobra. *patrzy na telefon* wiesz, że opuściliśmy całą biologię z panem Sweet'em?
F: wiem. ale warto było. *uśmiecha się*
N: dobra, chodźmy. *łapie go za ręke* bo jak opuścimy jeszcze jedną lekcję, to będziemy mieć kłopoty. co to za czasy, że najlepszy uczeń w klasie zwiewa z lekcji. *udaje niezadowolenie*
F: wcale nie jestem najlepszy w klasie.
N: a właśnie, że jesteś. i dla mnie też jesteś naaaajlepszy. *śmieje się*
*tunele*
Al: ciemno jak w d... bardzo tu ciemno... eee... zaiste!
P: Alfie! skąd znasz takie słowo?!
Al: jakie? du...
P: nie! "zaiste".
Al: a nie wiem. gdzieś usłyszałem.
N: więc, drużyny... Alfie i Patricia - drużyna 1. Ja, Fabian, Eddie, Jerome - drużyna 2. Alfie, Patricia przepraszam, że was wykluczam...
P: spoko, Nino. rozumiemy. ktoś musi zostać.
Al: ale dlaczeg...
P: *kopie go w kostke*'
Al: ała!
F: dobra siadajmy i skończmy z tym jak najszybciej.
*kilka minut później*
Je: nie wiem co dalej. jak ruszymy się w prawo, to nas zablokują, a jak w lewo, to nas zbiją.
Al: mieliśmy się nie starać.
Je: tak, ale jeśli macie szanse na zbicie, to musicie to zrobić. a blokowanie nie zależy od was. twoja głupota się tu nie przyda Alfie.
Al: ej!
N: okej, nie ważne. nie możemy ruszyć się prosto?
F: nie. w takiej sytuacji możemy tylko w prawo lub w lewo.
E: więc ruszmy się w prawo. może nawet jeśli zablokują, to nie zbiją.
N: chyba nie mamy innego wyjścia. *rusza pionkiem*
*otwierają się drzwi*
P: co jest?
*Zostaliście wystawieni na próbę, drużyno 2. Podjeliście właściwą decyzję, w sytuacji pozornie bez wyjścia. Dlatego możecie przejść dalej. Drużyna 1, wycofać się.*
PiAl: *wycofują się*
N: przepraszam! zaczekajcie na nas, ok!?
P: jasne. i nie ma za co przepraszać!
S: *wchodzi do następnego pomieszczenia* wooooooow... to jest... niesamowite.
Koniec.
* pisząc stary, opuszczony dom, miałam na myśli to opuszczone coś, co Rufus tam więził Jerom'a, Trudy, Eddie'go... wiecie o co chodzi? nie wiedziałam po prostu jak to nazwać.
Scenariusz 12 by fluffy
*w tunelach*
N: okej. chyba wiem już mniej więcej o co chodzi.
Al: siedzimy tu już tak długo, a ja dalej nie kapuje...
P: Alfie jesteśmy tu od niecałych 20 minut.
Al: a ja prawie nic nie zjadłem na śniadanie.
F: ej, słuchajcie. za 10 minut zaczynają się lekcję. jeśli teraz rozpoczniemy grę nie będziemy mogli przerwać. a nie wiemy ile to może potrwać.
E: więc chyba lepiej iśc na lekcje i wrócić potem?
F: właśnie.
N: okej, chodźmy. ale... wszyscy wiecie mniej więcej o co chodzi w tej grze?
Al: ja nie kapuje ani słowa z tej instrukcji.
P: ja ci wytłumacze, chyba już rozumiem.
N: więc Patricia wytłumaczy Alfie'mu. Reszta rozumie?
S: tak, chyba....
N: Jerome, czemu się nie odzywasz?
Je: co?... ja... ten... zamyśliłem się...
F: okej, chodźmy.
*szkoła, przerwa*
N: jak ci poszedł sprawdzian, Fabian?
F: e...
N: czekaj. chyba znam odpowiedź. "sam nie wiem, ale chyba dobrze". a okaże się, że poszło ci świetnie. *uśmiecha się*
F: naprawdę zawsze tak mówie?
N: nie zawsze. ale chyba za dobrze cię znam. aż czasami się siebie samej boję. * śmieje się*
F: *śmieje się*
N: *otwiera szafke, wypada jakaś kartka i bransoletka* Co to jest?
F: *podnosi* em... to jest bransoletka, a to jakaś kartka. *podaje N*
N: dziwne, Amber miała taką samą... o nie.
F: co?
N: miała taką samą, nawet miała ją na ręce w dzień porwania. a jeśli... *otwiera kartkę*
"domyślasz się, dlaczego ci daje tą bransoletkę, prawda? ona okazała się zbędna. tak jak twoja przyjaciółeczka... już niedługo. pospiesz się."
F: musimy dzisiaj zejść i przejść to zadanie. ona może naprawdę zrobić coś złego Amber.
N: tak. ja... ide... musze... wyjść. *wybiega z płaczem*
F: Nino, czekaj!
*P,E,Je,Al podchodzą*
P: co się stało?
F: *podaje jej kartkę*
P: aaa... dlatego Nina uciekła?
F: yhy. była też bransoletka Amber.
E: o kurde. robi się coraz groźniej.
Je: musimy dzisiaj zejść, prawda?
F: *kiwa głową*
Al: nie wiesz gdzie Nina mogła pobiec?
F: ja... chyba wiem. musze ją znaleźć, ona... może zrobić coś głupiego. *wybiega*
*przed starym opuszczonym domem**
N: musisz tu być Amber. proszę.... *podnosi coś* nie, nie, nie... *wchodzi do opuszczonego domu* nie! *siada i płacze*
F: *wbiega* tu jesteś Nino! co się stało?
N: ja... myślałam, że... ona... tu będzie!
F: ale jej nie ma...
N: ale była! zobacz, to jest jej spinka, leżała przed domem, a to leżało tutaj, pod krzesłem.
F: Nino, to mogło należeć do każdego...
N: ale chyba nie każdy ma naszyjnik z napisem "Amber Millington" tak?!
F: no, ok. może tu była. ale skoro jej nie ma, to znaczy, że... może zabrała ją gdzie indziej... oh, na pewno ją znajdziemy.
N: skąd wiesz? najpierw przeze mnie jesteście ścigani i naznaczeni przez jakąś zjawę. teraz przeze mnie jakaś psychopatka porywa Amber! No i nie dość, że was w to wciągnęłam, teraz musze wykluczyć Patricie i Alfie'go! *płacze*
F: *siada obok niej* Nino, przecież tyle razy ci powtarzamy. jesteśmy z tobą z własnego wyboru. do niczego nas nie zmuszałaś. po prostu jesteśmy twoimi przyjaciółmi i chcemy ci pomóc.
N: wiem, że już tysiąc razy mi to mówiliście. ale jestem pewna, że jeśli Amber się coś stanie, to do końca życia sobie tego nie wybaczę. choćbyście nie wiem jak mnie wspierali.
F: no, Nino. nie bądź taka smutna! bo jak ty jesteś smutna, to ja też. *bierze usta w podkówke*
N: *uśmiecha się* no dobra. *patrzy na telefon* wiesz, że opuściliśmy całą biologię z panem Sweet'em?
F: wiem. ale warto było. *uśmiecha się*
N: dobra, chodźmy. *łapie go za ręke* bo jak opuścimy jeszcze jedną lekcję, to będziemy mieć kłopoty. co to za czasy, że najlepszy uczeń w klasie zwiewa z lekcji. *udaje niezadowolenie*
F: wcale nie jestem najlepszy w klasie.
N: a właśnie, że jesteś. i dla mnie też jesteś naaaajlepszy. *śmieje się*
*tunele*
Al: ciemno jak w d... bardzo tu ciemno... eee... zaiste!
P: Alfie! skąd znasz takie słowo?!
Al: jakie? du...
P: nie! "zaiste".
Al: a nie wiem. gdzieś usłyszałem.
N: więc, drużyny... Alfie i Patricia - drużyna 1. Ja, Fabian, Eddie, Jerome - drużyna 2. Alfie, Patricia przepraszam, że was wykluczam...
P: spoko, Nino. rozumiemy. ktoś musi zostać.
Al: ale dlaczeg...
P: *kopie go w kostke*'
Al: ała!
F: dobra siadajmy i skończmy z tym jak najszybciej.
*kilka minut później*
Je: nie wiem co dalej. jak ruszymy się w prawo, to nas zablokują, a jak w lewo, to nas zbiją.
Al: mieliśmy się nie starać.
Je: tak, ale jeśli macie szanse na zbicie, to musicie to zrobić. a blokowanie nie zależy od was. twoja głupota się tu nie przyda Alfie.
Al: ej!
N: okej, nie ważne. nie możemy ruszyć się prosto?
F: nie. w takiej sytuacji możemy tylko w prawo lub w lewo.
E: więc ruszmy się w prawo. może nawet jeśli zablokują, to nie zbiją.
N: chyba nie mamy innego wyjścia. *rusza pionkiem*
*otwierają się drzwi*
P: co jest?
*Zostaliście wystawieni na próbę, drużyno 2. Podjeliście właściwą decyzję, w sytuacji pozornie bez wyjścia. Dlatego możecie przejść dalej. Drużyna 1, wycofać się.*
PiAl: *wycofują się*
N: przepraszam! zaczekajcie na nas, ok!?
P: jasne. i nie ma za co przepraszać!
S: *wchodzi do następnego pomieszczenia* wooooooow... to jest... niesamowite.
Koniec.
* pisząc stary, opuszczony dom, miałam na myśli to opuszczone coś, co Rufus tam więził Jerom'a, Trudy, Eddie'go... wiecie o co chodzi? nie wiedziałam po prostu jak to nazwać.
Nie chciało mi się poprawiać gramatyki, wybaczcie. ;)
Wasza fluffy. ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)